rubbing-741-1000

fragment stelii z Xi’an, wykutej w 781 roku, opisującej pojawienie się chrześcijaństwa nestoriańskiego w Chinach

 

Nie, proszę nie myśleć, że w tekście będzie coś na temat np. lewicowej opcji w Kościele, choć nie raz już doświadczyłem na sobie „kościelnego” hejtu, w ramach którego przyszywano mi łatkę katolewaka.

Paradoksalnie jednak, jakby odpowiadając na postulat tych, którzy lubią u innych tropić polityczną poprawność, zapewniam, że nie mam zamiaru jej ulegać, w przeciwieństwie niestety do urzędującego p. prezydenta RP. Po ostatniej dyplomatycznej wizycie w Chinach, podobnie zresztą jak to było w przypadku poprzednika na urzędzie, okrzyknięto sukces w rozmowach o gospodarce. Niestety, przemilczano – tu piszę z ironią – „sukces” nie wypominania Ludowym Chinom łamania praw obywatelskich czy ograniczania wolności wyznania wiary.  „It’s the economy, stupid” mówią, okazuje się, także ci, którzy kampanię wyborczą budowali na haśle „po pierwsze, wartości”. W Ewangelii napisano: „głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie” (Łk 12, 20). To ostrzeżenie odnieść można także do tych, którzy w imię koniunkturalnych interesów gospodarczych milczeli w miejscu, gdzie rozlega się głośny osób, które łakną i pragną dla siebie prawa i sprawiedliwości, na co liczy prorok Jeremiasz w pierwszym czytaniu na pierwszą Niedzielę Adwentu (Jr 33,14-16).

Każda grudka ziemi pod mymi stopami była czerwona i lśniła w bladym zimowym słońcu jakby nasiąknięta krwią – Liao Yiwu

Adwentowe wołanie „Przyjdź Panie Jezu” może stać się jedynie liturgicznym przyzwyczajeniem, a nawet okazać się fałszywym dźwiękiem, jeśli wydobywa się z gardeł ludzi sytych i zadowolonych z praw zabezpieczonych tylko dla siebie. Chrześcijańskie Maranatha płynie ze ściśniętego przez ból i płacz gardła tych, którzy „przychodzą z wielkiego ucisku”. Chrześcijaństwo objawia się poprzez Liturgię, ale zawsze w rytmie życiowego czasu człowieka. Dobra Nowina nigdy z naszych tęsknot nie szydzi, ani nie oferuje taniego pocieszenia, które „uspokoi” na chwilę nasz egzystencjalny strach. Centralnym przesłaniem chrześcijaństwa jest Wcielenie. Ono głosi, że Chrystus stał się człowiekiem, tzn. Kimś solidarnym w losie z innymi ludźmi, których nozdrza wystarczająco czują zapach lęku. Jednocześnie stał się świadkiem, danej od Ojca przez Ducha, nadziei na moc Bożego wyzwolenia. Pośród ucisku, zanurzonego w milczącej ufności, dana jest nam obietnica kojącego zadomowienia: „wołanie Przyjdź Panie Jezu doprowadza człowieka do błogosławionego stanu zaczekania się na Pana Boga… stanu, który jest już Jego przyjściem”, jak pisał o. Michał Zioło.

Dla chrześcijan w Chinach, dla wyznawców Chrystusa na Bliskim Wschodzie, znoszących dziś gwałt, wygnanie i uchodźctwo, podobnie jak dla pierwszych i wszystkich męczenników „ostatnich dni” tego świata, wołanie „Przyjdź Panie Jezu”, wybitnie nie jest tylko czasowe. Ich Adwent nie trwa cztery tygodnie lecz jest krzykiem całej ich egzystencji, zakorzenionej w wyznawanej wierze: „Przyjdź, Panie, a nie zwlekaj”. Dosłowne także odczytują znaczenie słów wypełnionej obietnicy:„Słowo Stało się Ciałem i zamieszkało między nami”, tzn. „rozbiło namiot”. Ludzkie doświadczenie życiowe jest bowiem tylko przejściowe, prowizoryczne i „nie mamy tu miejsca stałego”. Chrystus o tym mówił uczniom bez ogródek: „lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Łk 9, 57).

Lu-Nan Magnum Photos                                                                                  Lu-Nan / Magnum Photos

Han Ying Fang, należąca już do piątej generacji katolików w prowincji Shanxi w Chinach. Krucyfiks, który trzyma został ukryty w suficie jej domu w czasie rewolucji kulturalnej.

