puste miejsce

 

Gość-inność to nazwa inicjatywy na rzecz uchodźców. Jej autorką jest Anna Alboth – polska dziennikarka i podróżniczka. W ramach „gość-inności” rozpoczęła akcję zbiórki śpiworów dla uchodźców już w kilkudziesięciu miejscach w całej Polsce i nie tylko. Dała impuls do działania innym osobom, w tym  świeckim dominikanom w Polsce. Panią Annę gościliśmy w naszym szczecińskim klasztorze, w ramach kolejnego już spotkania n.t. uchodźców, we współpracy ze szczecińskim Teatrem „Kana”, stowarzyszeniem „Otwarta Rzeczpospolita” oraz „Refuges Szczecin”. Na spotkanie przyjechała do nas wraz ze swoim mężem Thomasem i córeczkami Hanią i Milą. Razem tworzą rodzinę podróżników. Swoimi przygodami i wrażeniami ze spotkań z „innymi”, dzielą się na swoim blogu „Rodzina bez granic”- http://thefamilywithoutborders.com/pl/akcja-gosc-innosc-pomoz-uchodzcom-2015-09-09/. Spotkania z „innymi”, w ich odmienności językowej, kulturowej czy religijnej, najczęściej wcześniej niezaaranżowane, są dla nich doświadczeniem zaskakującej gościnności i otwartości ze strony tubylców, dla których przecież zawsze także są „innymi”.  To zaskutkowało naturalną otwartością ich domu w Berlinie na uchodźców i emigrantów. W ciągu kilku miesięcy dwóch uchodźców z Syrii i Afganistanu oraz jeden emigrant z Czarnogóry stali się prawie częścią rodziny. W domu mogą liczyć na ich „rodzinne” obowiązki sprzątania, napraw, gotowania. Ich przyjaciel z Syrii przygotowyję duże kolacje dla innych, licznych gości domu czy innych uchodźców. Na swoim blogu Anna pisze:

„Nie boję się inności, choć rozumiem, że można. Boję się nienawiści. Pomożecie mi pokazać światu polską empatię? Wiecie, że nasz dom od zawsze był otwarty na inność. Na ludzi z różnych stron, w różnym wieku i z różnym podejściem do życia. Tak jak świat, który przejechaliśmy podczas rodzinnych podróży, był zawsze otwarty na nas. Nasz dom był otwarty, ot tak po prostu. Bo wierzymy, że wszyscy z tego korzystamy, wszystkim nam to daje coś dobrego (…) Nie było najmniejszych wątpliwości, co zrobić, kiedy ilość uchodźców w Niemczech bardzo wzrosła. Uchodźców prosto z frontu, którym prysznic czy łóżko się po prostu należy. Dlaczego należy? Bo jeżeli ktoś stracił ojczyznę, dach nad głową, siostrę czy matkę – to według mojej moralności należy mu się moje łóżko. Bo nie potrafię myśleć inaczej.”

Za chwilę, u wielu polskich rodzin na wigilijnym stole pojawi się, zgodnie z naszą tradycją, dodatkowe nakrycie.  Czy ten piękny gest niesie realną w nas otwartość na tego innego, który nieoczekiwanie mógły potraktować nasze symbole? Może niekoniecznie tylko w wigilijny wieczór, bo przecież dla chrześcijan cud Bożych Narodzin dzieje sie każdego dnia.  Oby ten zwyczaj prowokował nas ewangelicznie. W końcu Tradycja zobowiązuje. Ma ona przecież religijne korzenie. Wyrasta z oczekiwania na Mesjasza,Tego Najważniejszego Innego, który pragnie przyjść i zagościć w naszych życiu. Inny jest Bogiem – zjawia się, aby zostać tak przyjętym.

„Bo tam, w każdym nędzarzu i tułaczu obcym podejrzewało się naprzód, czyli on nie jest z Boga? Nie można było ugościć nikogo, zapytując naprzód: kto jest przychodzień? – ale dopiero skoro się w nim uszanowało boskość, zestępowało się do ludzkich pytań. I to się nazywało gościnnością, a policzało ją dlatego właśnie między nabożne praktyki i cnoty. Jakiegoś „ostatniego człowieka!” nie było u Greków i Homera! – zawsze on był pierwszym, bo jest boskim” – Cyprian Kamil Norwid, wstęp do „Odysei”

