Intryguje mnie postać Kardynała Stefana. Pisma, które zostawił po sobie pokazują, że jego niezłomność, jego wybory, poglądy – to wszystko zaczynało się w sercu. Z Zapisków więziennych najbardziej utkwiły mi w pamięci słowa z samego początku internowania: Nie zmuszą mnie niczym do tego, bym ich nienawidził

Znowu sięgam po Zapiski. Przy wielu fragmentach znowu mam poczucie, że czas jakby stanął w miejscu, a raczej że nie zmieniło się to, co najważniejsze.

19 maja, 1955, czwartek. Wniebowstąpienie Pańskie – otwarte bramy Niebios pozwalają „patrzeć w Niebo” wszystkim wędrowcom, z przenikliwością wiary, oczyma nadziei. (…) A miłość jest bez kresu. (…) Już niechaj tak będzie, jak o to się upominasz: „Myśl o Mnie, a Ja już będę myślał o tobie”. – „Uwolnisz się od zbędnego niepokoju, daremnych rozważań, zbędnych myśli. Ile natomiast zyskasz czasu, który możesz poświęcić wyłącznie dla Mnie i dla mojego Kościoła.”

Wiem, Prudnik Śląski, rok 1955, wiem, kto te słowa odczytał i zapisał dla siebie. Ale wiem też, że te słowa są ważne dziś, dla mnie, w czasach całkiem inaczej burzliwych, a pełnych daremnych i zbędnych niepokojów. Co ja, dzisiaj, tu i teraz, mogę poświęcić dla Kościoła?

Niedawno wpadła mi w ręce broszurka z 1986 roku, jakby z innego świata, wydana jak literatura dawnego drugiego obiegu: Idącym w przyszłość. Do młodych, do „pokolenia milenijnego”. Fragmenty przemówień sprzed sześćdziesięciu, sprzed trzydziestu lat. Wiele tu o wolności, wiele o „zniewolniczeniu”. Boleśnie aktualne.

Czytam najtrudniejsze chyba słowa: „Będziesz miłował bliźniego swego”. I to każdego! Tego, co ma serdeczne oczy, i tego, który ma oczy szklane. Tego, co ma żar w piersi, i tego, co nosi w piersi kamień. Tego, który ma ku tobie wyciągniętą braterską dłoń, i tego, który cię dźga oczyma. Każdego! (…) Ciągle Was pouczam, że ten zwycięża – choćby był powalony i zdeptany – kto miłuje, a nie ten, który w nienawiści depce. Ten ostatni przegrał. Kto nienawidzi – już przegrał! Kto mobilizuje nienawiść – przegrał! Kto walczy z Bogiem Miłości – przegrał! A zwyciężył już dziś – choćby leżał na ziemi podeptany – kto miłuje i przebacza, kto jak Chrystus oddaje serce swoje, a nawet życie za nieprzyjaciół swoich. Lepiej jest być ugodzonym, aniżeli ugodzić; lepiej być sponiewieranym, aniżeli poniewierać; lepiej być spoliczkowanym, aniżeli policzkować.

Kardynał znowu mi przypomina: nieważne, jakie czasy, uwarunkowania, okoliczności, niezależnie od tego, kto i co zagraża – mamy być Chrystusowi. A zmaganie o to zaczyna się w ludzkim sercu. W moim sercu.

Vera