Czas w końcu wytłumaczyć się z tytułu. Może dla wielu jest oczywisty. To tytuł książki, której autorem jest chiński dysydent Liao Yiwu, poeta, prozaik i dziennikarz. Liao to autor odważnego epickiego poematu „Masakra”, napisanego w 1989, jako protest i potępienie wydarzeń na placu Tiananmen tamtego roku. Przywołana przeze mnie książka, wydana przez Wydawnictwo Czarne w 2014, którą gorąco polecam, jest swoistym hołdem i podziwem dla chrześcijan w Chinach. Ich wiara, po dziesiątkach lat ciężkich prześladowań, przeżywa niezwykłe odrodzenie. Szacuje się obecnie, że w Państwie Środka żyje ok. 70 milionów chrześcijan.

To odrodzenie nie byłoby możliwe, gdyby nie doświadczenie nieustającego i wytrwałego adwentu takich świadków w Chinach, jak ojciec Zhang Gangyi:

 

W 1980 roku Chiny otworzyły się na Zachód, rząd rozluźnił nieco kontrolę nad religią. Ojca Zhanga zwolniono z więzienia pod koniec dwudziestego pierwszego roku odsiadki…

 

Liao: w pierwszej połowie lat osiedziesiątych w Chinach doszło do odrodzenia religii.

 

Liu: Tak, katolicyzm, przedtem uważany za „duchowe opium zagranicznych imperialistów”, mogło się wtedy rozwijać. Księżom katolickim pozwolono występować otwarcie. W 1980 rolu około trzystu przywódców katolickich spotkało się w Szanghaju po raz pierwszy od czasów rewolucji kulturalnej. Kanałami dyplomatycznymi Watykan przesłał prośbę, by w spotkaniu mógł uczestniczyć wysłannik papieża. Rząd chiński odrzucił tę prośbę. Jako że Kościół katolicki znajdował się pod jurysdykcją Urzędu do spraw Religii, podstawą wzelkich wolności religijnych miał być patriotyzm, Ojciec Zhang, oburzony, zwrócił się do rządu o ponowne rozpatrzenie prośby Watykanu: „Papież w Watykanie jest fizycznym i duchowym przywódcą katolików na całym świecie, w tym także katolików we wszystkich chińskich diecezjach. Ucieleśnia najwyższą władzę Jezusa Chrystusa, więc żaden świecki rząd nie może tego zmienić żadnymi świeckimi wykrętami”.

 

Z powodu swego stanowiska ojciec Zhang stał się przedmiotem potępienia ze strony kościelnych hierarchów. Kilki księży i biskupów napomniało go i oskarżało o zdradę własnego kraju, a także wprowadzanie chińskich katolików na niebezpieczną ścieżkę. Przypominało to wiec potępienia z czasów Mao […] Biorąc pod uwagę znaczącą międzynarodową pozycję ojca Zhanga, przewodniczący wyrzucił go ze spotkania. Zamiast tego przedstawił wniosek ojca Zhanga pod głosowanie, by zademonstrować ‘demokratyczny” charakter kierowniczego gremium. Gdy poproszono  o podniesienie rąk tych spośród zgromadzonych, którzy uważają, że papież jest jedynym duchowym przywódcą katolików w Chinach, zapanowała całkowita cisza – i podniosła się tylko jedna ręka, należąca do ojca Zhanga. Trzymał rękę w górze przez całe czterogodzinne spotkanie, a pozostałych trzystu pięćdziesięciu jeden duchownych go ignorowało.

 

Liao: Co się działo potem?

 

Liu: Ojciec Zhang wyszedł z kościoła, wciąż trzymając uniesioną rękę. Było już ciemno, ulicami chodziło wielu ludzi. Spojrzał w niebo, zawołał „Panie”, a następnie upadł na schody. Zabrano go do szpitala.

 

Po ataku sił rządowych na placu Tianenmen w czerwcu 1989 roku ojciec Zhanga potępił użycie siły. Podczas mszy modlił się za zmarłych i rannych […] Ojciec Zhang kontynuował walkę o niezależność Kościoła od państwa aż do śmierci w 1997 roku. Miał wówczas dziewięćdziesiąt lat.

 

A tak na marginesie, ojciec Zhang całe życie walczył z fałszywie rozumianym patriotyzmem, które wiarę chciano podporządkować celom politycznym. Na naszym polskim podwórku również nie brak osób, polityków, którzy używają religii wyłącznie do osiągnięcia doraźnych politycznych interesów. Na przed wojną zwracało uwagę akademickie „Odrodzenie” i osobiście, wielki patriota i męczennik Powstania Warszawskiego – bł. Michał Czartoryski OP, w dyskursie np. z Młodzieżą Wszechpolską (por. „Pasja Michała”, Poznań 2015, s. 82n.), dziś wydaje się nie mniej aktualne. Walka ojca Zhanga wyrażała się w wierności i lojalności wobec papieża, a u nas poczytny dziennik (dodatek Plus Minus do Rzeczpospolitej, z 21 listopada b.r.) drukuje artykuły podważające mandat papieża Franciszka, w imię rzekomej obrony przed nim Kościoła. Nie tędy, droga…  powiedziałby ojciec Zhang Gangyi – świadek!