W ostatni czwartek, 30 czerwca, w siedzibie rzymskokatolickiej Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie, przedstawiciele Kościołów zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej i Konferencji Episkopatu Polski wspólnie podpisali przesłanie w sprawie uchodźców – http://ekumenia.pl/czytelnia/dokumenty-ekumeniczne/przeslanie-kosciolow-w-polsce-w-sprawie-uchodzcow/

Gościnności nie zapominajcie; przez nią bowiem niektórzy, nie wiedząc o tym, aniołów gościli. Pamiętajcie […] o uciskanych, skoro sami również w ciele jesteście (Hbr 13,2–3).

Tak żywe stały się słowa Chrystusa, które Kościół dziś słyszy w Liturgii Słowa: „Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał” (Łk 10,1-12.17-20). Pan posyła „we dwóch”, w jedności daru z siebie. Podzieleni chrześcijanie nadal nie mogą jeszcze razem sprawować Eucharystii. Jednak wspólna deklaracja ofiarowania siebie, być może z ograniczeniem swojego dotychczasowego bezpiecznego status quo i z podatnością na zranienie, zbliża ich do dnia, w którym zjednoczy ich całkowicie jeden eucharystyczny ołtarz. Zjednoczeniem we współczuciu wobec uchodźców chrześcijanie z rożnych Kościołów i wspólnot chrześcijańskich wyraźnie przybliżają nauczanie Tego, który ze względu na innych sam nie miał gdzie głowy schronić. Słysząc, że „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20, 35) mamy świadczyć, ze dar z siebie jest większy, niż lęk o własne bezpieczeństwo, które tak wyraźne podnoszą przeciwnicy przyjmowania uchodźców.

seventy_tissot

James Tissot (1836 – 1902)

Dar z siebie może oznaczać Krzyż. On ogranicza prawa i bezpieczeństwo, ale rozszerza serce. W Liturgii słyszymy dziś również wyznanie św. Pawła: „nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata”. Apostoł Paweł – Żyd wychowany w kulturze antycznej musiał przejść długą drogę przemiany od zgorszenia się Krzyżem i od jego pogardy do chlubienia się w Nim. W tym znaku odkrył, że „ani obrzezanie nic nie znaczy, ani nieobrzezanie, tylko nowe stworzenie”. A nowe stworzenie to nic innego jak wolność dania siebie innym. Krzyż wyzwala od skupienia na własnym bezpieczeństwie, pozwala przekroczyć lęk i przyciąga, tak jak Chrystus przyciągnął nas do siebie (por. J 12, 32).

Nie wystarczy chlubić się krzyżem jako znakiem zewnętrznym, redukując go do zewnętrznej manifestacji. W taki sposób Europa nigdy nie obroni chrześcijaństwa, choćby miała rozegrać jeszcze nie jedną taką bitwę jak pod Wiedniem. Bliskość Krzyża Chrystusa wymaga wewnętrznej przemiany według Ducha. Sam w sobie jest „prowokacją”. I tak jak niepokoił gorszących się Żydów czy wyśmiewających się pogan, tak wymierzony jest w nasz egoizm. Sprawując każdego dnia Eucharystię, gdy wypowiadam słowa „to jest Moje Ciało za Was wydane…”, jestem żywo zraniony. To co się dzieje na ołtarzu mocno mnie konfrontuje z moją naturalną, nieprzemienioną jeszcze skłonnością, by zadbać tylko o swoje, w tym także bezpieczeństwo. Ofiara Jezus nigdy nie oznacza odgrodzenia się od innych. Nie jest tym bardziej wymierzona przeciwko komuś, także przeciw uchodźcom, nawet jeśli są muzułmanami. Ukrzyżowany Chrystus, odrzucony i wzgardzony, świadomie przeżywa swoją ofiarę jako dar z siebie skierowany do każdego człowieka. Choć krzyż sam w sobie jest przekleństwem, o czym mówi teologia Starego Testamentu – „bo wiszący jest przeklęty przez Boga” (Pwt 21,22), to jednak miłość Chrystusa przekleństwo odwraca w błogosławieństwo. Chrystus konfrontując nas dziś z falą uchodźców uczy wyraźnie: „błogosławcie a nie złorzeczcie”. Gdy dla jednych krzyż staje się doświadczeniem Ducha, dla innych krzyż może pozostać znakiem czysto ludzkim, nawet jeśli ma zabarwienie religijne. Owocem zaś Ducha jest: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Gal 5,22). Jako znak zbawczego wydarzenia Chrystusa zaprasza do duchowej przemiany według Serca Tego, który nie trzyma się kurczowo swojego poczucia bezpieczeństwa, ale ze świadomością jego utraty idzie na krańce. Chrześcijanie  w podpisanym wspólnie przesłaniu chcą powiedzieć, że Duch w osobach uchodźców właśnie  wskazuje dziś krańce Kościoła. I jeśli chlubimy się Krzyżem Pana, to nasze serca nie mogą pozostać zamknięte w obawie o swoje.  W wywiadzie dla Przewodnika Katolickiego (24/2016) ustępujący nuncjusz papieski Celestino Migliore powiedział, że nasza otwartość musi przekraczać ramy cywilizacji:

