w wigilię wspomnienia św. Efrema Syryjczyka

acs_ruqah

Hayat al-Qiddis Mar Afram al-Surani, czyli Żywot świętego Efrema Syryjczyka anonimowego autora, przetłumaczony z języka syryjskiego na arabski przez maronickiego mnich Butrusa Rizq al-Andari z klasztoru Mar Yuhanna Marun w Libanie, dnia 17 stycznia 1895 roku.

***

W tych dniach, biskupi polscy zebrani podczas 373. zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu wyrazili zgodę, by polska Caritas włączyła się w organizowanie w Polsce korytarza humanitarnego dla uchodźców z ogarniętą wojną Syrią i tych, którzy przebywają w obozach w Jordanii i Libanie. Ideę korytarzy humanitarnych dla niewielkich grup uchodźców praktykuje od jakiegoś czasu, przy wsparciu papieża Franciszka, włoska Wspólnota Świętego Idziego, przy wparciu włoskiej Caritas.

Kiedy dotarliśmy do granicy, ujrzeliśmy długie kolumny kobiet z dziećmi, które nadchodziły z innej strony (…) Dostrzegłam niespełna dwudziestoletnią kobietę, która miała wydatny brzuch, na ręku niemowlę i prowadziła małego chłopca. Dziecko miało olbrzymie okulary przeciwsłoneczne i było całkiem łyse – jego głowa najwyraźniej została poparzona, podobnie jak całe ciało: skórę pokrywały czerwone mięsiste blizny przypominające wnętrzności. Twarz chłopca wyglądała jak plastikowa maska, która się pogięła i ponaddzierała. Cienkie nitki blizn wybrzuszały się na jego szyi, sięgając łopatek. Chociaż mógł mieć najwyżej osiem lat, sprawiał wrażenie zmumifikowanych zwłok i wlókł się za matką, która ciągnęła go za rękę. Wyprzedziło ich kilka kobiet, a potem pojawił się mężczyzna bez nogi i ręki. Poruszał się, skacząc jak jakiś królik. Za nim szli dwaj inni młodzi mężczyźni, którzy kuśtykali w podobny sposób. Ścigali się do niewielkiego zadaszonego podwyższenia, na którym tłoczyli się ludzie, szukając wytchnienia od skwaru. W chwilach takich jak ta  – w środku dnia i w promieniach słońca – nie sposób było ogarnąć rozumem tego, co widziały oczy: tłumy uciekające przed bombardowaniami, przewodników czerpiących korzyści z przerzucania ludzi w obie strony, młodych podżegaczy wojennych i kolejne grupy Arabów i innych zagranicznych bojowników

Tak relacjonuje syryjska dysydentka Samar Yazbek, która musiała jeszcze przed wojną opuścić Syrię. W swojej książce  „Przeprawa. Moja podróż do pękniętego serca Syrii”(Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016, s. 120n), opisuje swoje dramatyczne powroty do kraju pochłoniętego wojną.

samar-yazbeck-przeprawa-karakter-2016-02-29

Niechęć do przyjmowania uchodźców to jedna sprawa. Wielu ludzi w Polsce powtarza jak mantrę, że trzeba przede wszystkim pomagać tam, na miejscu. To święta prawda. Tak się jednak składa, że ci, którzy realnie pomagają w Syrii czy Iraku, jak Caritas Polska, PAH Ochojskiej i nie tylko, nie sprzeciwiają się przyjmowaniu cywilów uciekających przed śmiercią i  wegetujących w przejściowych obozach. Jest jeszcze jedna. sprawa. Po ludzku wołająca wręcz o pomstę do nieba.  Najpierw ilustracja ze wspomnianej książki Samar Yazbek (s. 139):

Odeszłam od furgonetki, kiedy pojawiło się kilku młodych mężczyzn, żeby wnieść zwłoki do szpitala. Przy podnoszeniu spod prześcieradła wymknął się warkoczyk dziewczynki, a potem jej twarz. Dziecko, może czteroletnie, na nogach wciąż miało sandały, chociaż u jednej stopy nie było w ogóle palców. Tylko otwarte naczynia krwionośne i masa krwi. Pobiegłam do niosących dziewczynkę i spróbowałam przykryć jej okaleczoną nogę, podwijając materiał. Palce ubrudziłam sobie krwią.

– To szósta bomba beczkowa dzisiaj – stwierdził inny mężczyzna, przekrzykując hałas, gdy naprzeciwko nas wyrósł tuman pyły.

