relacja na gorąco z X Zjazdu Gnieźnieńskiego

20160312_165409[1]

Dziesiąty Zjazd Gnieźnieński trwa w najlepsze. Hasło Zjazdu „Europa nowych początków. Wyzwalająca moc chrześcijaństwa” trafia w samo sedno naszej europejskiej kondycji i równocześnie szansy. Chrześcijaństwo na starym kontynencie trwa od dwóch a w Polsce od tysiąca pięćdziesięciu lat, to jednak – miejmy nadzieję – znajduje się u progu kolejnego, nowego początku. Początki zawsze wywołują w nas zrozumiałą z powodu nieznanego obawę, a jednocześnie są wyzwalające jako wyzwanie. W IV wieku człowiek wychowany i głęboko zakorzeniony w starej antycznej  szkole głosił, że jeśli stary świat Greków chce przetrwać, choć nie w takiej formie jak był znany dotychczas, powinien z zaufaniem otworzyć się na jego nowy początek w Chrystusie:

nigdy nie zabraknie przestrzeni temu, kto biegnie do Pana… ten, kto pnie się wzwyż, nie zatrzymuje się nigdy, idąc od jednego początku do drugiego poprzez początki, które nigdy nie mają końca…

św. Grzegorz z Nyssy

Nie ma wątpliwości, że Europejczycy stąpając po ruinach „christianitas” stają przed szansą nowego początku, bo przecież Chrystus nigdy nie jest „wczoraj”. O tym właśnie rozmawiamy, dyskutujemy i spieramy się w tych dniach w Gnieźnie. Bez wątpienia, jedną z osłon tego niełatwego początku jest wyzwanie jakie niesie z sobą fala uchodźców. Oto u wrót sytej, ale „biednej, spragnionej i głodnej” duchowo Europy:

 

Ty bowiem mówisz: „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba”,
a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości,
i biedny i ślepy, i nagi.
Radzę ci kupić u mnie
złota w ogniu oczyszczonego,
abyś się wzbogacił,
i białe szaty,
abyś się oblókł,
a nie ujawniła się haniebna twa nagość,
i balsamu do namaszczenia twych oczu,
byś widział.

Ap 3,17-18

stoi Ktoś, kto pragnie odsłonięcia się ze swoja duchową biedą, by tchnąć w serca Europejczyków nowe życie a naszemu kontynentowi dać szansę na nowy, aczkolwiej nieoczekiwany początek odbudowywania tożsamości. Do Europy wraca Chrystus. Przychodzi jako „znane” objawienie Boga miłosiernego, a jednocześnie staje u naszych drzwi jako „nieznany” nam dotąd ten inny człowiek – wołający o miłosierdzie:

(…) Jezus dokonuje przejścia od tego, który uzdrawia,

do tego, który jest zraniony;

od człowieka współczującego

do człowieka potrzebującego współczucia;

od człowieka wołającego:

„Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije”,

do człowieka, który woła:

„Pragnę”.

Od tego, który zwiastuje Dobrą Nowinę ubogim,

do tego, który sam stał się ubogim.

Przekracza linię graniczną ludzkości,

oddzielającą tych, których potrzeby są zaspokojone,

od tych, którzy są zranieni i wołają o pomoc

Jean Vanier, „Zranione ciało”

 

Chciałbym przywołać jeden z sobotnich paneli, który zatytułowano: „Europa – „raj” i ”twierdza”? W panelu uczestniczyli m.in. Janina Ochojska z PAH, siostra Małgorzata Chmielewska ze Wspólnoty Chleb życia, siostra Manuela Simoes ze zgromadzenia zajmującymi się uchodźcami i emigrantami, p. Doris Peschke – sekretarz generalna Komisji Kościołów ds. Migrantów w Europie. Punktem wyjścia do dyskusji był referat abpa Bolonii Mateo Zuppi, a przysłuchiwali się jej m.in. kard. Luis Antonio Tagle z Manili oraz Prymas Polski abp Wojciech Polak. Wystąpienie abpa Zuppi streścibym w jednym zdaniu:

twierdzą Europy jest nasze człowieczeństwo.

Zatem, nie dajmy sobie wmówić kłamstwo niektórych polityków europejskich, że bronią oni chrześcijańskiej Europy przed muzułmańskimi uchodźcami. Chrześcijaństwo w Europie już od dawna jest w jakiejś, nie malej mierze w odwrocie, z powodu zagrożeń wewnętrznych a nie zewnętrznych. Jeśli chrześcijaństwu w Europie odbierzemy jeszcze teraz człowieczeństwo, to już nic z niego nie zostanie. Człowieczeństwo Chrystusa było narzędziem odkupienie naszego człowieczeństwa. Chrystus Filantropos  stał się fundamentem solidarnie budowanej christianitas. Jeśli więc teraz zamkniemy nasze człowieczeńśtwo w wierdzy lęku o nasze prawa i postawimy wyraźnie granice dla naszego miłosierdzia, to nie barbari z obrzeży Europy, ale nasze własne barbarzyństwo, wyrażające się w braku współodczuwania z innymi,  ostatecznie nas pokona.

