Piszę do Ciebie, aby dopowiedzieć, że każdy czas – i ten wielkopostny, i tym bardziej ten biegnący ku podejmowaniu kolejnych a kiedyś ostatecznych decyzji co do Twojego „Tak” – jest i powinien być dla Ciebie najważniejszy. Wszystkie Twoje doświadczenia, które są zwykłą codziennością, mają swój sens i swoje znaczenie, bo to jest właśnie droga, którą wybrałaś, i którą zamierzasz iść jako osoba konsekrowana.

Tak naprawdę Twoje życie jest i będzie zwyczajne, bo jego „nadzwyczajność” polegać będzie na nieustannym – nie teoretycznym – naśladowaniu Chrystusa. Może to brzmi „pobożnie”, ale nie chodzi tu o żadną namiastkę! O ile chcesz podjąć życie z Nim – potrzebny jest czas „zapoznawania się”, uczenia się życia według Ewangelii, czyli Jezusowego „Programu”. A nade wszystko konieczny jest czas zbliżania się do Niego poprzez karmienie się Jego Słowem i Eucharystią.

Bardzo często popełniamy taki prosty błąd: nic się w rezultacie nie zmienia, bo praca, rodzina, otoczenie – wszystko jakby bez zmian… A przecież w „środku człowieka” wszystko jest już inaczej, nawet gdyby nikt tego nie dostrzegał! Nie chodzi tu o kręcenie się wokół własnej „doskonałości” lub „niedoskonałości”. Chodzi o prawdziwe ŻYCIE W CHRYSTUSIE. Dlatego już teraz trzeba mocno zawalczyć o tę PRZYJAŹŃ z Jezusem – nie w sposób przyjęty zewnętrznie przez „przestrzeganie” Konstytucji, pilnowanie „rytmu” dnia… Nie chodzi o Eucharystię „żeby była”…  Stawka jest większa niż nasze życie. Chodzi o Twoje stawanie się w każdym calu, we wszystkich przejawach życia, chodzi o prawdziwy ewangeliczny radykalizm, a nie o wypunktowywanie tego co, jak i dlaczego jest nie tak jak należy. Nie chodzi też o to jak to nam „wychodzi”, czy „udało się”, czy nie, ale o całkowite oddawanie siebie „kawałek po kawałku”. A żeby tak było – trzeba o to zawalczyć, chcieć, aby to nasze „Tak” było z umysłu, z serca i woli – z prawdziwej Miłości! Zawalczyć już teraz, abyśmy się zakorzeniły i stawały się dobrym ewangelicznym zaczynem pośród świata.

Wszelkie podejmowane działania są potrzebne, abyśmy były prawidłowo „umocowane”, a więc: łaski nie robimy, gdy znajdziemy czas na adorację, na skupienie, na studium, na bycie przy ranach tego świata; łaski nie robimy, bo ja i ty podejmujemy z własnej i nieprzymuszonej woli trud odważnego pójścia za Nim. Po prostu podejmujemy takie życie – na całe nasze zycie! Wydaje mi się, że właśnie ten czas kolejnych etapów jest czasem szczególnym, bo niejako „próbujemy” siebie i rozpoznajemy, czy o to nam chodzi.

Nigdy – i pewnie nikt – nie był godzien, ani się nie nadawał, ani nie potrafił uczynić z siebie istoty doskonałej, gdy zdecydował się pójść za Jezusem – bo nie w tym rzecz. Tu chodzi o stawanie się doskonałymi jak On, ale nie dla siebie lecz dla Niego – tak, aby można było być z Nim, w Nim i dla Niego.

Dlatego pośród tych naszych nieudaczności i niedoskonałości – pojawia się Miłość, która jest naszym Światłem, naszym Celem, naszą Drogą i Życiem…

Teraz, w czasie Wielkiego Postu, spójrzmy na to nasze naśladowanie w perspektywie Krzyża, poprzez Sakrament Pojednania i Pokuty. Pozwólmy sobie – wobec Jezusa – zajrzeć we wszystkie zakamarki swego sumienia: ile sprzeczności w nas, ile zaniedbań, ile niedomagania… I to jest nasz „punkt wyjścia”, żeby się prawdziwie rozsmucić, żeby oddać Mu naszą nieudaczność, wyklęczeć nawrócenie i do Chrystusa powrócić w sakramencie spowiedzi świętej.

Reszta niech będzie milczeniem… Bo nawet jeśli było, jest i będzie nienajlepiej, a nawet źle, to nasze serce dopowie właśnie ową „resztę” pod Krzyżem!

RESZTA to nasze pragnienia, tęsknoty, dążenia… Jednak nigdy zniechęcenie!

Przytul się do krzyża! Znajdź czas, żeby odnaleźć siebie dla siebie, dla Boga i ludzi!

PRZYTUL SIĘ DO KRZYŻA!

Życzę Ci

  • nadziei – wbrew lękowi…
  • wytrwałości – wbrew przeciwnościom…
  • wierności – wbrew wszystkiemu…

To jest możliwe, o ile – jak u Abrahama – WIARA będzie Twoją OJCZYZNĄ…

/K.B./