Co oznacza Twoje królowanie? Co oznacza, że jesteś Królem? Pytam na nowo Pana, prosząc, by odsłonił cokolwiek z Tajemnicy, by nauczył mnie współ-królować. By oczyścił moje myślenie z ciasnego rozumowania właściwego temu światu.

 

Chrystus urzeczywistnia swoją królewskość, przyciągając do siebie wszystkich ludzi przez swoją Śmierć i swoje Zmartwychwstanie. Król wszechświata stał się sługą wszystkich. My współ-królujemy służąc z Chrystusem, zwłaszcza ubogim i potrzebującym (zob. Katechizm 786)

 

Wszystko jest odwrotnie, kolejny raz w Ewangelii. Zupełnie po przekątnej naszego logicznego rozumowania. Pan króluje przez umieranie. W Niedzielę Palmową obwołano Go królem, intronizowano. Nie zrozumiano, że intronizacja dokonuje się na Krzyżu. Jego i nasza. Na przyjętym krzyżu: ogołocenia, słabości, bezradności, wydania, rezygnacji, opłakanego grzechu. Bez tłumów, bez aktów, bez prezydenta, bez publiczności.

 

Nam się wydaje, że do Króla mamy z darami przyjść, daniny składać, przyrzeczenia i zobowiązania, za siebie i innych. Że przed Królem trzeba stanąć z orderami wypełnianego Prawa. Obiecujemy więc za siebie, obiecujemy za innych, że odtąd będziemy się starać, że teraz to już będziemy lepiej żyć. Przyrzekamy. Wszyscy. Abyś mógł królować.

Nie. Przyjść mamy z pustymi rękoma. Jak Łotr. On nie był dobry. On tylko wiedział, że jest zły. I że Jezus go przyjmie.

Panie, mam puste ręce. Nic nie mogę obiecać. Króluj mi Chryste.

 

Nam się wydaje, że trzeba przecież sakrament małżeństwa mieć. Trzeba księdzem być raz na zawsze. A Król pary niesakramentalne otacza swoim królewskim płaszczem, w dokumentach Kościoła (Familiaris consortio) prosi, by łączyły się z Nim przez komunię duchową. Rodziny kapłanów i ich dzieci każe odwiedzać swojemu Namiestnikowi. Bez słowa moralizny, wyrzutu, odrzucenia. Przytula, całuje ich kobiety i dzieci. Króluj im Chryste.

 

Nam się wydaje, że królować z Nim to najpierw głosić, dzieła w parafii mnożyć, płomiennie ewangelizować u cioci na imieninach i piętnować zwolenników aborcji i halloween. Nie intronizujmy tak Króla, Sam zasiądzie na tronie a ciocie i wujkowie uciekną. Może i nasze dzieci uciekną – przed Nim. Może jak będziemy ciszej, bardziej zobaczymy i usłyszymy naszych braci, także ateistów, zwolenników aborcji, homoseksualistów, by móc im służyć – nim ogłuszymy ich Ewangelią. „Ewangelizować w każdej chwili, a tylko gdy konieczne – także słowem”. Króluj mi Chryste, bym nie zasłaniał Tobą braci.

 

Nam się wydaje, że królować z Nim w rodzinie to tylko modlić się, Pismo czytać i prowadzić pobożne rozmowy. A przecież króluję gdy dbam o męża, robię rano kanapki a głowa jeszcze śpi, podcieram pupy, przysypiam przy chorym dziecku, albo martwię się o nie i nie mogę przez to spać, jak usiądę przy nielubianym krewnym by okazać mu serce. Tysiące, tysiące najzwyklejszych zwykłości królowania chrześcijanina sługi.

 

Nam się wydaje, że o zdrowie to modlić się trzeba. Król uzdrowić musi. Albo święta Rita lub Charbel. Przez nich Król zwycięży cierpienie!

Nie. Nie zawsze. „Panie, nigdy to nie przyjdzie na Ciebie”. „Zejdź mi z oczu szatanie, nie myślisz po Bożemu”.

Król zwycięży w cierpieniu.

Trzeba czasem do końca zasłabnąć. Stracić nie tylko włosy, poczucie ludzkiej godności przez zawstydzającą fizjologię, siłę i płynność wypowiedzi, przytomność umysłu, stopniowo oddać wszystko aż po rozpacz, jęk i kwilenie jakby dziecka, które niesie wielki ból. Tak odejść, w absolutnej bezsilności skrajnego wydania. Nad każdym z tych łóżek wisi tabliczka: INRI. Króluj w nich Chryste.

Trzeba czasem zostać zmiażdżonym niezawinionym cierpieniem. Jak dziecko ciężko chore. Jak rodzice po stracie dziecka. Króluj w nich Chryste.

Królować to dawać obecność Króla tym bezsilnym, zmiażdżonym. Króluj im Chryste – przez naszą przy nich obecność.

 

Króluj nam Chryste.

Zawsze i wszędzie.