Piątkowe przedpołudnie. Mam do załatwienia nieprzyjemną sprawę urzędową, która jest konsekwencją czyjejś nierzetelności. Urząd mieści się na przeciwległym krańcu miasta, na dworze szaro, buro i ponuro. W humorze proporcjonalnym do sytuacji wchodzę do autobusu. Siadam na jednym z wolnych miejsc. Dziewczyna naprzeciwko mnie głośno i zapamiętale gada do swojego smartfona, czego oczywiście nie cierpię. Żeby nie eksplodować, szukam innego miejsca. Pytam starszą panią, czy mogłaby wziąć na kolana torbę, którą postawiła na siedzeniu obok.
Moment refleksji: chyba przesadzam z tym szukaniem własnego komfortu kosztem wygody tamtej kobiety; nie zdziwi mnie jej niechętny pomruk i obrażone spojrzenie.
– Proszę bardzo! – słyszę. Starsza niewiasta z uśmiechem robi mi miejsce obok siebie. Szok. Poczucie winy każe mi wyjaśnić swój kaprys i przeprosić za zamieszanie. Tłumaczę się, mając minę już trochę  mniej sfrustrowaną.
– Ależ nic nie szkodzi…  – głos kobiety jest miękki i jakby jeszcze bardziej ciepły.
– Taki piękny dzień dzisiaj… – mówi, czym wprawia mnie w osłupienie.
– Piękny???
– Oczywiście, przecież nie pada, i nie ma mrozu…

Zaczęłam intensywnie wpatrywać się to w szarość za oknem autobusu, to znów w pogodną twarz siedzącej obok mnie starszej pani z wielką torbą na kolanach. I nagle olśnienie:

-Ależ tak, ma pani rację! Chodniki są suche, nie jest ślisko, a przecież mamy połowę grudnia i mógłby padać mokry śnieg, albo marznąca mżawka…
Jak to się stało, że jeszcze przed chwilą…

Wysiadając z autobusu powiedziałam:
– Bardzo pani dziękuję za lekcję pogody ducha.
Uśmiechnęła się łagodnie.

Twarz tamtej kobiety towarzyszyła mi podczas dzisiejszych czytań. Radujcie się zawsze w Panusłyszę i w duchu się rumienię. Czy słowo „zawsze” tak na mnie podziałało?
I jeszcze na dokładkę: Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność… Wyrozumiała łagodność? Moja? Uff!!! Wszystkim ludziom ma być znana…

No dobrze, to do roboty! Żebym tylko w odpowiednim momencie przypomniała sobie starszą panią z autobusu. Przecież chyba po coś ją spotkałam w ten ponury… O, przepraszam – w ten piękny grudniowy piątek.

Anna Maria