Jestem na początku drogi, w tak zwanym okresie próby. Kiedyś zastanawiałam się, czy można pogodzić codzienne obowiązki z codziennym uczestnictwem w Mszy Świętej? A jednak można! Podczas Eucharystii Pan BÓG daje nam Siebie całego… Przychodzi do nas ŻYWY… Umacnia od wewnątrz… Jest z nami… Jest w nas…

Ostatnio miałam okazję, aby w szczególnych warunkach zastanowić się nad moim przeżywaniem Mszy Świętej. To był jeden z tych zimowych dni, zamieć śnieżna, na ulicach zrobiły się momentalnie wielkie, gigantyczne korki. Wracałam do domu z pracy o kilka godzin dłużej niż normalnie. Gdy tak stałam w korku i zbliżała się godzina 18.00, wiedziałam już, że nie mam żadnych szans, aby uczestniczyć tego dnia w Eucharystii. Wtedy poczułam… ogromną tęsknotę i silne pragnienie, aby być na Mszy Świętej, spotkać się z Panem Bogiem i przyjąć Go do swego serca. Pragnienie przeogromne, ale mogłam jedynie, tak jak umiałam, połączyć się duchowo…

Teraz, z perspektywy czasu, gdy patrzę na tamto popołudnie, chcę podziękować i dziękuję Panu Bogu za to, że mi dał szansę zastanowienia się nad moją relacją z NIM, nad odpowiedzią na pytanie: Czy i dlaczego Msza Święta jest najważniejszą godziną w moim życiu?

Pan Bóg nas kocha i to tak wielką Miłością, że daje nam Siebie… I to codziennie… Mówi: BIERZ, JEDZ I PIJ, TO JEST MOJE CIAŁO I KREW… ALE… SORRY… NIC NA SIŁĘ…
To WIELKI Dar, którego nie jesteśmy w stanie ogarnąć rozumem…
Wolna wola… wybór… codzienny wybór…
Bądź uwielbiony BOŻE za Twoją wielką Miłość, dziękuję za Twój dar… Za powołanie…

BOŻE, przemieniaj moje życie… Uczyń mnie taką, jaką chcesz, abym była…

Janina