Dodatkowe miejsce przy stole to jakby intuicyjna próba naprawienia największych ran, które ludzie sobie nawzajem zadają, gdy nie przyjmują, odrzucają, zostawiają siebie nawzajem (por. J 1, 11-13). W czasie tych świąt świętujemy tajemnicę, w której Bóg totalnie Inny, staje się tak nieporównywalnie do nikogo bliski. Ta bliskość jest zaproszeniem do uczestnictwa, przez łaskę, w naturze Boga (przebóstwienie): „Syn Boży stał się człowiekiem, aby uczynić nas Bogiem”, jak to wyraził św. Atanazy.

trinity-rublev

Wcielenie jest też posłaniem. Człowieczeństwo zobowiązuje, bo jak mówił ks. Józef Tischner:

„Jeżeli uwierzymy w Boga, a nie uwierzymy w człowieka, nasza wiara będzie wiarą milczącą, wiarą, która ma nas tylko ocalić od zła, a nie ocali naszych braci (…) „

Chrystus, jako Bóg nas uczy, a jako człowiek prosi: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”.  Chrystus utożsamia się z konkretnymi ludźmi i może nieoczekiwanie stawić się na naszej wigilii jako człowiek – zawsze dla nas jakoś inny. Inny ode mnie, w innej sytuacji życiowej, inny, bo może bezdomny, chory, czy przybysz. Być może jako ktoś fizycznie będący bardzo blisko – jako mąż czy żona, ale na skutek duchowej i emocjonalnej obcości, stał się dramatycznie kimś innym. Nie można abstrahować tych świąt od konkretnych kontekstów, relacji z ludźmi.

Gościnność zakłada bezinteresowność, ale i pewne ryzyko. Podjął je sam Bóg w Chrystusie. Wcielenie, które miało odsłonić oblicze Boga, dla niektórych stało się tak nierozpoznawalnie dalekie i inne, że paradoskalnie swoi Go nie rozpoznali i nie przyjęli. Jest bowiem taki rodzaj niedobrej, za bardzo „oswojonej” bliskości, która zamyka na drugą osobę, na jej osobność – inność. Paradoskalnie przez „swoich” Chrystus został nie przyjęty, a przez „obcych” – owych innych, przybywających z peryferyjnych doświaczeń lub pozostających na odległych obrzeżach ugoszczony: „Przyszło [Słowo] do swojej własności,  a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi”. Tym największym „niebezpieczeństwem” jest narażanie siebie na zmianę. Przyjmujący ryzykuje wiele, ale ostatecznie jak ewangeliczny Zacheusz, może pozwolić by gość zmienić jego świat, jego samego. Gościnność jest spotkaniem, w którym żadna ze stron „nie szuka swego”, lecz dąży do stworzenia nowej jakości. Bp Krzysztof Zadarko – biskup pomocniczy diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, a w ramach Konferencji Episkopatu Polski przewodniczący Rady ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek, w rozmowie zatytułowanej „Ten obcy i Kościół” – http://www.wiez.pl/czasopismo/;s,czasopismo_szczegoly,id,585,art,16248?utm_source=deon&utm_medium=link_artykul, z red. naczelnym „Więzi” Zbigniewem Nosowskim, przypomina wskazówkę Kościoła, która dla wielu przeciwników przyjmowania uchodźców, jak zauważa duszpasterz, może być szokująca:

„Najważniejszym punktem odniesienia nie może być interes państwa czy bezpieczeństwo narodowe, lecz jedynie człowiek”

To fragment dokumentu, zatytułowanego „Problem uchodźców, wyzwanie dla solidarności”, wydanego w 2013 r. przez dwie Rady Papieskie „Cor Unum” oraz ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżnych. Został napiany w kontekście problemu uchodźctwa na całym świecie i w każdym czasie.  Biskup Zadarko daje do niego też komentarz:

„Cytowane watykańskie stwierdzenie jest szokujące dla wielu duchownych i świeckich doradców. Oto Kościół mówi, że w tej sprawie nie może być dla katolików punktem odniesienia np. integralność naszego państwa, lecz jedynie człowiek potrzebujący pomocy, a zwłaszcza jego godność. To bardzo wymagająca zasada, ale jednoznaczna. Również tegoroczne wypowiedzi papieża czy przedstawicieli Stolicy Apostolskiej przy organizacjach międzynarodowych są jednoznaczne moralnie: nie możemy zamykać się na problem, powinniśmy przyjmować uchodźców, także mając świadomość skomplikowanego splotu problemów społecznych, gospodarczych i politycznych, które tu się ujawniają. Przedstawiciele Kościoła po prostu nie mogą mówić inaczej”.

Wychodząc gościowi naprzeciw, witamy go bez tego, co w sobie często naturalnie odnajdujemy, czyli uprzedzeń, oczekiwań, resentymentów i życzeń, bo gośćinność zakłada nawrócenie – zmianę myślenia. Gośćinność w pewnym sensie sprawia, że przestajemy być sobą. Nabieramy dystansu do swoich racji, a otwieramy się wspólnie na Prawdę.

