jean%20vanier1

Słyszymy w dzisiejszym fragmencie Ewangelii św. Łukasza, że gdy Piotr wyznał wiarę w Chrystusa jako Mesjasza Bożego (por. Łk 9,18-22), Nauczyciel „surowo im przykazał i napomniał ich [uczniów], żeby nikomu o tym nie mówili”. Skąd to zastrzeżenie? Chrystus miał świadomość, że wizja mesjańska jego uczniów nie wiele odbiega od powszechnych oczekiwań Izraela na objawienie się pełnego Chwały – także ziemskiej Lwa Judy. Jezus sam, przez swoje cierpienie, odrzucenie, śmierć i zmartwychwstanie, ukaże właściwą – przewidzianą przez Ojca i odsłonięta przez Ducha – wizję swojego Mesjaństwa na drodze uniżenia i pokory. Obawy Jezusa co do fałszowania Jego przesłania nie były bezpodstawne. W relacji ewangelii św. Mateusza, apostoł Piotr po wyznaniu wiary, próbuje „korygować” nakreśloną przez Mistrza odrzuconego i pozbawionego ziemskiej chwały Mesjasza  (por. Mt 16, 21-23), co spotyka się z bardzo ostrą reprymendą i wezwaniem, by apostoł naśladował nie własną lecz Boża wizję drogi Odkupiciela: „Idź za Mną, szatanie”.

Pokusa Piotra, by kreślić Chrystusowi wizję tego, w jaki sposób – na naszych warunkach – ma królować, dotyka wielu chrześcijan, o czym pisał papież Benedykt XVI w „Jezusie z Nazaretu” (cz. 1, s. 250):

Wiemy przecież, że przez całe wieki, także dzisiaj, chrześcijanie posiadający właściwe wyznanie wiary ciągle muszą być pouczani przez Pana, że we wszystkich pokoleniach Jego droga nie jest drogą ziemskiej władzy i chwały, lecz drogą krzyża. Wiemy i widzimy, że również dzisiaj chrześcijanie – my sami – bierzemy Pana na stronę, by Mu powiedzieć: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie!” (Mt 16,22). A ponieważ wątpimy, czy Bóg będzie bronił, próbujemy wszelkimi sztuczkami sami temu przeszkodzić. Dlatego i nam Pan musi od czasu do czasu powtarzać: „Zejdź mi z oczu szatanie! (Mt 8,33). I w ten sposób cała ta scena nie przestaje być niepokojąco aktualna. Bo u podstaw naszego myślenia ciągle pojawia się nie Objawienie, które powinniśmy przyjmować wiarą, lecz „ciało i krew”.

Echo tej pokusy dostrzec można m.in. w żądaniach tzw. ruchów intronizacyjnych w Polsce, które początkowo domagały się ogłoszenia Chrystusa Królem Polski. Przewodniczący Zespołu ds. Ruchów Intronizacyjnych bp Andrzej Czaja, w komunikacie prasowym Zespołu ds. Ruchów Intronizacyjnych w sprawie Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana (http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,27511,komunikat-biskupow-ws-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana.html), pisze:

(…) ogłaszanie Chrystusa Królem Polski byłoby aktem politycznym i oznaczałoby pomniejszenie Jego godności i ograniczenie Jego posłannictwa, Jego panowania i władzy. Stwierdzono też, że wołanie o uznanie Chrystusa Królem wyraźnie obecne w objawieniach prywatnych Rozalii Celak (bez jednak mówienia o Chrystusie jako Królu Polski), ma solidne podstawy biblijne i szerokie rozwinięcie w nauczaniu Kościoła, szczególnie w encyklice „Quas Primas” Piusa XI i jako takie nie może być dalej lekceważone. Zrezygnowano jednak ze słowa „intronizacja”. Uznano bowiem, że może być błędnie rozumiane, w znaczeniu dodania Jezusowi władzy, albo wyniesienia Jezusa na tron. Natomiast mówienie o „przyjęciu Jezusa jako Króla i Pana” bynajmniej nie umniejsza ani Jego królewskiej chwały, ani naszego pragnienia dobrowolnego poddania Jego panowaniu siebie samych, naszych rodzin i całej naszej Ojczyzny.

Episkopat Polski akcentuje więc wymiar przyjęcia a nie naszego ziemskiego „reżyserowania” Królowania Chrystusa. On sam odsłonił swoje ziemskie panowanie,  intronizując w tajemnicy Krzyża, czyli na drodze służby i ofiary dla braci. Przyjęcie Jego królowania, do którego zaproszony jest Kościół w Polsce na zakończenie Jubileuszowego Roku Miłosierdzia, wyrazić się ma przede wszystkim przed naśladowanie Krzyża. Po wyznaniu wiary przez Piotra, Chrystus wyraźnie zaprasza również swoich wyznawców:

Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? (Łk 9, 24-26).

Innym błędem niektórych środowisk intronizacyjnych jest triumfalistyczne rozumienie obecności Kościoła w świecie. Fałszywie interpretując królowanie Chrystusa w świecie domagają się świeckich praw dla Kościoła w Jego ziemskiej drodze. Czyż to nie jest pokusa pójścia inną drogą, niż Droga Krzyżowa? Sprzeniewierzenie się Krzyżowi, przez Jego banalizowanie i instrumentalne traktowanie, bez wyraźnego akcentu na pokornej służbie Kościoła ziemskiego dla zbawienia braci, może skutkować zamknięciem się na udział w rzeczywiście Boskiej a nie ludzkiej chwale dzieci Kościoła: „Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów” (Łk 9, 27).

