Na noc rozbiliśmy namioty w szerokiej dolinie Eufratu, między jego dwoma nurtami, u podnóża góry Nemrut. Wieczór był spokojny i nic nie wskazywało na to, co się stanie się nocą, gdy zerwał się silny wiatr. Miałem poczucie jakbyśmy sie znaleźliśmy się w tunelu aerodynamicznym. Miłująca Opatrzność musiała czuwać nam nami, którzy mięliśmy chyba więcej szczęścia niż rozumu, skoro silne podmuchy nie zerwały i nie zmiotły razem z nami namiotów, rachitycznie zakotwiczonych na niepewnym gruncie wyschniętej części rzeki.

2012-08-07 08.57.04 (800x600)

dolina Eufratu, w okolicach wniesienia Nemrut (tur. Nemrut Dağı ; orm. Նեմրութ լեռ)

To wydarzenie miało miejsce w sierpniu 2012, gdy wraz z kilkoma braćmi zwiedzaliśmy wschodnio-południową część Turcji, graniczącą z Armenią, Iranem, Irakiem i Syrią. Odkrywaliśmy wówczas m.in. bolesną historię Ormian, ich architektoniczne pomniki pamięci, wioski i klasztory syriackich Aramejczyków w górach Tur-Abin, Edessę – miasto Abrahama i starożytną stolicę  chrześcijańskiej myśli, Antiochię, w której po raz pierwszy wyznawców Chrystusa nazwano chrześcijanami…  Stąd, gdy w ostatnim dniach oddawałem się lekturze reportażu Dariusza Rosiaka „Ziarno i krew. Podróż  śladami bliskowschodnich chrześcijan”, wspomnienia mocno odżyły i poruszyły moje serce.

2012-08-03 12.21.39

Liturgia aramejska w syriackim kościele przy klaszorze Mor Gabriel niedaleko Midyat w południowej Turcji

„Przyszłość chrześcijaństwa nie zależy od trendów socjologicznych… Można nas pogrzebać statystycznie, ale chrześcijaństwo nie jest statystyką. Dla mnie przyszłość chrześcijaństwa to przyszłość Ciała Chrystusowego. Bardzo mi przykro, ale nie potrafię mówić w kategoriach abstrakcyjnych. Jestem człowiekiem wierzącym, wierzę, że Bóg ma plan, a my odkrywamy ten plan dzień po dniu. Ma pan rację, z zewnątrz wygląda to przerażająco. Ale w codziennych spotkaniach znajdujemy dowody na to, że nie wszystko stracone. Są muzułmanie, którzy oddają życie za chrześcijan. O nich za wiele lat usłyszymy, a może za jakiś czas będziemy ich traktować tak, jak dziś traktujemy Sprawiedliwych wśród Narodów, którzy ratowali Żydów w czasie Szoah. W tej ciemności widać przecież iskierki światła, które pokazują, że życie jest możliwe. Możemy stać się niewolnikami tragedii, która nas spotyka, albo próbować się wyzwolić od smutku, strachu, ciemności…

mówił rozmówca Dariusza Rosiaka w Jerozolimie – o. David Neuhaus, jezuita pochodzenia żydowskiego, który przyjął wiarę w Jezusa pod wpływem osiemdziesięciodziewięcioletniej rosyjskiej prawosławnej mniszki. Obiecnie jest opiekunem hebrajskich katolików w Izraelu.

Doświadczenie chrześcijan, podobnie jest do tego, które wcześniej miał wybrany przez Boga Izrael. Od początku przypomina ono i tak już zapewne zostanie do dnia ostatecznego przyjścia Mesjasza, rozbijanie namiotu, w mało optymalnych warunkach niespokojnego świata. Inaczej być nie może w przypadku wyznawców Wcielenia. Chrześcijanie są spadkobiercami wypełnionego proroctwa o rozbitym w Jakubie namiocie (Syr 24,1-2.8-12) -„Słowo stało się ciałem i rozbiło wśród namiot” – tłumacząc literalnie słowa z Prologu św. Jana. Apostoł Jan używa pięknej metafory rozbitego namiotu. Ale to przecież nie tylko przenośnia. Rachityczny namiot, który może się zwinąć w wyniku większego podmuchu, to obraz kruchości naszego losu, jego niepewności i przemijalności. Taki los wybrał Bóg, by jego Słowo – Jezus, dzieliło z nami kruche, ludzkie życie. Nigdzie nie mamy stałego miejsca i jesteśmy w drodze. Jesteśmy w trakcie Exodusu i mieszkamy w niepewnych namiotach, jak Mojżesz i uchodzący z Egiptu do Ziemi Obiecanej lud Pierwszego Przymierza – Żydzi.

