z okazji peregrynacji relikwii bł. Karola de Foucauld, w setną rocznicę narodzin dla nieba

plakat do wyslania - Kopia

Brudasy, dzikusy, przenoszą choroby… to tylko niektóre niewybredne komentarze n.t muzułmańskich uchodźców z Bliskiego Wschodu czy północnej Afryki w ustach wielu Europejczyków, którzy szczycą się wyższością swojej cywilizacji i kultury. Poziom tych komentarzy zwalnia od podejmowania z nimi słownej dyskusji.  Odpowiem opowieścią o ewangeliczym życiu kogoś, kto dla Jezusa Chrystusa – solidarnego z każdym człowiekiem, postanowił przekroczyć granice bezpiecznego życia i europejską pychę, aby dzielić życie właśnie z ludźmi pogardzanymi przez Europejczyków dziś, tak jak to miało miejsce wówczas, sto i więcej lat wcześniej.

Europa słusznie jest zaniepokojona o los swojej kultury i cywilizacji. Jednak to najistotniejsze zagrożenie nie pochodzi z zewnątrz. Nie zamierzam wymieniać obiegowo powtarzanych chorób naszej cywilizacji. Zwrócę uwagę tylko na jedną. Jeśli tak bardzo odwołujemy się do chrześcijańskich inspiracji Europy, której źródłem jest Ewangelia, to jej przesłanie jest proste. Jest nią pokora – umiłowane ostatnie miejsce. Cywilizacja oparta na pysze i pogardzaniu innymi musi się wcześniej czy później się rozpaść: „pysznych strącił a wywyższył pokornych”.  Może tak właśnie musi się stać, by Ewangelia na nowo zajaśniała w swej czystości i prostocie. Sto lat temu, w całej swej przejrzystości, objawiło się mocne przesłanie Jezusa ludowi Sahary – Tuaregom. Stało sie to przez jednego człowieka – małego brata Jezusa – Karola de Foucauld.

Wcielenie ma swoje źródła w dobroci Boga, ale przede wszystkim to, co jest cudowne, wspaniałe, co lśni jak znak olśniewający, to NIESKOŃCZONA POKORA, jaką zawiera ta tajemnica…  Bóg – Nieskończony, Wszechmocny… staje się człowiekiem, ostatnim z ludzi… Dla mnie, mam szukać ostatniego z ostatnich miejsc, by być także tak małym jak mój Mistrz, by iść razem z Nim, krok w krok jako wierny uczeń, by żyć z moim Bogiem, który tak przeżył swe życie i od swego narodzenia daje mi taki przykład.

Karol de Foucauld to także człowiek Sahary. Pasjonując się Północną Afryką, zanim ostatecznie w niej zamieszka, przez rok podróżował z narażeniem swojego życia w przebraniu Żyda. Doświadcza wówczas wielkiej gościnności muzułmanów oraz zostaje głęboko poruszony ich wiarą, modlitwą i szacunkiem do człowieka. To wśród piasków pustyni, tak jak kilkanaście wieków wcześniej pierwsi chrześcijanie, na nowo rodzi się do życia, a pierwszy impuls w kierunku jego zwrócenia się w stronę Boga przyszedł właśnie ze strony Islamu:

Islam wzbudził we mnie głębokie poruszenie. Widząc ich wiarę, tych dusz, które żyły w nieustannej obecności Boga, zobaczyłem, że musi być coś większego i bardziej prawdziwego niż zajęcie ziemskie. Zanurzyłem się w studium Islamu, a potem w Biblii.

Ludzie, którym pogardzali francuscy koloniści – przedstawiciele „lepszego i cywilizowanego” świata, stali się z czasem braćmi Karola. Życie wśród nich ukazało autentyczne braterstwo, dalekie od haseł laickiej Francji, których fałsz i cynizm ujawniała nieludzka europejska polityka kolonizatorska. Jej symptomy do dziś pozostają trwałe w mentalności wielu mieszkańców Europy oraz w obecnej nadal biedzie i niesprawiedliwości, z której dawne kolonie nie mogą się wyrwać.

Biada wam, obłudnicy, którzy wypisujecie na znaczkach i wszędzie, gdzie się da: „Wolność – Równość – Braterstwo, Prawa Człowieka”, a którzy równocześnie pomagacie zakładać łańcuchy niewolnictwa, którzy nie skazujecie na galery fałszerzy waszych banknotów, a pozwalacie na porywanie dzieci i ich publiczną sprzedaż; którzy karzecie za kradzież kurczaka, a pozwalacie na kradzież człowieka.

Niestety, pogardą dla „brudnych i dzikich” ludów północnej Afryki, i nie tylko dla nich, niejednokrotnie podszyte były chrześcijańskie misje. Głoszeniu Ewangelii towarzyszyło poczucie wyższości białego człowieka i przymus, daleki od ewangelicznej postawy ostatniego miejsca i służby. Stąd, Karol zrezygnował z głoszenia za pomocą słów a wybrał ewangelizację zakotwiczoną w braterskiej obecności wśród Tuaregów – saharyjskich, prostych i bardzo biednych beduinów.