Dostrzegając realne lekceważenie ziemskich struktur Kościoła, które przecież nie jest niczym nadzwyczajnym skoro lekceważono Jego Pana i Króla, wielu chrześcijan jest kuszonych inną wizją Mesjasza, która miałby zabezpieczyć „święty spokój” Kościoła w świecie. Benedykt XVI w Jezusie z Nazaretu pisał także:

Barabasz był postacią mesjańską. Wybór: albo Jezus, albo Barabasz nie był przypadkowy; naprzeciw siebie znalazły się dwie postacie mesjańskie, dwie formy mesjanizmu. Staje się to jeszcze wyraźniejsze, jeśli zwrócimy uwagę na to, że „Bar-Abbas” znaczy „syn ojca”. Jest to typowo mesjańskie określenie, kultowe imię wybitnego przywódcy ruchu mesjańskiego. Przywódcą ostatniej wielkiej mesjańskiej wojny Żydów w roku 132 był Bar-Kochba – „Syn Gwiazdy”. Jest to taka sama konstrukcja imienia, wyrażająca ten sam cel. Od Orygenesa dowiadujemy się innego jeszcze interesującego szczegółu: w wielu rękopisach Ewangelii, aż do trzeciego wieku, człowiek, o którego tu chodzi, nazywał się „Jesus-Barabbas” – „Jezus syn ojca”. Wygląda to tak, jakby był sobowtórem Jezusa, który na inny sposób wysuwa te same roszczenia. Zatem wyboru trzeba dokonać między Mesjaszem, który toczy walkę, przyobiecuje wolność i własne królestwo, i owym tajemniczym Jezusem, który głosi utratę samego siebie jako drogę do życia. Czy to dziwne, że masy dały pierwszeństwo Barabaszowi? (…) Czy jednak my wszyscy ciągle nie mówimy Jezusowi, że Jego orędzie prowadzi do przeciwstawiania się panującym poglądom, a w konsekwencji naraża na niebezpieczeństwo porażki, cierpienia i prześladowania? Chrześcijańskie cesarstwo lub świecka władza papieża nie stanowią już dziś pokusy. Jednak ukazywanie chrześcijaństwa jako recepty na postęp i ogólny dobrobyt, uważane za właściwy cel wszystkich religii, a więc i chrześcijaństwa, to nowa postać tej samej pokusy.

Biskupi Polscy we wspomnianym komunikacie dotyczącym jubileuszowego aktu przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana apelują „byśmy wszyscy podjęli trud solidnego przygotowania”. W tym przygotowaniu każdy ochrzczony, ale i cały Kościół w jego ziemskich strukturach i drodze, musimy sobie odpowiedzieć, czy nasze poddanie się królowaniu Chrystusa jest tożsame z przyjęciem w sobie, przez swoją osobę i wspólnoty, służbą w uniżeniu a nawet w możliwości odrzucenia przez świat? Czy jesteśmy gotowi, bez cienia żalu i pretensji do świata, że Bóg posługuje się nim, by nas wierzących „ociosać i wygładzić”? Niejednokrotne – przyznajmy – wolimy się bardziej zatrzymać się jednynie na aroganckim ociosywaniu i wygładzaniu innych i świata. Wspominany dziś w Kościele św. Ojciec Pio pisał w czytanym dziś w Liturgii Godzin swoim Liście jednak  o nas wierzących:

Dusza zaś przygotowana do królowania wraz z Chrystusem w niebieskiej chwale winna być wygładzona uderzeniami młota i dłuta, którymi posługuje się Boski Budowniczy, aby przygotować kamienie, czyli wybrane dusze. A czym są owe ciosy młota i dłuta? Są to ciemności, moja siostro, obawy, pokusy, boleści duszy i duchowe lęki, zdradzające jakąś chorobę, oraz udręki ciała (…) Pragnę, abyście wraz z Jezusem na krzyżu oddali ducha i wraz z Nim wykrzyknęli: „Wykonało się”.

Nie chcąc zatrzymać się jedynie na słownym i deklaratywnym akcie przyjęcia Królowania i Panowania Chrystusa na zakończenie Roku Miłosierdzia w Niedzielę Chrystusa Króla, zaplanowaliśmy w naszej szczecińskiej parafii św. Dominika zbiórkę na rzecz upośledzonych chłopców i ich nowy dom w Broniszewicach, prowadzony przez nasze Siostry Dominikanki. Chrystus z pewnością pragnie właśnie takiego Swojego wywyższenia w niezawinionej biedzie i cierpieniu tych dzieci i każdego przygniecionego biedą, odrzuceniem, wojenną tułaczką, grzechu… człowieka.

06a700b4-2b67-4831-8806-416a85075d7f

chłopcy z Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży prowadzonego przez Siostry Dominkanki w Broniszewicach

Jeśli ktoś chciałby wesprzeć Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr św. Dominika, podaję stronę: http://broniszewice.dominikanki.pl/kontakt/