W 1924 roku w trakcie swojej pielgrzymki do Rzymu w 1924 pastor Dietrchich Bonhoefer notował w swoim dzienniku:

Niedziela Palmowa była pierwszym dniem, w którym zrozumiałem coś z rzeczywistości katolicyzmu, nie chodzi przy tym o coś romantycznego ani o cokolwiek tym rodzaju, ale raczej o to  jak sądzę – że zacząłem rozumieć pojęcie „Kościół” (…) Powszechność Kościoła była doskonale widoczna. Członkowie zgromadzeń zakonnych, o kolorze skory: białym, czarnym, żółtym – wszyscy w kapłańskich szatach, zjednoczeni w Kościele. Naprawdę wydaje się to ideałem.*

Pastor aż po męczeńską śmierć w 1944 roku był świadkiem powszechności Kościoła. Do ostatnich swoich dni jasno wyrażał swój sprzeciw wobec nasilających się w niej wystąpięń asnysemickich i rugowania ze wspólnoty Kościoła luterańskiego w Nieczech wyznaców pochodzenia żydowskiego.  Jako przedstawieciel tzw. „Kościoła wyznającego” wprost występował przeciwko jednej z wielkim obrazobórczej herezji, według której narodowi przypisuje się boskie atrybuty i oddaje mu się taką wręcz cześć.

W wydanym w ostatnim dniach wywiadzie dla wydawnictwa WAN, zatytułowanym „Kościół katoludzki. Rozmowy o życiu z Ewangelią”, Prymas Polski abp Wojciech Polak niepokoi się i odważnie zwraca uwagę:

Nacjonaliści mają już oddanych, identycznie myślących duszpasterzy. Są przyjmowani w kościołach, w najważniejszych sanktuariach Polski. To jest nasz, jako Kościoła, grzech zaniedbania. Nie mamy ludzi, którzy byliby gotowi iść, stanąć przed nacjonalistami i odważnie zmierzyć się z wyzwaniem. Nie tak, jak niektórzy ich obecni duszpasterze, którzy często – muszę to powiedzieć szczerze, z wielkim bólem – tylko przyklaskują herezji.**

Obchodzimy dziś w Kościele Niedzielę Dobrego Pasterza. Chrystus, jak wyznajemy, w jednej swojej Osobie posiada dwie natury: boską i ludzką. Tę podwójność możmy dostrzec również w ewangelicznym obrazie Pasterza i Baranka. Jego Wcielenie było zasadniczą katechezą o doskonałej empatii i utożsamieniu się w Nim Boga z człowiekiem Jak pisał pastor Bonhoefer: „Bóg nie każe nam iść żadną drogą, której by On sam nie przemierzył i na której by nie szedł przed nami”. Dobry Pasterz szedł więc droga owiec.

Przywołam tutaj przepiękną scenę z mojego jesiennego pobytu w Rzymie. Via Appia Antica i Appia Pignateli, czyli ostatni dzień moich rzymskich spacerów. Okolice, które zachowały poniekąd swój starożytny klimat, rozciągnięte między kościołem Quo Vadis a kościołem św. Urbana przerobionego z antycznej świątyni. Wśród zieleni i ruin nagle zaskoczyło i otoczyło mnie prowadzone przez pasterza stado owiec, które tak dumnie zdobią starożytne mozaiki w rzymskich bazylikach, jak ta w kościele św. św. Kosmy i Damiana na Forum Romanum. Ów pasterze to może sam św. Piotr, którego wg tradycji wyrażonej m.in. w powieści Sienkiewicza Dobry Pasterz na tej rzymskiej drodze miał zapytał „Quo vadis?” Zawstydzony pytaniem Mistrza wraca do Rzymu, by owce Pana prowadzić łagodnie i pewnie aż po męczeństwo.  A owce to może dusze licznych pierwszych chrześcijan spoczywających tu pod ziemią w katakumbach?

