Ojciec Karol Meissner choć już bardzo wiekowy i skądinąd wiadomo, że niosący w sobie różne choroby, pojawił się na Lednicy. Aby wśród młodych odpowiadać na pytania i poprowadzić kilka konferencji. Ileż sam od ponad trzydziestu lat zawdzięczam temu mężowi, w czarnym, benedyktyńskim habicie. A wiem, że takich jak ja jest bardzo wielu. Którym ojciec Karol odpowiadając kiedyś na postawione pytanie, pokazał drogę w życiu. Lub lepiej pokazał drogę życia duchowego, chrześcijańską drogę jako piękną i fascynującą.

Teraz zapytany o początki swojej znajomości z Karolem Wojtyłą opowiedział o wizytach młodego jeszcze profesora w Tyńcu. Gdzieś w połowie lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. I jak inny benedyktyn, Franciszek Małaczyński widząc ich dwóch spacerujących i dyskutujących w ogrodzie klasztornym powiedział. To chodzi, tak sobie Karol z Karolem. Słuchając jak dzisiejsi młodzi słuchali ojca Karola, przypominałem sobie wydobywając z pamięci osobiste momenty, dla mnie ważne. W nowicjacie, gdy przypadkowo zagadnięty w naszej kuchni o co tak naprawdę chodzi w życiu zakonnym, powiedział mi o budowaniu swego wnętrza, swego życia nie na emocjach lecz czymś trwałym. Na samym Chrystusie. W Krakowie gdy prowadził dla nas rekolekcje, mówił o wentylowym ubóstwie. I zastrzegał się, że on jest tylko wiejski proboszcz. Potem wielokrotnie na trasie Praga Poznań zatrzymywałem się w Lubiniu, aby czeskim nowicjuszom choć na chwile pokazać benedyktynów. Te msze razem odprawiane, gdy on stał w olbrzymim skupieniu, koncentrując się na eucharystii. W Poznaniu gdy wydawaliśmy jego książkę i te drobne chwilę gdy się wygłupiał z Janem Grzegorczykiem czy Janem Górą. I te ostatnią wizytę w Lubiniu, gdy wpadliśmy nagle jadąc z Jamnej do Poznania, gdy sam usmażył nam jajecznicę i cieszył, się, że nie zapomina się o nim, starym mnichu. Takich braci potrzeba. Bo zawsze o sobie mówi: brat Karol. Iluż ludzi on naprostował, ileż małżeństw uratował. I ciągle po mimo wieku i słabości ciała jest gotowy jak teraz być z młodymi. I ta pamięć, i ta głowa, jak ktoś teraz wspomniał na Lednicy, bez krzty sklerozy. Wielu lat życia, bracie Karolu, ojcze. Tak też młodzi mu śpiewali, raz jeszcze sto lat. Nie wiedząc, że tak nie wiele do tego wieku zostało. Potrzeba nam takich przewodników. Każdemu, także dominikańskim włóczęgom.