Chcę przyzwyczaić wszystkich mieszkańców chrześcijan, muzułmanów, Żydów i pogan do przyjmowania mnie jako ich brata, brata powszechnego. Zaczynają nazywać dom „Fraternite” (braterstwo) i to mnie cieszy.

Przez pokorne braterstwo ukazał swoim nowym braciom łagodność i czułość Ewangelii. Ludziom, którzy byli naturalnie bardzo religijni swoim oddanym dla nich sercem objawił im samo serce religii:

Jezus mówi: Moje Serce jest skrótem religii: Serce, którego widok przypomina o miłości… Służę im jak mogę. Staram się im okazać – że ich kocham; jeśli jest sytuacja sprzyjająca mówię im o religii naturalnej, o przykazaniach Boga,         o Jego miłości, o jednoczeniu się z Jego wolą, o miłości bliźniego… Moim apostolatem winna być dobroć, by widząc mnie mogli stwierdzić: ponieważ ten człowiek jest tak dobry – jego religia musi być dobra. Jeśli mnie zapytają: dlaczego jestem taki łagodny i dobry, odpowiem: ponieważ jestem sługą o wiele bardziej lepszego niż ja; o gdybyście modli wiedzieć jak dobry jest mój Mistrz Jezus… Jestem tutaj nie po to, by nawracać gwałtownie Tuaregów, ale by starać się ich rozumieć. Jestem pewny, że dobry Bóg przyjmie do nieba tych, którzy byli dobrzy i prawi, bez konieczności by byli rzymsko-katolikami. Ty jesteś protestantem. Ty jesteś niewierzący. Tuaregowie są muzułmanami, jestem przekonany, że Bóg nas przyjmie wszystkich, jeśli tylko na to zasłużymy.

Skąd błogosławiony Karol brał siłę do tak radykalnego braterstwa? Dosłownie, prawdziwym źródłem na saharyjskiej pustynii była Eucharystia, „ten Boży Bankiet” – uczta, której stał się wiernym sługą:

jest to ewangelizacja nie przez słowa ale przez obecność Najświętszego sakramentu, przez Najświętszą Ofiarę, modlitwę i pokutę…

Uczył, że nie można rozdzielać „Sakramentu Ołtarza” od „Sakramentu Brata”. Eucharystia stawała sie dla niego, tak jak dla Jesusa, miejscem objawienia ostatniego miejsca, drogą na krańce, bo jak inaczej można nazwać umywanie nóg uczniom, spośród których jeden zdradzi a drugi się zaprze Mistrza? Sprawowana i adorowana przez Małego Brata Eucharystia przygotowuje go, ze względu na braci, do radykalnego pójścia na peryferia życia, aż po męczeńską śmierć.

Myśl, że musisz umrzeć śmiercią męczeńską, ogołocony ze wszystkiego, rozciągnięty na ziemi, goły, nierozpoznawalny, pokryty krwią i ranami, zabity boleśnie, gwałtownie… i pragnij, by było to dzisiaj.

1 grudnia 1916 roku Senussi – jedno z plemion zbuntowanych przeciwko Francuzom, a ciągle zagrażające Tuaregom usiłuje uprowadzić brata Karola, ale w czasie zamieszania pada śmiertelny dla niego strzał. Jego ciało zostało znalezione kilka dni później w fosie fortecy w Tamenrasset a przy nim małą monstrancję z Przenajświętszą Hostią, co symbolicznie ukazuje jego całkowite zjednoczenie SakramentuOłtarza i Sakramentu Brata.

I gdy dla wielu chrześcijan a może bardziej postchrześcijan, koniec historii francuskiego pustelnika – brata powszechnego mogłaby posłużyć za argument przeciwko rzekomo naiwnej otwartości dla muzułmanów oraz za pretekst dla usprawiedliwienia swojej niechęci, Mały Brat Jezusa, narodzinami dla Ewangelii i dla nieba, nadal głosi:

Jakikolwiek byłby powód z jakiego nas zabiją, jeśli my przyjmujemy w duszy tę śmierć straszną i niesprawiedliwą jako błogosławiony dar z Twojej ręki, jako szczęśliwe naśladowanie Twego końca, jeśli Ci za to dziękujemy jak za słodką łaskę, jeśli to ofiarujemy Tobie jako ofiarę naszej najlepszej woli, jeśli nie opieramy się, by być posłusznym Twojemu Słowu: „Nie sprzeciwiajcie się złu” (Mt 5,39) i za Twoim przykładem: „pozwolił się nie tylko gnębić, ale prowadzić na rzeź bez żadnej skargi” (Iz 53,7) wtedy jakikolwiek byłby powód, że nas zabijają, umieramy w czystej miłości… i jeśli nie jest to męczeństwo w sensie ścisłym tego słowa i w oczach ludzi, będzie nim w Twoich oczach Panie, będzie doskonałym obrazem Twojej śmierci i końcem wielce miłosnym, który zaprowadzi nas prosto do nieba.

Karol de Foucauld został 13 listopada 2005 roku wyniesony na ołtarze przez papieża Benedykta XVI, w obecności muzułmanów – potomków Tuaregów, wśród których żył, wierzył, modlił się i kochał.  Z delegacją Tuaregów, po uroczystościach beatyfikacyjnych, spotkał się papież.