(…) abyśmy wszyscy głębiej pojęli, jak wielki jest chrzest, przez który zostaliśmy oczyszczeni, jak potężny jest Duch, przez którego zostaliśmy odrodzeni, i jak cenna jest Krew, przez którą zostaliśmy odkupieni (…)

– z kolekty w II Niedzielę Wielkanocną

 

Muszę przyznać, że co roku buntuję się trochę wobec faktu niewspółmiernej egzaltacji Niedzielą Miłosierdzia kosztem samej Paschy. A przecież dzisiejsza niedziela to przede wszystkim ósmy dzień oktawy Jedynego Dnia Zmartwychwstania Chrystusa. To nie jest jakieś inne święto, które miałoby wskazywać na nową tajemnicę w stosunku do tej, która wypełnia Dni Triduum Paschalnego i Oktawy Zmartwychwstania.  Myślę, że przesłanie Pana Jezusa przekazane św. Faustynie i ustanowiona przez św. Jana Pawła II Niedziela Miłosierdzia są zaproszeniem, by zanurzyć się w dostępnym od dawna źródle. Parafrazując słowa skierowane do św. Tomasza apostoła, które słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, Jezus pragnie do każdego z nas powiedzieć: „Podnieś rękę i zanurz ją w źródle miłosierdzia. Bądź wierzącym!”.

Źródło Miłosierdzia wartkim strumieniem zaczęło się rozlewać już w Wielki Czwartek. W tym roku, wśród 12 osób (mężczyzn i kobiet), którym obmywałem stopy był także bezdomny. Chciałem w ten sposób podziękować moim braciom i siostrom ze Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej spotykającej się przy naszym klasztorze, którzy od pół roku służą obecnością, słowem i konkretną pomocą bezdomnymi Sióstr Miłosierdzia św. Matki Teresy z Kalkuty. Miłosierdzie tego wielkoczwartkowego gestu wyraża się zapewnieniu, że Chrystusie wyzwala nas z wszelkiej bezdomnści, że nikt jest pozostawiony sam sobie. Nawet w zdradzie Judasza było „ światło, które wychodziło od Jezusa i przeniknęło do duszy Judasza, nie zgasło całkowicie”, jak pisze Benedykt XVI w „Jezusie z Nazaretu”. I On i Piotr, który się trzykrotnie zaparł (wyparł, odepchnął) Mistrza, w geście obmycia nóg zostali bezwarunkowo przyjęci przez Jezusa. Nie bądź zatem niedowiarkiem lecz głęboko wierz w to, że w każdej twojej samotności, odrzuceniu, poczuciu klęski, niezrozumienia i nieprzyjęcia Twoja obcość i przechodniość została pokonana przez Chrystusa. Jesteś domownikiem Boga! (por. Ef 2, 19). W Trzeciej Modlitwie Eucharystycznej modlimy się m.in. tymi słowami: „W miłosierdziu swoim, o dobry Ojcze, zjednocz ze sobą wszystkie swoje dzieci rozproszone po całym świecie”. Miłosierdzie zbiera to, co rozpierzchnięte w nas i miedzy nami.

W Wielki Piątek rozeszło się skutecznie, wprawdzie cicho i pokornie, po całym kuszonym przez rozpacz świecie miłosierne i dobre Słowo Boga, które Jezus wypowiedział z Krzyża: „Pragnę”. To jedno słowo Matka Teresa z Kalkuty nakazała umieścić w każdej kaplicy sióstr i w noclegowniach dla bezdomnych. I gdy sama przez tyle lat w samotnym krzyku wyznawała: „wołam. lgnę, pragnę – nie ma Nikogo, kto by mi odpowiedział…”, musiało jej wystarczyć to jedno miłosierne i ocalające Słowo „Pragnę”. Ono wydobywało się konkretnie z ust porzuconych i niechcianych biedaków. Temu uosobionemu „Pragnę” mogła okazać i sama przyjąć bliskość i czułość Boga.

Wielka Sobota, choć zakłócona przez nadmierny przedświąteczny aktywizm – także niestety duszpasterski, to jednak był dzień wielkiej ciszy. Prowokowała ona do konfrontacji z tym wszystkim w nas, co w nas oddalone, obumarłe i zamknięte, by ostatecznie do naszej duchowej, psychicznej czy emocjonalnej pustki – otchłani mógł wstąpić Chrystus.  Ten dzień nas zapraszał do uwierzenia, że

Bóg nie jest tylko słowem, które możemy zrozumieć…, ale jest także On utajonym, niedostępnym, a niezrozumiałym podłożem które kryje się przed naszym wzrokiem … I tylko wtedy, gdy doświadczymy Jego milczenia, możemy ufać, że usłyszymy także Jego słowa, które głosi w milczeniu ( J. Ratzinger, „Wprowadzenie w chrześcijaństwo”.

