„Więc drzwi odemknij, jesteś człowiekiem – ja jestem Bogiem” – Wojciech Młynarski

tr1

 

Gdy w zeszłym tygodniu, w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej, świętowaliśmy szczególną obecność wśród nas Maryi w postaci Jasnogórskiej ikony, mocniej niż do tej pory, dotknęły mnie sceny uchodźców pokazywane z wiadomościach. Powinien się już do nich przyzwyczaić, lecz tego dnia pełne rezygnacji twarze kobiet, przestraszone oczy i zapłakane policzki dzieci mocno mną poruszyły. Czcząc Matkę Boga i Człowieka – Miriam z Nazaretu, nie można nie oddać pokłonu także Jej bolesnej drodze ucieczki do Egiptu. Wraz ze swym świętym małżonkiem Józefem oraz najdroższym Jej Synem – Synem Boga, dobrze poznała los uchodźców: dla Egipcjan byli „obcymi i przychodniami” (por. Ef 2, 19) – żydowskimi wędrowcami.

„Gdy uchodźcy zbliżali się już do miasta Bibatis – jak głosi legenda – dziecko było głodne i spragnione. Dlatego też Miriam udała się w drogę do miasta, jednak tam nie znalazła nikogo, kto mógłby zaopatrzyć ją w niezbędne produkty. Możliwe jest też to, że po prostu nie udało się jej porozumieć z miejscowymi, ponieważ nie mówiła po egipsku. W końcu natrafiła na Syryjczyka imieniem Klum, który podobnie jak ona mówił po aramejsku. Klum kroczył właśnie ochoczo do domu, zakończywszy pracę w polu. Kiedy Miriam wyjaśniła mu, że wraz z rodziną uciekają przez żołnierzami Heroda, mężczyzna zaprosił wszystkich do siebie do domu. Jego żona była sparaliżowana, lecz ledwie zobaczyła Dzieciątko Jezus, natychmiast wyzdrowiała” – Michael Hesemann, „Miriam z Nazaretu”, W drodze 2014, s. 272.

Na straży pamięci wówczas „odemkniętych drzwi” dla Boga i człowieka, nie tylko przez owego legendarnego Syryjczyka, czuwają rozsiane po całym Egipcie kościoły i klasztory Kościoła Koptyjskiego. W roku 2000 koptyjski patriarcha Shenouda III, nazywany przez miejscowych chrześcijan papieżem, autoryzował mapę – rekonstrukcję drogi przebytej przez Świętą Rodzinę podczas ucieczki do Egiptu.

11290-img002

„W Hermopolis, w Tebaidzie, rośnie drzewo zwane „perskim”, które wielu wyleczyło z chorób, z chwilą gdy cierpiącego dotknięto gałązką czy liściem lub jakimś małym kawałkiej jego kory. Mówi się bowiem pośród Egipcjan, że kiedy Józef uciekł z przyczyny Heroda razem z Chrystusem i świętą Bogarodzicą Maryją, przybył do Hermapolis. U bramy miejskiej, w momencie kiedy Józef w nią wkraczał, olbrzymie to drzewo, niezdolne patrzeć obojętnie na przybycie Chrystusa z wizytą, schyliło się aż do ziemi i złożyło Panu pokłon” – Sozomenos z Bathelia koło Gazy, „Historia Kościoła” z V w. po Chr. (za: „Miriam z Nazaretu”, s. 293).

Nie mam wątpliwości co do tego, że Maryja jako Królowa ziemi i nieba, mogłaby obojętnie spoglądać na los tych, którzy uchodzą ze swych domów i krajów, szukając szansy na życie. Ucieczka do Egiptu wpisywała się w całość drogi wiary Maryi; nie raz musiała medytować to wydarzenie w swoim sercu.  Jeśli pragniemy być uczniami w Jej szkole, nie uciekniemy przed dogłębną medytacją nad losem zbliżających się do nas uchodźców. Maryja będzie nas uczyć i niezawodnie może nam wyprosić dar kontemplacyjnego spojrzenia i rozpoznania tego „znaku czasu” dla Europy i Kościoła.  Wiara pozwala spojrzeć widzieć poza to, co może wydawać jedynie naszą perspektywą, zredukowaną do wniosków ekonomicznych, politycznych czy kulturowo-religijnych. Spojrzenie Maryi obejmuje całość; On widzi poza tym, co doraźne, co znajduje się poza chwilą teraźniejszą. Przeżywa „teraz” kierując spojrzenie ku przyszłości nakreślonej nie przez lęk, uprzedzenia, egoizm, ale przez Boga.  Nie wystarczy tylko „widzieć”, trzeba przewidywać. Maryja widzi rzeczy „głęboko” – przeczuwa i współczuje. Łacińskie słowo „intueri” tłumaczyć należy jako „patrzeć wewnątrz” – „tueri in”. Pomimo luksusu wiedzy, często zadawalamy się badaniem naskórka, balansowaniem na powierzchni, obserwowaniem tego co na zewnątrz, spoglądaniem na pozory. Na problem uchodźców musimy spojrzeć oczymy wiary współczującej. Maryja sytuację współczesnych uchodźców zna z własnego, ludzkiego doświadczenia, ale Jej rozumienie jest pełne dzięki zjednoczeniu z Bogiem.