 

Piotr mógł mieć opory wobec Rzymu. Dla niego, wychowanego w małym i zamkniętym środowisku galilejskiego świata, Rzym z pewnością wydawał się obcy, hałaśliwy i zepsuty. Jak wiemy z Dziejów Apostolskich, Piotrowi na początku bardzo trudno było przyjąć powszechną wizję mesjanizmu i przekroczyć żydowski zbawczy ekskluzywizm. To apostoł Paweł, jednocześnie wychowany w łonie i przedstawiciel ortodoksyjnego judaizmu ale także wykształcony w obrębie grecko-rzymskiej kultury obywatel Rzymu, musiał przekonywać Piotra do tego, o czym dziś słyszymy w Ewangelii:  „Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić”

Za przyzwoleniem ks. Andrzeja Lutra, pozwalam sobie tu umieścić jego komentarz:

Świętej pamięci arcybiskup Józef Życiński napisał kiedyś***, że „trzeba mieć w sobie entuzjazm dobrego pasterza, by podjąć niepragmatyczną decyzję o pozostawieniu całego stada po to, by skutecznie szukać jedynej zagubionej owcy. Za tym ryzykiem może przecież ukrywać się zrozumiały psychologicznie lęk przed utraceniem dorobku całego życia. Trzeba więc nadzwyczajnego szacunku dla zabłąkanej owcy, by zdobyć się na równie radykalny krok. Chrystus uczy podobnego stylu. Jego wyjście poza prostą arytmetykę szkód i zysków inspirowane jest pragnieniem, by ratować, zbawiać, kochać”. I znać wszystkich „po imieniu”, to znaczy szanować odmienność, inność. I to jest ta brama, którą proponuje swoim wyznawcom Zbawiciel, a szczególnie pasterzom. Kiedy jednak wdzieramy się inną drogą, ideologiczną, podstępną, nieprawdziwą, koniunkturalną, zakłamaną, pełną hipokryzji i udawanego zatroskania o owce….. stracimy wszystkich, a szczególnie tych najwrażliwszych. A On pragnie, żeby w tym „innym świecie”, którego na razie nie znamy, nastała jedna owczarnia, jeden pasterz, a „tu i teraz” powinniśmy się starać, robić wszystko, żeby do tej ostatecznej wspólnoty zbliżać się na tym świecie, który znamy. Powinniśmy, tymczasem…

Dobry Pasterz, który stał się barankiem paschalnym, uosabia każdego poznanego, czyli ukochanego przez Ojca człowieka jako dziecka: „Życie moje oddaję za owce (…) Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca”. Jeśli każdego człowieka, to owo poznanie , tj. ukochanie i oddanie życia dokonuje się w spotkaniu i dialogu z drugim, czyli totalnie innym. To właśnie w spotkaniu z nami, czyli tylko w tej inności natury i doświadczenia, Baranek zabity żyjący na wieki „Godzien jest wziąć księgę i jej pieczęcie otworzyć, bo został zabity i nabył Bogu krwią twoją [ludzi] z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu, i uczynił ich Bogu naszemu królestwem i kapłanami, a będą królować na ziemi” (por. Ap 5, 9-10).

Jutro obchodzimy Uroczystość św. Wojciecha, czeskiego biskupa i męczennika. Bogu niech będą dzięcki za to, że nie pozwolił zamknąć swojej misji w plemiennych sporach czesko-polskich, ale jako dobry tzn. ewangeliczny pasterz, duchowo ukształtowany przez benedytkynów na rzymskim Awentynie, swoim życiem wygłosił katechezę o powszechności Kościoła i umocnił więź naszego młodego Kościoła z Rzymem i papieżem. Czy Kościół w Polsce dziś daje wystarczające świadectwo powszechności misji chrześcijaństwa? Czy wystarczająco umacnia w swym wiernych wiarę, że to Duch Pana przyprowadził Franciszka do Rzymu, by umacniał owce już zgromadzone w Kościele a te „inne” odnajdował ?

 

 

* Eric Metaxas, „Bonhoefer. Prawy człowiek i chrześcijanin przeciwko Trzeciej Rzeszy”, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2012, s. 66.

** Abp Wojciech Polak, Marek Zając, „Kościół katoludzki. Rozmowy o życiu z Ewangelią”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2018.

***Abp Józef Życiński, „Dobry Pasterz w smokingu”, Tygodnik Powszechny 19.06.2007https://www.tygodnikpowszechny.pl/dobry-pasterz-w-smokingu-136959