Dopiero w mocy Ducha uczniowie nabierają mocy, by wstać i pójść (z gr. anastasis – άναστάντες, czyli „podnosić się”, „wznosić, „doprowadzić do życia”, „pojawiać się, a nawet „wstać i iść”), już bez obawy o własne życie, aby „pozyskiwać sobie uczniów we wszystkich narodach” (por. Mt 28, 19 w  tłumaczeniu Biblii Towarzystwa św. Pawła).

Ewangelizowanie świata kojarzy się głównie ze słowem. Papież Franciszek w homilii wygłoszonej w kaplicy św. Marty 4 maja zwrócił uwagę, że głoszenie związane jest wpierw ze słuchaniem. Skoro mam i chcę głosić, to powinienem wiedzieć komu. Dobrze jest znać „co dźwięczy” w sercu słuchaczy, co ich niepokoi. Franciszek mówił:

Aby ewangelizować trzeba «wstać i iść». [Anioł] nie mówi: «siedź dalej, spokojnie w swoim domu», nie! Kościół, by pozostawać wiernym Panu, musi stać mocno na ziemi i być w drodze: «wstań i idź». Kościół, (który nie wstaje z miejsca i nie wyrusza w drogę, choruje (…) Wszyscy ludzie noszą niepokój w sercu, dobry lub zły, ale ten niepokój istnieje. Wsłuchaj się w ten niepokój. [Duch] nie mówi: «Idź i uprawiaj prozelityzm». Nie, nie! Mówi: «Idź i wysłuchaj». Słuchanie jest drugim krokiem. Pierwszym «wstań i idź», a drugim «słuchaj». Ta zdolność słuchania: co czują ludzie, co przeżywa ich serce, o czym myślą… Czy myślą o niewłaściwych sprawach? Ależ ja właśnie chcę wysłuchać tych niewłaściwych rzeczy, by dobrze zrozumieć, gdzie jest niepokój. Wszyscy nosimy niepokój w swym wnętrzu. Drugim krokiem Kościoła jest odkrycie ludzkich niepokojów”

Muszę przyznać się, że choć jestem po doświadczeniu grup charyzmatycznych, to mam pewną awersję do hałaśliwych, ulicznych ewangelizacji. I zdarzało mi się, że na ich widok, omijałem je szerokim łukiem. Nie podważam ich sensu, ale niekiedy wydaje mi się, że jest to głoszenie „na oślep”. Na ulicach są bardzo różni ludzie. Z bardzo różnym doświadczeniem życiowym i wrażliwością. Jeśli łaska, a więc i głoszenie w Duchu Świętym Dobrej Nowiny, buduje się na naturze, to głoszący musi „spotkać” tego, komu głosi. Spotkać, czyli wysłuchać i zrozumieć. Ogólne prawdy muszą być przełożone na „język” konkretnej osoby, a Ewangelia musi „rymować” się z niepowtarzalnym niepokojem spotkanej osoby. Hasło „Jezus Cię kocha” – w swej treści najgłębsze, na ulicy morze brzmieć banalnie, infantylnie. Głoszący czy jeszcze bardziej spowiednik powinien zadać sobie trud słuchania, by wiedzieć „kogo” Jezus kocha, a nie tylko wypowiedzieć „swoje”.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus dopowiada. Nie tylko „wstań i idź”, aby wysłuchać. Idź – „jesteś posłany” by obmywać stopy – „lizać rany współcznesnego człowieka”, jak powiedział kiedyś dominikanom kardynał Stefan Wyszyński. Ewangelizacja przez służbę. To najtrudniejszy rodzaj głoszenia, bo wpierw skierowany do tych, z którymi jesteśmy na co dzień. Łatwiej jest głosić na ambonie czy w tłumie na ulicznej ewangelizacji. Najtrudniej głosić Ewangelię „swoim”. Nasze dominikańskie konstytucje przypominają, że wpierw mamy sobie głosić w klasztorze. Nie przypadkowo Jezus wysyłał uczniów po do dwóch. Zanim dotarli ze Słowem „na krańce świata”, w drodze – zmęczeni sobą nawzajem, musieli sobie ogłosić…. dobrą, cierpliwą, współczującą, przebaczającą i znoszącą siebie nawzajem… Nowinę o Królestwie. Wśród braci, wśród najbliższych najbardziej wyraźnie widać, że słowa mogą być puste i na wyrost. Głosić, czyli służyć komuś, kogo „się zna” – zna się jego przywary, ciemności, grzechy… jest trudnym wyzwaniem. Wymaga pokory i walki ze zniechęceniem.

Wołając o Ducha, który daje nam odwagę, by „wstać i iść”, musimy wołać o jako wysłannicy Boga potrafili słuchać, a potem w geście mandatum objąć, obmyć i pocałować to wszystko , co wstydliwe i skrywane w ciemności. Jezus nie cofa się przed tym gestem, gdy widzi przed sobą nie tylko Piotra, który się zaprze, ale i Judasza, który zdradzi. Jakże to dalekie od reakcji nas chrześcijan wobec nie zawsze przychylnego, ale i wrogiego świata. Papież Benedykt XVI w „Jezusie z Nazaretu” pisze:

Jezus wyświadcza swym uczniom usługę niewolnika, „uniża samego siebie” (Flp 2,7)… w geście przeciwstawnym do gestu Adama, własnymi siłami sięgającego po boskość, Chrystus postąpił odwrotnie: ze swej boskości zstąpił w człowieczeństwo, „przyjął postać sługi” i stał się posłusznym aż do śmierci na krzyżu (zob. Flp 2,7–8) – wszystko to uwidoczniło się tutaj w jednym geście. W symbolicznej czynności Jezus ukazuje całość swej służby dla zbawienia. Wyzbywa się swego boskiego blasku, klęka niejako przed nami, obmywa i wyciera nasze brudne stopy, aby nas uzdolnić do wzięcia udziału w weselnej uczcie Boga. Paradoksalne sformułowanie Apokalipsy, zgodnie z którym zbawieni swe szaty „w krwi wybielili” (Ap 7,14), znaczy, że tym, co nas oczyszcza i obmywa, jest posuwająca się aż do końca miłość Jezusa.

Pierwszy krok: „wstań i idź”, drugi: „słuchaj”, a trzeci: „służ”. Te kroki uczynione wpierw sprawiają, że Słowo ma przygotowany grunt, by mogło być przyjęte przez – dla nas nieznanego, ale znanego już wcześniej i ukochanego przez Boga.