„Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie…” Mk 6, 31

Do głoszenia Pan Jezus posyła nas po dwóch, o czym słyszeliśmy w Ewangelii tydzień temu. Ale bynajmniej sens nie jest ukyty i nie leży w sukcesie tego głoszenia, ani tym bardziej bezsens nie tkwi w porażce posłanych. SENS JEST SPOZA CZŁOWIEKA, dlatego Pan Jezus posyła nas – uczniów osobno, na pustkowie, by SZUKAĆ SENSU, KTÓRY PRZYCHODZI. Nikt nas także nie zastąpi w znajdowaniu sensu. Jeśli nie znajdziemy go poza sobą, pogubimy bezsensownie siebie i tych, którzy sami przychodzą jak „owce nie mające pasterza (SENSU)” w swoim życiu. Zlitować się nad innymi, to pomóc im w drodze ku odnalezieniu sensu.

Natalia Rusiecka, Drugi dzień stworzenia, 2017

 

„Sens jest czymś najbardziej pierwotnym – był na początku. A wszystko, co wypływa z tego początku, jest sensowne, ponieważ przynależy do Boga (…) na początku był Sens – Sens był u Boga i Bogiem był Sens… Był i nie przestał być, pomimo całego zła człowieka i świata. Sens „rozbił namiot” i zamieszkał wśród nas. SENS JEST SPOZA CZŁOWIEKA, ALE PRZYCHODZI DO NIEGO. Jest takie niezwykłe zdanie Edyty Stein: „Jestem pusta, ale otwarta”. Myślę, że można interpretować je w taki oto sposób: chociaż odczuwam pustkę, dojmujący brak sensu, to jednak nie zamykam się w tym doświadczeniu. A moje otwarcie może wreszcie sprawić, że również w tym braku sensu zobaczę w końcu sens. […] Trzeba być zakorzenionym w doświadczeniu sensu. Trzeba mieć samemu swoje mosty do sensu, żeby móc o nim zaświadczyć Nie jestem producentem sensu i nie posiadam go na własność, jeśli jednak zakorzeniony jestem w sensie, czy choćby otwarty na sens, to on sam promieniuje, inni poczują jego obecność”

– ks. Krzysztof Grzywocz, „Na początku był sens”, Więź 2018, s. 14nn.