Przygrywaliśmy wam, ale nie tańczyliście, biadaliśmy, a wyście nie zawodzili…
(Mt 11, 16-19)
Po raz pierwszy przeczytałem Żółty zeszyt św. Teresy z Lisieux na krótko przed wstąpieniem do zakonu. Byłem pod wielkim wrażeniem. Wcześniej zafascynowało mnie spojrzenie Teresy, które wyłoniło się z jej zdjęć. Pisałem kiedyś o tym na starym blogu, jeszcze przed zmianą graficzną dominikańskiej strony. Ale jedna rzecz budziła mój sprzeciw i nierzozumienie. Teresa przyrównuje siebie do piłeczki w rękach Boga, którą Ten, gdy już się znudzi rzuca w kąt. Przerażające! Stawiało to Boga w moich oczach w okrutnym świetle.
4a2af4ca-56a8-40ae-8087-16856d81da7b
syryjskie dzieci w Aleppo
Na szczeście, Teresa przyszła z pomocą, dając mi do zrozumienia, że nie chodzi jej o dowolność i kaprys w podejmowanych przez Boga decyzji, ale o całkowite zaufanie Jemu. W Jego ręku jestemy bowiem bezpieczni:
A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima,
na swe ramiona ich brałem;
oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich.
Pociągnąłem ich ludzkimi więzami,
a były to więzy miłości.
Byłem dla nich jak ten, co podnosi
do swego policzka niemowlę –
schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go (Oz 11, 3-4)

Umieć z Bogiem zachować ten sam rytm w zabawie: razem śmiać się i zawodzić. O tym też jakiś czas temu pisałem na blogu:

Zabawa w chowanego

To między innymi w Aleppo Bóg dziś śmieje się i zawodzi. Najczęściej jednak – niestety – idzie w tany ze śmiercią, podejmując jej żałobne rytmy i dzwięki.
syria
foto dzieci z Aleppo ze strony: http://caravandaily.com/portal/unicef-calls-for-securing-syrian-childrens-future/
Bóg ukryty w tych najmniejszych jest jak piłeczka w ludzkich rękach, rzucany z kąta w kąt czy wręcz pozostawiony z z zimną obojętnością…. Żeby zachować swoją wrażliwość i sukryćlęk, wielu moich rodaków woli tam – w Aleppo – nie szukać Boga i Go nie zauważać.  Jego ewangelia jednak nie przestaje być rozsyłanym do końca tego świata zaproszeniem do wspólnego z Nim, w naszym i Jego człowieczeństwie, zawodzenia i śmiechu.