Ale jest jeszcze jednej namiot „poza obozem” – Namiot Spotkania, w którym Mojżesz trwał w obecności JHWH a chrześcijanie doświadczają spotkania ze Słowem JHWH – Jehoszuą, Mesjaszem Panem. Paradoks: w delikatnym i kruchym człowieczeństwie Chrystusa mamy przystęp do trwałego domu Ojca. „Na początku” bowiem nie tyle było, ale „ JEST Słowo”, jak oddaje tłumaczenie, o które został poproszony przez ojca Marcina Babraja OP, pierwszego redaktora naczelnego „W drodze”, Żyd i chrześcijanin, duchowy przyjaciel ś. p. o. Jana Góry – Roman Brandstaetter. We wprowadzeniu do swojego tłumaczenia Prologu „JEST, czyli historią jednego przekładu” pisał:

„Śmiało można powiedzieć, że czasownik hebrajski jest bezczasowy. Światopogląd Hebrajczyków jest teocentryczny. Jahwe nie był i nie będzie, Jahwe jest. Jest, który jest. Ponieważ całe duchowe życie Izraelity sprowadzało się do życia dla Boga jako Dawcy, a zarazem Poręczyciela Obietnicy danej w przeszłości, ale nieustannie urzeczywistnianej – Obietnica nie była dana, Obietnica jest dana – Izrael całą swoją historię, cała swoją przeszłość przeżywał jako żywą teraźniejszość, której był naocznym świadkiem. Ale nie tylko przeszłość. „Tak zwane perfectum propheticum wskazuje, że Izraelici także przyszłe zdarzenia mogli przeżywać w teraźniejszości, nie tracąc przy tym pełnej świadomości, że chodzi o przyszłość”. Tym sposobem przeszłość i przyszłość przeżywali jako teraźniejszość, którą identyfikowali z Obecnością, atrybutem wiecznego Boga. Lud Izraela pisał i mówił „był”, ale to „był” przeżywał w swojej świadomości jako „jest”.

Nasz los „chroni” i „zachowuje” naszą egzystencję w różnych namiotach: w łonie mamy, rodzinnym domu, kulturze, języku, kraju, narodzie, tradycji religijnej, poglądach politycznych, wykształceniu, statusie materialnym… ale jedynym namiotem, który może ochronić trwałą tożsamość i pewność siebie JEST SŁOWO . Matczyne łono dla poczętego dziecka wydaję się niewyobrażalną oazą spokoju a bezpieczeństwa, ale jak na ironię losu jest to tylko cisza przed życiową burzą i rozpoczyna historię, która kończy się w łonie ziemi. „Wszystkim tym jednak, którzy Je [SŁOWO] przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” i „On, Który JEST w łonie Boga, przyniósł wieść”. W SŁOWIE, które JEST jesteśmy wybrani zanim powstał świat, z miłości przeznaczeni dla Boga jako przybrane dzieci. I żeby ta „wieść” nie pozostała abstrakcyjna informacją „na świecie było Słowo”, stało się bliskością, która przemawia przez miłość czułą i namacalną. „Boga nikt nigdy nie widział”, ale odkąd Jego SŁOWO przyniosło wieść, że w Ojcu mamy dom – łono, w którym zawsze przebywa Chrystus, nie straszny nam los ziemskiego namiotu ludzkiej, więc niepewnej egzystencji. I nie musimy już walczyć z innymi, o to który namiot, o jakim zabarwieniu narodowym, religijnym czy politycznym jest bardziej prawdziwy. Z nikim nie musimy walczyć.

2012-08-03 16.16.01

syryjski mnich z klasztoru Mor Augen z  IVw. , położonego na wzgórzach Tur Abdin – krainie tysiąca klasztorów

„Przypomniałem sobie słowa brata Louis-Marie z Abu Dhusz. Dwa tysiące lat temu nieznany szerzej Żyd powiedział, że miłość jest najważniejsza, czym wywrócił świat do góry nogami. Wystarczyła ta jedna myśl, by poszli za nim zwykli ludzie, podobni do tych, których spotykałem przez kilka ostatnich miesięcy. Dlaczego przetrwali? Jak długo jeszcze wytrwają? Jak długo miłość, której uczył nas Chrystus, wytrzyma pod naporem egoizmu, pychy, chciwości? Czy krew przelana dziś na Bliskim Wschodzie może być jeszcze zasiewem dobra?”

 

Roman Brandstaetter, „Księgi Nowego Przymierza. Przekłady biblijne z języka greckiego”, Kraków 2009.

Dariusz Rosiak, „Ziarno i krew. Podróż  śladami bliskowschodnich chrześcijan”, Wołowiec 2015.