W tym roku Paschę przeżywałem z poczuciem dużej pustki.  Zmęczenie i przeziębienie z pewnością nie były moimi sprzymierzeńcami. Ale przede wszystkim widziałem swoje nieprzygotowanie na te dni, zabieganie, nerwowość, niedowierzanie… Jak w wyraźnym lustrze musiałem skonfrontować się z całą „niesympatycznością” własnego wizerunku ujawniającego się w relacjach z braćmi. Mi samemu trudno było być z moimi pretensjami, niezadowoleniem, narcystycznym smuteczkiem. Zaglądając w siebie widziałem grób. „Pomimo drzwi zamkniętych” (uczniowie przebywali w „grobie” jeszcze po zmartwychwstaniu) próbowałem wiarą widzieć w sobie, jak w Grobie Pańskim, Obecność – Chrystusa. Delikatnie przebijały się do mnie słowa ze „Starożytnej homilii na Świętą i Wielką Sobotę”, choć i jej przeczytanie na Ciemnej Jutrzni wywołało we mnie wyraźne niezadowolenie i kąśliwe pomruki.  Pomimo mojego oporu dochodził do mnie miłosierny głos:

Oto teraz mówię tobie i wszystkim, którzy będą twoimi synami, i moją władzą rozkazuję wszystkim, którzy są w okowach: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło! Tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie! Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, wyjdźmy stąd! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie, jako jedna i niepodzielna osoba.

To była Pascha, w której nie jedne drzwi były we mnie zaryglowane. Ale miłosierdzie jest cierpliwe i nie nuży sie naszym oporem. „Jeśli chcesz” … przyjdzie za darmo. Chrystus przychodzi mimo drzwi zamkniętych. On

przeszedł przez bramę naszej ostatecznej samotności… przez swoją mękę zstąpił w otchłań naszego opuszczenia. Tam, gdzie nie może nas już dosięgnąć żaden głos, tam jest On. Przez to piekło zostało przezwyciężone albo, mówiąc dokładniej, śmierć, która dotąd równała się piekłu, już nim nie jest. Jedno i drugie już nie są tym samym, bo w samej śmierci jest życie, ponieważ w niej samej jest miłość (…) Brama śmierci stoi otwarta, odkąd w śmierci zamieszkało życie: miłość

– jak pięknie napisał  J. Ratzinger we  „Wprowadzeniu w chrześcijaństwo”.

Jezus przychodzi mimo drzwi zamkniętych, ale z wieczernika Kościoła może wyjść do świata już tylko za naszym przyzwoleniem. Potrzebuje otwartych drzwi umysłów i serc chrześcijan. On „modli się” do nas zalęknionych i niepewnych, modli się w swoim żywym Kościele i prosi go:

Wierzę w twą dobroć a czułość twoja jest mi niezbędna

Więc mnie wysłuchaj, serca niepokój w nadzieję przekuj

To ma modlitwa o ciebie i twa na wieki wieków…

Myśl gorejąca, myśl współczująca przed drzwi twych progiem

Więc drzwi odemknij, jeśteś człowiekiem – ja jestem Bogiem

– jak pisał dla Stanisławy Celińskiej ś.p. Wojciech Młynarski.

 

Biskupi polscy w Liście Pasterskim na ochodzoną dziś Niedzielę Miłosierdzia dziękują za otwarte drzwi polskich rodzin dla syryjskich rodzin i proszą o miłosierne otwarcie kolejnych:

Obecny rok poświęcony jest osobie św. Brata Alberta, szczególnego patrona i świadka miłosierdzia. Jego życie, a zwłaszcza życiowa dewiza: „być dobrym jak chleb”, stanowi dla nas inspirujący przykład urzeczywistniania w praktyce miłosierdzia (…) Wszyscy jesteśmy wstrząśnięci dramatem trwającej od ponad 6 lat wojny w Syrii. Wskutek tego konfliktu ponad 13 mln ludzi, w tym 6 mln dzieci potrzebuje pomocy humanitarnej. Wśród wielu inicjatyw pomocy cierpiącym jest realizowany przez Caritas Polska (…) program Rodzina Rodzinie, który umożliwia materialne wsparcie konkretnej syryjskiej rodziny. Dzięki zaangażowaniu pojedynczych osób, a także całych rodzin, instytucji, wspólnot zakonnych i parafialnych wspieranych jest już ponad 2000 syryjskich rodzin. Każdy z nas ma wciąż możliwość włączenia się do grona pomagających. Niech to szczególne dzieło będzie naszą konkretną odpowiedzią na los rodzin, tak boleśnie dotkniętych dramatem wojny.

p.s. na zdjęciu Ikona Jezus Miłosiernego malowana na warsztatach ikonopisania (IV-VI 2016) w pracowni Drogi Ikony prowadzonych przez o. Mateusza Orłowskiego SJ (fot. Mateusz Orłowski SJ)