Kiedy Jeszua zobaczył jak płacze [Miriam] i jak płaczą Judejczycy, którzy z nią przyszli, bardzo się wzruszył i też zasmucił (…) Jeszua płakał, dlatego Judejczycy mówili: Patrzcie, jak go kochał” (J 11, 33. 35-36)

 

Choć Chrystus sam mówił, że „Lisy mają nory, ptaki powietrzne gniazda, a Syn Człowieczy nie ma, gdzie głowy schronić”, to jednak dom Marty, Miraim i El’azara, których kochał (J 11, 5) był szczególnym miejscem, gdzie doświadczał ludzkiej uważności ze strony swych przyjaciół: troski Marty o jego ciało i Miriam, by żadne Jego Słowo nie upadło na ziemię (Łk 10, 38-42).]

Teraz ten dom osnuty jest SZIW’Ą: „Kiedy więc Maria usłyszała, że nadchodzi Jeszua, wyszła Mu naprzeciw, ale Miriam przesiadywała „sziw’ę” w domu” (J 11, 20). Słowo sziw’a oznacza „siedem”, a kreślenie „przesiadywać sziw’ę” odnosi się do żydowskiego zwyczaju siedzenia i opłakiwania bliskich zmarłych. W judaizmie ortodoksyjnym żałobnik siedzi bosy na podłodze lub niskim stołku w domu zmarłego i powstrzymuje się od wszelkich codziennych prac i rozrywek, a nawet od wymaganych modlitwa w synagodze, znajomi tymczasem odwiedzają go, pocieszają i modlą się razem z nim.

Obie siostry przestrzegały tego zwyczaju, ale jednak Marta była gotowa odsunąć zwyczaje na bok i opuściła dom, by wyjść naprzeciw Chrystusa. Można w zły sposób „zadomowić” w żałobie, nie zamierzając jej opuścić:

„(…) każde rozstanie – naznaczone śmiercią drogiej nam osoby – jest zawsze bolesne, ponieważ „kochać człowieka to znaczy mówić do niego: Ty nie umrzesz” (Gabriel Marcel). Pytamy: dlaczego? Dlaczego umarli tak wcześnie? Dlaczego w tym momencie? Dlaczego opuścili nas właśnie w ten sposób? Dlaczego śmierć, dlaczego ból, dlaczego przemijanie? Jest to pytanie całkiem uzasadnione, bo każda miłość woła o obecność, o bliskość, o wieczność. I słusznie, ponieważ ona jest wieczna. Miłość nie obumiera wraz z ciałem osoby, którą kochamy. Ona tylko przechodzi na inną płaszczyznę wzajemności. (…)Sposób przeżywania przez nas rozstania objawia nam samym, kim właściwie jesteśmy; chrześcijanami czy poganami? Joseph Ratzinger w książce „Śmierć i życie wieczne” pisał: „O człowieczeństwie człowieka decyduje jego postawa wobec cierpienia. […] Odpowiedź człowieka może być dwojaka: Może być nią opór, próba zdobycia mimo wszystko autonomicznej władzy – a więc przyjęcie postawy rozpaczliwego, gniewnego buntu. Ale odpowiedzią może też być powierzenie się tej innej Mocy, ufne poddanie się jej kierownictwu bez lękliwego oglądania się na siebie.” (…)Właściwe granice żałobie wyznacza miłość. Lecz cmentarz nie może stać się naszą świątynią, ani naszym domem. Nie pomożemy zmarłym zatrzymując się w nieskończoność przy grobie. Nie odnajdziemy tam naszych bliskich, ponieważ oni przeszli już do wieczności i odtąd miejscem spotkania z nimi jest wiara i ufna modlitwa (…) Utrata tego, co przemijające, może otworzyć nas na poszukiwanie głębszych motywacji życia, mocniejszych podstaw ludzkiego szczęścia i powodzenia, a w konsekwencji ukierunkować na samo Źródło mocy i życia – na Boga, który w Jezusie mówi nam: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (Mt 14, 27)

– słyszeliśmy w Słowie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski „Miłość nigdy nie umiera”, odczytywanego w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej.

„Jeszua powiedział: Odsuńcie ten kamień! (…) El’azarze! Wyjdź!” (J 11, 39.43).

 

*tłum. Ewangelii Davida H. Sterna, żyda mesjanistycznego, w: „Komentarz żydowski do Nowego Testamentu”, Prymasowska Seria Biblijna pod red. ks. prof. dr hab. Waldemara Chrostowskiego, „Vocatio” 2005.