Ten sam helikopter zrzucał już siódmą bombę nad centrum miasta, po czym zawrócił i zrzucił następną. We wzbitym kurzu nie widzieliśmy siebie nawzajem.

– To piekło! – krzyknęłam i zaczęłam chodzić w kółko. Widziałam tylko pył. Grzmiący odgłos rozdzierał mi uszy

To opis skutków użycia bomb kasetowych, które pomimo zakazu prawa międzynarodowego produkują także polskie firmy. Ich odbiorcami się między innymi wszystkie strony konfliktu na Bliskim Wschodzie, a celem tej broni padają – często bardzo świadomie – cywile. We wstępie do książki „Przeprawa…”, zatytułowanym „Syryjska wojną domowa. Damasceńska Wielka Gra” Piotr Balcerowicz pisze (s. XXXVIII):

Wszystkie strony konfliktu [w Syrii] bez wyjątku dokonują masakr na ludności cywilnej, a jedynym ograniczeniem są możliwości techniczne (…) w konflikcie stosowana jest nagminnie… broń, której zakaz obowiązuje w prawie międzynarodowym od 1 sierpnia 2014 roku – amunicja kasetowa. Polska (grupa kapitałowa Bumar) pozostaje niechlubnym producentem tej amunicji i należy do grona kilku państw, które nie są sygnatariuszami tej konwencji i nie są związane tym zakazem.

Jakie są konsekwencje użycia broni można było zobaczyć w dokumentalnym filmie „W obronie dzieci Syrii”, który emitowała w Dzień Dziecka Jedynka. Broń kasetowa przeciwko szkołom szpitalom. Polska, obok Stanów Zjednoczonych, Chin i Rosji nie przejmuje się nie tylko głosem papieża Franciszka. Poprzednia i obecna władza w Polsce od lat ignoruje apele Stolicy Apostolskiej, jak choćby ten Benedykta XVI z 4 kwietnia 2009 roku:

W dziesięć lat od wejścia w życie konwencji o zakazie używania tej broni i po niedawnym rozpoczęciu składania podpisów pod konwencją zakazującą używania amunicji kasetowej, pragnę zachęcić kraje, które jeszcze tego nie uczyniły, by bez wahania podpisały tego typu ważne instrumenty humanitarnego prawa międzynarodowego, które od początku popiera Stolica Apostolska. Wyrażam również moje poparcie dla każdej inicjatywy, mającej na celu niezbędną pomoc ofiarom tej niszczycielskiej broni.

Jestem przekonany, że trzeba tę sprawę nagłośnić. Pośrednie, wyrażające się przez nie respektowanie konwencji międzynarodowej w sprawie broni kasetowej, wspieranie konfliktu na Bliskim Wschodzie, powiększa każdego dnia liczbę niewinnych ofiar oraz tych, którzy zmuszeni są do szukania schronienia także w Europie. Jednocześnie, aby nie kierować się jedynie złość na zło, powinniśmy prosić o ducha łagodności, tak jak modlił się św. Efrem Syryjczyk.

Duchu Święty, Boże, Miłości Przedwieczna Ojca i Syna!  Racz zesłać mi owoc miłości, abym Cię godnie kochał; radości, abym się napełnił świętą pociechą; pokoju, dla zupełnego ukojenia mej duszy; owoc cierpliwości, do cierpliwego znoszenia wszystkich doświadczeń. Udziel mi gorliwości w pracy i służbie Bożej; dobroci, która by mnie czyniła miłym dla wszystkich; mądrości, abym umiał unikać grzechów; łagodności, abym z pokorą przyjmował od moich bliźnich wszelkie zło. Ześlij mi owoc wiary, abym mocno wierzył słowu Bożemu; skromności, abym się zachowywał przykładnie we wszystkim; wstrzemięźliwości i czystości, abym zachował ciało w świętości, jaka należy się Twemu przybytkowi. Spraw, abym zachowując na ziemi czyste serce, zasłużył oglądać Cię w niebie i cieszyć się z Tobą na wieki. Amen

Być może w takim duchu modlą mnisi Syryjskiego Kościoła Ortodoksyjnego z klaszoru znajdującego się w Holandii. Gdy patrzą na swoich rodaków w Syrii – chrześcijan, jazydów i muzułmanów, po ludzku mogliby prosić o pomstę do nieba. Jednak wierni św. Efremowi Syryjczykowi – patronowi swojego klasztoru z pewnością zmagają się ze swoimi ludzkimi namiętnościami o to, by ostatecznie wytrwać w modlitwie o pokój, łagodność i miłosierdzie.