W ofiarowanym całej tradycji judeochrześcijańskiej Prawie, Bóg zostawił wierzącym przykazanie, które jest jednocześnie obietnicą dla wszystkich „przychodniów”, uciekających przed różnorodnym uciskiem: „On […] miłuje cudzoziemca, udzielając mu chleba i odzienia. Wy także miłujcie cudzoziemca, boście sami byli cudzoziemcami w ziemi egipskiej” (Pwt 10,18–19); „Nie będziesz łamał prawa obcokrajowca […]. Jeśli będziesz żął we żniwa na swoim polu i zapomnisz snopka na polu, nie wrócisz się, aby go zabrać, lecz zostanie dla obcego, sieroty i wdowy, aby ci błogosławił Pan, Bóg twój, we wszystkim, co czynić będą twe ręce” (Pwt 24,17.19). Obietnica Prawa w pełni zajaśniała w Chrystusie, a mocą Ducha jest możliwa do uniesienia dla Jego uczniów: „Ale teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa […] A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami … (por. Ef 2,13–22).

Wraz z rozlewającą się po Europie falą uchodźców, z dnia na dzień pogarsza się klimat dla ich przyjmowania, a jednak papież Franciszek od samego początku pontyfikatu uwrażliwia nas na to, że obawa i ludzka roztropność nie mogą usprawiedliwić obojętności. Przeszło rok temu, 8 lipca 2013 roku, papież w swoją pierwszą podróż apostolską udał się na włoską wyspę Lampedusa, gdzie od lat przypływają na nią tysiące uchodźców z Afryki, którzy pragną dostać się na Stary Kontynent z nadzieją na lepsze życie. Sposób w jaki wypowiada się poprzez słowa i gesty papież Franciszek, w wielu chrześcijanach, w tym także w polskich katolikach, wywołuje konsternację a nawet jawny sprzeciw.

To fakt, mieszkańcy Starego Kontynentu z różnych powodów coraz głośniej i ostrzej wyrażają swój sceptycyzm do polityki imigracyjnej i niechęć wobec imigrantów. Wśród tych najoczywistszych należy wymienić lęk przed islamizacją, kryzys gospodarczy, który dotyka samych Europejczyków oraz rozgoryczenie z powodu powolnej lub wręcz braku asymilacji przybywających emigrantów.

Nie przeceniałbym jednak – to prawda, że złożonych – socjologicznych, historycznych i politycznych powodów obaw i niechęci. Zawsze podstawowym powodem jest po prostu zwykła ludzka i nienawrócona przez Ewangelię nieufność do „obcych”. Złożona struktura trudności imigracyjnych jest tylko pretekstem dla nieewangelicznej postawy i jej usprawiedliwianiem. Lekając się islamizacji, tak chętnie odwołujemy się do chrześcijaństwa i jego wartości. Jeśli jednak nasza obawa przeradza się w niechęć i wrogość, przy całej złożoności zjawiska imigracji, to z naszego chrześcijaństwa zostaje tylko pogańska perspektywa. Pod płaszczykiem wzniosłej obrony chrześcijaństwa przemycany jest niejednokrotnie osobisty czy narodowy egoizm, który nie ma nic wspólnego z nauczaniem Chrystusa. Sumienie może i powinno nas skonfrontować z zarzutem Chrystusa: „byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie” (Mt 25,43). Zatem pojęcie chrześcijańskiej Europy potraktowane w sposób ekskluzywny i wykluczający stoi w całkowitej sprzeczności z objawieniem – „Wszystko bowiem, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mi to uczyniliście”, naucza Chrystus (por. Mt 25,31–45). On utożsamia się z każdym człowiekiem, który z powodu biedy, krzywdy, prześladowań przyjmuje często upokarzający los emigranta.

Objawienie biblijne jednoznacznie wskazuje Jego słuchaczom, począwszy od Żydów, a kończąc na chrześcijanach, że ziemia i ojczyzna są ofiarowane przez Bożą opatrzność: „…niech nikt w swej pysze nie wynosi się nad drugiego. Któż będzie cię wyróżniał? Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał” – przypomina św. Paweł (1 Kor 4,6–7). Traktowanie ziemi i ojczyzny na sposób wyłączny, bez otwartości na dzielenie się nią z przybyszami, jest uzurpacją, bałwochwalstwem i zaprzeczeniem Prawa Bożego: „Przybysza, który się osiedlił wśród was, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował jak siebie samego, bo i wy byliście przybyszami w ziemi egipskiej. Ja jestem Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,34). Nie można więc nie zauważyć i przejść obojętnie nad tym, że papież w pierwszą apostolską podróż udał się do „obcych i przechodniów” (por. Ef 2,19), aby pochylić się nad ofiarami dramatycznej tułaczki, na którą desperacko zdecydowali się z powodu biedy i krzywdy. Czy słowa papieża przyczynią się do skonfrontowania się z fundamentem tożsamości europejskiej, czyli z samą Ewangelią? Papież Franciszek na Lampedusie powiedział jeszcze:

„Gdzie jest twój brat?, głos jego krwi wznosi się aż do mnie”, mówi Bóg. To pytanie nie jest skierowane do innych – jest skierowane do mnie, do ciebie, do każdego z nas. Ci nasi bracia i siostry usiłowali wyjść z trudnych sytuacji, by znaleźć odrobinę równowagi i pokoju; poszukiwali lepszego miejsca dla siebie i dla swoich rodzin, a znaleźli śmierć. Jak wiele razy ci, którzy tego szukają, nie znajdują zrozumienia, przyjęcia, solidarności! I ich głosy wznoszą się aż do Boga!”

Każdego dnia przyzwyczajamy się do widoku uchodźców na europejskich granicach. Być może za chwilę pojawią się u naszych granic zrezygnowane kobiety i przerażone dzieci… chrześcijańskie czy też nie. Strach, wojna, głód i niepewność ma to same oblicze, bez względu na religijną przynależność. Powinniśmy sięgnąć do naszej historii. My, Polacy dobrze znamy gorzki smak tułaczki i losu uchodźcy w czasach zaborów, II wojny światowej i okresu komuny. W czasie ostatniej wojny kontrolowany przez aliantów Bliski Wschód był świadkiem nie tylko przejścia wojsk Andersa. Na kilka lat „przechował”, przy wsparciu miejscowej ludności, w tym muzułmańskiej, tysiące polskich sierot, które wyrwały się ze szponów Stalina.

Nie uzurpuję sobie prawa do tego, by moralnie oceniać obawy, które towarzyszą wielu Polakom, w związku z niespotykaną obecnie falą uchodźców. Nie mam też kompetencji, by sugerować jakieś rozwiązania. Od tego są politycy i znawcy tematu. Jeśli jednak tak często w życiu społecznym i politycznych lubimy się odwoływac się do chrześcijaństwa, to nie możemy okazać się nieczuli na los uchodźców i obojętni na słowa papieża Franciszka. Papież w ostatnich dniach skierował do wszystkich, nie tylko wierzących mocne słowa:

„te instytucje i ci ludzie, którzy nie chcą uciekinierów, powinni błagać Boga o wybaczenie”.

A w słowie już tylko skierowanym do Polaków papież przypomniał postać św. brata Alberta Chmielowskiego, wzywając, by za jego przykładem otworzyli serca na potrzeby braci i byli dla innych „dobrzy jak chleb”.

Dobrze znamy słowa z Apokalipsy św. Jana: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (3,20). Wzywają nas do otwartości całego swojego życia na Chrystusa. Ale jak wyznajemy w niedzielnym Credo, przez Tajemnicę Wcielenia, przed progiem naszych życiowych drzwi stoi jednocześnie prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek. Nie można drzwi odemknąć samemu Bogu, zatrzaskując je przed człowiekiem. Niech tej próbie, której Bóg poddaje Europę w związku z coraz bardziej dramatyczną falą uchodźców, zawsze towarzyszy myśl nie tylko gorejąca, ale i współczująca:

Gdy północ bije, nim noc mnie skryje i w sen i w ciszę

W życiu co boli, serca niedoli głos często słyszę

Czy świt na niebie czy mrok na niebie jak skrzydło kruka

Ja kocham ciebie, ja wierzę w ciebie i ciebie szukam

Na złe i dobre niech nas połączy jedna współrzędna

Wierzę w twą dobroć a czułość twoja jest mi niezbędna

Więc mnie wysłuchaj, serca niepokój w nadzieję przekuj

To ma modlitwa o ciebie i twa na wieki wieków …

Myśl gorejąca, myśl współczująca przed drzwi twych progiem

Więc drzwi odemknij, jesteś człowiekiem -ja jestem Bogiem

Gdy północ bije, nim noc mnie skryje i w sen i w ciszę

W życiu co boli, serca niedoli głos często słyszę

Noc błękitniej, przed małą chmurką księżyc ucieka

I głos ten słyszę, to Bóg mój modli się do człowieka

Myśl gorejąca, myśl współczująca przed drzwi twych progiem

Więc drzwi odemknij, jesteś człowiekiem -ja jestem Bogiem

Myśl gorejąca, myśl współczująca przed drzwi twych progiem

Więc drzwi odemknij, jesteś człowiekiem – ja jestem Bogiem …

 

Wojciech Młynarski, „Dzrzwi odemknij”