Czas Adwentowej Tęsknoty prowadzi wprost do każdego serca, które oczekuje na spełnienie tej Nadziei, która w duchu Wiary – rodzi Miłość… Cóż można dopowiedzieć  w tym przedziwnym CZASIE, co mogłoby dopełnić to wszystko, co dokonuje się w tęsknym wołaniu: „Przybądź! Panie Jezu!”

Pragnę podzielić się refleksją nad Tajemnicą Bożego Słowa… W jednym z czytań adwentowych (w kazaniu św. Augustyna) pojawia się niesamowita „opowieść” o znaczeniu słowa i głosu… Czym jest głos bez słowa? Jest pustym dźwiękiem, który niczego nie oznacza. Głos bez słowa dźwięczy w uchu, ale nie przynosi pożytku dla serca. (…) Gdy myślę o tym co mam powiedzieć, wtedy słowo rodzi się moim sercu, a jeśli chcę coś powiedzieć, staram się wzbudzić w twoim sercu to, co już istnieje w moim…”

Dalsze rozważania św. Augustyna prowadzą do owej radości, która osiąga szczyt spełnienia – „Ta moja radość doszła do szczytu” – osiąga „szczyt” w nas i w tych, do których nasze słowa kierujemy…

Niepojęta Tajemnica Wcielenia… Zanurzania się w Słowo, które stało się Ciałem. Bóg  aż tak nas umiłował, żeby zamieszkać z nami aż do końca świata. Ta świadomość prowokuje do refleksji: Jak to jest, że …?

„Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo”… Tak było na Początku… A teraz…?!

Codziennie wypowiadamy tyyyyle słów… Codziennie tyle słów dociera do drugiego człowieka… Codziennie biadolimy, że… tyle słów „rzuconych na wiatr”… Czy to możliwe, aby słowa Boże były marnowane?!

W czasie Adoracji Najświętszego Sakramentu uświadomiłam sobie, jak wielka jest moja odpowiedzialność za każde wypowiadane słowo i jakie wielkie to ma znaczenie w codziennym moim życiu. Doszłam do wniosku, że także moje słowa mogą posiadać „moc” stawania się rzeczywistością, że każde „moje” – o ile będzie to „Boże słowo”, może stawać się „Ciałem”, które zamieszkuje pośród nas i może trwać w Pięknie, Dobru i Prawdzie…

Ta świadomość wzbudziła we mnie nie tylko wielką radość, ale też nadzieję, że poprzez wypowiadane słowa mam udział w dalszym „stwarzaniu świata”, że otrzymane od Boga słowo skierowane do innych – daje szansę na budowanie Bożego Królestwa… i staje się „dowodem” na to, że „Boże Słowo nigdy nie wraca bezowocnie lecz tak jak ulewa i śnieg użyźnia ziemię”…

Wzruszenie, radość, nadzieja… ogarnęły moje serce… Miałam ochotę iść na cały świat i głosić Boże Słowo, aby stawało się Ciałem – najpierw we mnie, a następnie w każdym, do którego jestem posłana…

Adwentowy czas tęsknego wypatrywania przychodzącego Boga stał się od teraz bardziej rozświetlony i jakoś bardziej zobowiązujący. Pewnie to żadne odkrycie dla wielu, ale dla mnie ta prawda stała się nagle oczywistością, stała się imperatywem i zobowiązaniem do tego, żeby już nigdy, żadne słowo nie było tylko „moim”, a więc nie było pustosłowiem, ale żeby wypowiadane „moje słowo” zawsze pochodziło od Boga, bo wtedy i tylko wtedy stanie się Rzeczywistością Dobra, Piękna, Prawdy, stanie się Życiem i utoruje drogę Panu…

Tegoroczny Adwent – umocowany w Duchu Świętym, który nas umacnia – stał się dla mnie nową możliwością i nowym pragnieniem czerpania ze Źródła i napełniania się Bożym Słowem… Jakoś od teraz inaczej – prościej i z ogromną nadzieją – przybliżam się do świętowania przyjścia na świat Jezusa.

A kiedy wśród nocnej ciszy wszystko zmaleje do szeptu… kiedy spotkamy się w ciepłym wnętrzu kolędy i… rozdzwonią się pasterkowe dzwony, a Betlejemska Gwiazda doprowadzi nas do Stajenki i wtedy w tę cichą świętą Noc – Słowo stanie się Ciałem i zamieszka w moim sercu. Wtedy oddam pokłon Nowonarodzonemu, a On przyjdzie do mnie jako Bóg prawdziwy w maleńkim Znaku Miłości – w drobinie  Eucharystycznego Chleba…
Takiego Spotkania ze Słowem Bożym ŻYCZĘ…

Powierzam  tę refleksję jako przesłanie na ten Czas Łaski…

K.B.