„Prawda może się rozwijać tylko w inności, która otwiera na Boga, która pozwala poznać swoją odmienność poprzez moich braci w człowieczeństwie i w nich. Dlatego niewłaściwe jest twierdzenie w sposób wykluczający: „posiadam prawdę”. Prawda nie jest czyjąś własnością, lecz zawsze jest darem, który wymaga wysiłku do coraz głębszego przyswajania prawdy. Prawdę można poznawać i żyć nią tylko w wolności, dlatego nie możemy narzucić prawdy drugiej osobie; objawia się ona tylko w spotkaniu, które przenika miłość” – Benedykt XVI, „Eclessia in Medio Oriente”.

Ze spotkania z innym nigdy nie „wychodzimy cało”, zawsze odmienieni. Nie zmieniamy wyznania, reguł życia, ale lepiej je poznajemy. Uczymy się patrzyć na nasze życie i wartości oczyma innego. Gość-inność jest też najistotniejszym warunkiem ewangelizacji. I wcale nie takiej spokojnej. Świat dziś potrzebuje ewangelizacji rewolucyjnej, ale nie zideologizowanej, nie agresywnej w słowach, nie pouczającej, ale „rewolucji czułości” i miłosierdzia, do której wzywa nas papież Franciszek:

„Bliskość jest potrzebna, by mogły być głoszone: słowo, sprawiedliwość, miłość w tak doskonały sposób, by odpowiedzią na nie była postawa wiary. Spotkanie, nawrócenie, jedność, komunia i solidarność wymagają «bliskości» jako konkretnego ewangelicznego kryterium”.

Polskie słowo gościnność jest na wskroś chrześcijańskie i wyraża pewien paradoks: gościem jest inny – obcy. Przez przyjęcie i zagoszczenie w naszym domu staje się bliskim. Taka postawa już w czasach Starego Testamentu przełamywała pogańskie myślenie o innym. W Egipcie i w Persji człowiek obcy poczytywany był za religijnie nieczystego i wszelkie z nim przestawanie zanieczyszczało. U Rzymian obcy nazywał się hostis – wróg. Dla Greka każdy cudzoziemiec był barbarzyńcą, t. j. istotą niższą. Nawet Grek z innego miasta był dla Greka cudzoziemcem, choć już nie barbarzyńcą. W Sparcie nie pozwalano na osiedlanie się Greków z innych miast. Peregrini, jak cudzoziemców nazywano w Rzymie, długi czas zostawali zupełnie po za prawem.

W Biblii słowo pisane po grecku – philoxenos, znaczy przyjaciel (philo) obcych, nieznajomych albo gości (xenos). Tak więc słowo użyte w Biblii ma do czynienia z okazywaniem miłości, a nie tylko podejmowaniem gości (por. Łk 7, 44-46). Biblijna koncepcja gościnności podobna jest bardziej do działań Miłosiernego Samarytanina (Łk 10:25-37) niż do Lewiego zabawiającego swoich przyjaciół (Mt 9, 10). To bardziej typ Marii niż Marty (Łk 10, 38-42). Zawiera w sobie traktowanie gości jak przyjaciół, jednak nie chodzi w niej tylko o gości, których zapraszamy do swojego domu. Jezus był doskonałym przykładem gościnności, pomimo, że nie miał żadnego domu (por. Mt 8, 20).

Apostołowie używali słowa „gościnność” dla określenia ogólnej przyjaźni wobec świętych (współbraci w wierze), ale nacisk kładki na przyjmowanie obcych. List do Hebrajczyków mówi: „Nie zapominajcie o gościnności, bo dzięki niej niektórzy, nie wiedząc, podejmowali aniołów” (13, 2). Apostoł Piotr podkreślał, że należy ją okazywać ochoczo, apelując: „Okazujcie sobie wzajemną gościnność bez szemrania” (1P 4, 9), a św. Paweł zachęca: „Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9, 7). A w Pierwszym Liście do Tymoteusza, w której opisuje przymioty przyjętej do spisu konsekrowanych wdów, pisze m.in., „była gościnna” (por. 1 Tym 5, 9-10).

Dla pierwszych chrześcijan gość-inność stała się zatem podstawowym wyznacznikiem ich tożsamości:

„Ale teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i [w ten sposób] jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości. A przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko (Ef 2, 13-17).

Czy współczesnych chrześcijan nadal ona wyróżnia? Jak nas widzą i odbierają inni – niechrześcijanie?