Tyle ostatnio pięknych wspomnień sprzed 40 lat… Idąc tym tropem jak żywe stanęło  mi przed oczami to, co przeżyłam dwa dziesięciolecia później.

Wraz z upływem lat pontyfikatu Papieża Jana Pawła II, Jego pielgrzymowanie do Polski stawało się dla nas prawie oczywistością. Chociaż za każdym razem było znaczącym wydarzeniem, to jakbyśmy się już przyzwyczaili do Jego obecności pośród nas.

A jednak… Zapowiedź przyjazdu Ojca Świętego konkretnie do naszej diecezji, wzbudziła w sercach wielu, niewypowiedzianą radość… On – bardzo już schorowany, stary człowiek…  On – przez wielu „odsuwany” od papieskiego urzędowania…  On – ma odwiedzić kresy wschodnie i objąć nas swą modlitwą; nas, ubogich, którzy zamieszkujemy tę piękną, ale bardzo zubożałą pod każdym względem ziemię… On ma nam przypomnieć, że błogosławieni są ubodzy w duchu…

Miasto – pięknie przystrojone, a nade wszystko ożywione jedyną i niepowtarzalną wizytą – zgromadziło wszystkich… I tych, prawdziwie rozmodlonych, oczekujących na każdy gest umiłowanego Papieża… I tych, którzy z trudem pokonywali wschodnio-graniczne „bariery”, a także tych, którzy ze zwykłej ciekawości pragnęli doświadczyć osobiście tej Obecności, o której tyle już mówiono i pisano.

Trwałam wraz „z tymi wszystkimi” na wielkim placu, mając przed sobą widok przepięknego, położonego nad wodą, papieskiego ołtarza – łodzi…  Co jakiś czas „wzniecane” były nabożne pieśni i liczne modlitwy, przeplatane głośną rozmową obecnych – o tym, że gorąco, że brak wody, że…

Atmosfera oczekiwania na przyjazd Papieża niekoniecznie przygotowywała mnie na to wyjątkowe spotkanie. Przyznam, że odczuwałam nawet jakieś rozdrażnienie, że nie ma atmosfery modlitwy, ciszy. Nie umiałam tego ponazywać w sobie, ale też nie miałam zbyt wielkich oczekiwań, bo wiedziałam, że na pewno nie będzie okazji ani Papieża zobaczyć z bliska, ani „dotknąć skraju Jego szaty”…
Oczekiwanie na przyjazd Ojca Świętego stawało się coraz bardziej uciążliwe. Myśli, które plątały się po głowie były męczące i co jakiś czas przybierały kształt pytania o sens oczekiwania na Papieża…

I nagle ten moment… Zupełnie z zaskoczenie… On, już wtedy przecież Święty, w czerwcu 1999 r., On, Papież Polak, On Jan Paweł II, przejeżdżając na „papa-mobile” tuż przy mnie spojrzał wprost w moje oczy! Odczułam przedziwny DOTYK ŁASKI…

Zaiste to był DOTYK ŁASKI, który pozostał we mnie i trwa mimo tylu lat…
Zaiste to jest DOTYK ŁASKI, który przez dwadzieścia lat nic a nic nie stracił ze swojej mocy…
Zaiste to nadal będzie DOTYK ŁASKI, który rozszerza coraz bardziej moje serce …

Cudowna Eucharystia, homilia Ojca Świętego – jak zwykle porywająca serca do „bezgranic” możliwości twórczych… A potem powrót do domu pośród ulewy i grzmotów, jakby potwierdzających to niepowtarzalne wydarzenie.

To wszystko nie tylko pozostało w pamięci, ale to wszystko żyje w moim sercu, które po prostu zostało dotknięte Łaską Świętego Spojrzenia – spojrzenia Świętego Jana Pawła II… Ten niepowtarzalny DOTYK ŁASKI stał się świętym, twórczym wyzwaniem w moim codziennym życiu…

Czerwiec 1999-2019
K.B.