Ojciec Mateusz OP – przybył do nas na rekolekcje wprost „z belgijskiej pustyni”, gdzie ślady Boga zostały dawno zatarte, a nowe jeszcze nie zdołały się pojawić dość wyraziście.

Mówił o Panu Bogu prosto a jednak mocno, a nade wszystko wymagająco, abyśmy przypadkiem nie poddawały się atmosferze tego świata, który, jak się przyjęło mniemać: jest „zły”, jest „podły”, jest „wyzuty z wartości”…

Mówił o Panu Bogu, o Kościele… i o nas, które przecież na serio odpowiedziałyśmy „TAK” – na Chrystusowe wezwanie i tym samym przyjęłyśmy na co dzień Krzyż… Nikt nikogo nie przymuszał, nikt nikogo nie oszukał. nikt nie obiecywał, że będzie łatwo…

Jednak najważniejsze jest to, że O. Mateusz wręcz namacalnie ukazał, którędy ma prowadzić nasza droga do współczesnego człowieka – człowieka zagubionego, wypranego z wartości, człowieka niejako „opętanego” własną swawolą, którą na przekór sobie i wszystkim nazywa się bezkarnie – wolnością…

Trzeba nam – mówił O. Mateusz – trzeba nam takiego MILCZENIA, które poprowadzi nas wprost do Bożego Serca, abyśmy właśnie tam, w Sercu Boga, spotkały świat… Ale świat już prześwietlony Bożym Światłem…

Może dla wielu z nas, a może w ogóle dla wielu osób, to nic nowego… Ale dla mnie…?! „Kontemplować i przekazywać innym owoce kontemplacji” – to obowiązujący nas, znany nam, dominikański imperatyw, który gwarantuje „skuteczność” bycia ewangelicznym zaczynem w świecie… Niby znane – a jakoś na nowo odkryte wyzwanie i wezwanie do kontemplacji, która jest tożsama z Pawłowym Hymnem o Miłości – Miłości, która „cierpliwa jest, łaskawa, wszystko przetrzyma, a przede wszystkim nigdy nie ustaje… I jest największa…

MILCZENIE zawsze było dla mnie swoistą „Bramą” prowadzącą na Boże ścieżki poznawania Tego, który JEST… Zawsze było… Ale teraz jest nieodzownym „progiem”, który trzeba przekroczyć jak ów „próg nadziei”, żeby potem wypowiedzieć całym sercem: „Oto jestem! Mów Panie, sługa Twój słucha!”… I słuchać… I żeby po prostu w tym MILCZENIU tylko BYĆ, ISTNIEĆ CICHO i BEZ PYTAŃ… Dopiero wtedy – tam w Sercu Boga – można naprawdę spotkać świat… Tyle, że widziany – także przeze mnie – „oczyma” Boga… Widziany w Jego Świetle.

Rekolekcje trwały sześć dni… Teraz życie toczy się dalej i nadal „rządzą” nim prawa tego, naszego współczesnego świata, którego nie da się ot tak sobie zmienić, ani tak nagle poprawić, czy naprawić… Moja codzienność też się zewnętrznie jakoby nie zmieniła i nikt zapewne nie wie, że byłam na rekolekcjach, że… Zresztą na tym właśnie polega moje, nasze  życie konsekrowane osób świeckich. To jest owa trudność, ale też i swoiste wyzwanie, aby tak właśnie było… W ukryciu zanurzyć się w Bożym Sercu… i „z ukrycia” patrzeć na spotykanych ludzi –już Bożymi oczyma… I dawać Boga – każdemu i wszystkim…

Na pewno żadna to rewelacja dla wielu… Ale dla mnie to jakby „stare-nowe” odkrycie, „stara-nowa” możliwość…

Niech to będzie też moja mała i wielka wdzięczność przekazana O. Mateuszowi OP, że… po prostu „pootwierał” we mnie nowe bramy, dzięki którym dane mi jest skosztować „smaku” takiego MILCZENIA, które prowadzi wprost do Bożego Serca.

K.B.