Chrystus nie przyszedł, aby budować cywilizację, ale aby zbawić ludzi wszystkich kultur, różnych stylów życia i różnego sposobu myślenia. To, co się zowie cywilizacją chrześcijańską, nie jest niczym innym jak sumą efektów wtórnych, które wiara w Chrystusa wniosła przez wieki w te społeczności, które idą Jego drogą.

Robert Tekieli na łamach „Gazety Polskiej” wyraziście skrytykował papieża Franciszka i polskich biskupów za otwartość na uchodźców – wyznawców Islamu. W bardzo medialnie nośnie zatytułowanym tekście „Dialog maczety z szyją” ( http://www.gazetapolska.pl/34719-dialog-maczety-z-szyja) imiennie przywołuje do tablicy również moją osobę. Panie Robercie, często Pan podkreśla fakt swojego nawrócenia i przywiązaniu do wiary. To budzi szacunek, ale bez cienia złośliwości chciałbym Panu zwrócić uwagę, że zawdzięczamy swoją wiarę – i ja i Pan – m.in. św. Pawłowi, który nie bacząc na swoje bezpieczeństwo – wbrew logice, którą cechuje się sama wyłącznie roztropność,  poszedł do pogan w Rzymie, by „pozwolić” sobie ściąć tam głowę… dla Ewangelii. Gdyby poszedł za radami, w których Pan zaleca większą roztropność, to z pewnością nigdy by się nie nawrócił z prześladującego na prześladowanego. Ostatecznie, bardziej obawiając się sprzeniewierzenia głoszenia Ewangelii – „biada mi gdybym nie głosił ewangelii” niż utraty życia, poszedł na ówczesne krańce, do krainy pogan i barbarzyńców, którzy nie patyczkowali się z chrześcijanami przez dobre 300 lat.

Gdyby bł. Karol de Foucauld przestraszył się przystawionej do szyi maczety i nie został do końca na Saharze wśród muzułmańskich Tauregów musiałby wyrzec się słów, które kontemplował każdego dnia: „do końca ich umiłował”. Wisząca nad głową maczeta terroryzmu islamskiego nie odwiodła od wierności również braci trapistów z Tibhirine w Algierze. Miłość kazała im aż po śmierć wytrwać wśród ich muzułmańskich przyjaciół, którzy żyli wokół klasztoru i potrzebowali braci. Jezus chciał pozostać tam słyszalny nie tyle przez słowa ile bardziej przez miłosierdzie. Uchodźcy, a wśród nich także muzułmanie sami przybywają dziś do miejsc zamieszkanych przez chrześcijan, objęci są również pragnieniem  Chrystusa, który dziś wyznacza swoich uczniów w Europie i wysyła „ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał”.

Wspólne przesłanie chrześcijan w Polsce w sprawie uchodźców, pokazuje, że bezkompromisowość Kościoła nie dotyczy tylko aborcji czy in vitro. Abp Stanisław Gądecki podczas konferencji prasowej po podpisaniu wspólnego przesłania polskich chrześcijan podkreślił, że:

Nawet gdyby 60–80 proc. społeczeństwa było przeciwne uchodźcom, Kościół nie może powiedzieć jak politycy: „ludzie tego nie chcą, więc tego nie zrobimy.

Posłanym w świat chrześcijanom biada jeśli swoje ziemskie bezpieczeństwo wyniosą wyżej od współczucia wobec potrzebujących. Miłosierdzie jest obliczem Ewangelii. Jezus sam zatroszczy się o nasze bezpieczeństwo: „oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi”, jeśli my bardziej oprzemy się na roztropności opartej wpierw na miłosierdziu. Uzbrajając uczniów w ufność i nadzieję życia wiecznego, Chrystus mówi nam: „ Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów…”.