Bo kto tu jest naprawdę barbarzyńcą? Uczestniczący w panelu o. Damian Cichy SVD – konsultor Rady ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek przy Episkopacie Polski podał przykład naszego pogardliwego języka w stosunku do uchodźców, które usłyszał od jednego ze swoich braci kapłanów: „to ty jesteś współodpowiedzialny za sprowadzanie tego barachło”! Siostra Małgorzata Chmielewska zwróciła uwagę, że nasze człowieczeństwo powinno wpierw nawrócić się poprzez zmianę języka. O bezdomnych, o uchodźcach mówimy „ci” – tak jakby oni byli gorszej kategorii, innej rasy, podludźmi… nie posiadali godności i swych imion. Drugim krokiem, o czym mówiła także Janina Ochojska, jest spojrzenie potrzebującym w oczy i nawiązywanie osobowych relacji. To właśnie relacje międzyosobowe są istotą miłosierdzia: dostrzeżenie człowieka. Uchodźcy nie są „problemem” Europy. Owszem, są problemem dla polityków i oni nie uciekną przed podejmowaniem rozsądnych decyzji. Natomiast my chrześcijanie – konkretni ludzie ze swoja ludzką i ewangeliczną wrażliwością nie możemy uchodźców zredukować do problemu.  To są przecież konkretni ludzie przeżywający swoje osobiste tragedie, których uczucia, pragnienia, lęk i cierpienia są podobne do naszych. Ci ludzie, i u wrót Europy i w tam pośrodku wojny nie mogą być problemem, ale wyzwamiem dla naszego człowieczeństwa. Ojciec Damian przypomniał także, że przed laty, gdy pracował w byłej Jugosławii, w czasie jej bratobójczego rozpadu, powiedział w jednym z kazań, że łzy serbskiej kobiety są tak samo słone jak kobiety chorwackiej. Został wówczas, po tychże właśnie słowach, upomniany przez chorwackiego, katolickiego hierarchę!

Portugalska siostra Manuela Simoes wiele lat pracowała dla polskiego „Caritas”, a obecnie w Kalabrii zajmuje się uchodźcami. Wraz ze swoimi siostrami bardzo często jest wśród tych piewszch osób, które wyciągają rękę do przybywających na łodziach uchodźców. Dzieje się zwłaszcza w takich sytuacjach, gdy służby graniczne i policyjne boją się zarażenia „przypływającymi” wraz z ludźmi chorobami. Ta drobna, ale odważna siostra przypomniała w trakcie panelu, że

chrześcijaństwo w swoim z kodzie genetycznym ma zapisaną otwartość.

Europa bezsprzecznie stoi przed swoją nową szansą na przyjęcie wyzwalającej siły chrześcijaństwa. Obyśmy nie przeoczyli „otwartych bram miłosierdzia” z powodu zamknięcia się – choćby mentalnego – na tych, którzy przybywając do Europy sprawdzają, pewnie nieświadomie, naszą otwartość na nowe w nas życie Ewangelii:

On bowiem jest naszym pokojem.

On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością,

bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość.

(…) A przyszedłszy zwiastował pokój

wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko

Ef 2,14.17

 

***

W najbliższy wtorek, 15 marca przypada piąta rocznica wybuchu wojny w Syrii. Przypomniał o niej bardzo sygestywnie przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki, który w ostatnich tygodniach udał się do Syrii. W ten dzień rozpocznie się ogólnopolska akcja „Przepisuję ten wiersz”, której organizatorem jest animator kultury ze Szczecina Roman  Zańko. Akcja ma pokazać pracę polskich organizacji humanitarnych – Caritas Polska, Polskiej Akcji Humanitarnej, Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej oraz Polskiej Misji Medycznej, które niosą pomoc ofiarom wojny. W różnych miejscach i instytucjach z całej Polski, można przepisywać wiersz Josifa Brodskiego „Ludzie giną”. W Szczecinie akcja rozpocznie się o godz. 15 w krypcie naszego dominikańskiego klasztoru, o godz. 17.30 w Teatrze Kana, salonie Pro-Media i Książnicy Pomorskiej. Każdy może wziąć przepisany przez siebie wiersz i przekazać kolejnej osobie. Więcej informacji n. t. akcji oraz organizacji humanitarnych  w Syrii można znaleźć na stronie: http://www.przepisujetenwiersz.pl