Już prawie tydzień minął od naszej wspólnotowej „majówki’, a ja po prostu nie miałam kiedy usiąść i napisać. No cóż, 5 dni wyjętych z codzienności, więc najpierw trzeba było nadrobić różne zaległości… Ale już wychodzę na prostą. Piszę.

Nasza Założycielka, Isia, mówiła czasem, że postrzega naszą Wspólnotę jak bukiet różnorodnych kwiatów. Skoro każdy „kwiatek” inny, trzeba się wzajemnie poznawać. No więc wybrałyśmy się, żeby pobyć kilka dni razem. Nie na rekolekcjach, tylko tak bardziej zwyczajnie. Osoby w okresie formacji obowiązkowo, osoby po ślubach wieczystych – kto chce i kto może. Okazało się, że było nas pół na pół.

Dzień pierwszy
Przyjazd, kolacja, modlitwa (nieszpory, różaniec, kompleta). Odpoczynek. Nadzieja na lepszą pogodę.

Dzień drugi
Dzielimy się przemyśleniami na temat:
„Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (1 Kor 9, 16)
1.Czy umiem zamilknąć, by usłyszeć Słowo Boga i wołanie drugiego człowieka?
2.Jak ja głoszę swoim życiem?
Słucham „młodych”, słucham „starszych”, słucham siebie, słuchamy się nawzajem. Naprawdę SŁUCHAMY…

Dzień trzeci
Dzisiaj mamy rozmawiać o modlitwie. „Niezależnie od przeciążenia i napięcia właściwego współczesnemu życiu, modlitwa wewnętrzna jest podstawowym obowiązkiem życia dominikańskiego. Członkowie Instytutu codziennie gorliwie ją praktykują.” (z Konstytucji Instytutu). Jestem pod wrażeniem świadectw naszych najmłodszych. Ja na ich etapie nie byłam ani tak dojrzała, ani tak głęboka.
Podczas Mszy Świętej zwrócił moją uwagę chłopak obecny w kościele. Chłopak, czy raczej młody mężczyzna – osiemnasto- dwudziestolatek? Nie mam wątpliwości, że przyszedł tu z jakimś potężnym problemem, twarz w dłoniach, łzy. Okazało się, że oko i serce każdej z nas zobaczyło dokładnie to samo. Poobiednie spotkanie rozpoczęłyśmy serdeczną modlitwą w intencji tamtego chłopaka. Matko Boża, miej go w swojej opiece!

Dzień czwarty
Msza Święta wspólna z pensjonariuszami Domu Pomocy Społecznej. Mam świadomość, że jeśli doczekam sędziwego wieku, taka będzie i moja ostatnia prosta na życiowej ścieżce. Ważne doświadczenie – i dobre. Jeśli dane mi będzie spędzić resztę życia w miejscu, gdzie będzie codzienna Eucharystia, o niczym więcej nie marzę.
Wspólnotowe rozmowy o naszych Konstytucjach. Zatrzymujemy się nad punktem „Rewizja życia”. Chodzi o praktykowane we Wspólnocie okresowe zastanowienie się nad swoją wiernością Ewangelii, realizacją podjętych zobowiązań jako osób świeckich konsekrowanych, a także nad braterskim wymiarem swojego życia. Rewizja życia ma nas prowadzić ku metanoji, czyli przemianie.
Jak praktyka metanoji wyglądała 50 lat temu? Opowiadają przedstawicielki tamtych czasów. Tak, tak,  są na majówce, i, chwała Bogu, całkiem dziarskie z nich niewiasty.
Porównanie z teraźniejszością. „Młode” bardzo poważnie i ogromnie głęboko podchodzą do sprawy. Starsze dziękują im nie tylko za tę głębię, ale przede wszystkim za tchnienie świeżości. Czy uda się nam powrócić do korzeni?

Dzień piąty
To już koniec wspólnotowej majówki! Spotkanie przy kawie. W poprzednich dniach oczywiście też była i kawa, i ciasteczka, i owoce, i łakoci od pełności. Ale dzisiaj tak bardziej uroczyście, pożegnalnie, a jeszcze trafiły się jakieś urodziny, imieniny – świętujemy. I nadal rozmawiamy.

Co powiedziały „Młode”?
M.: Chciwie przyswajałam sobie wiedzę o tym, jak jest i jak było w naszym Instytucie. Czułam się bezpiecznie, autentycznie, nie musiałam maskować moich słabości. Czuję się ubogacona doświadczeniem innych. Wracam, odnawiając zapomniane postanowienia.

B.: Patrząc na Wspólnotę uczę się od was miłości do bliźnich… Dziękuję wam za szczere świadectwo waszych słabości. To się w pale nie mieści jak każda jest inna, ale mając WSPÓLNY CEL jest się w stanie wszystko przetrzymać…

Bezpośrednie te nasze rozmowy, prawda? O wygłupach nie wspomnę, choć też były. Dużo śmiechu, atmosfera siostrzana. Tak, SIOSTRZANA, to określenie jest chyba najbardziej prawdziwe. Serdeczność, życzliwość, otwartość – owszem, ale też… potrzeba wzajemnego docierania się. A co, wiadomo jak to jest wśród rodzeństwa, tak czy nie?

Czy Isia może się cieszyć, że ten bukiet ciągle jest właśnie taki?

Anna Maria