„Nie oglądam byle czego”. To niby „błyskotliwy” komentarz do filmu braci Sekielskich. Nie, to szyderczy śmiech skierowany prosto w twarz bohaterów tego filmu – ofiar pedofilii księży. Arcybiskup Głódź doskonale orientował się, że film ułożony jest z ich bolesnych wspomnień, co jasno potrafił wyrazić Prymas Polski Wojciech Polak w swym oświadczeniu rozesłanym do mediów:

Jestem głęboko poruszony tym, co zobaczyłem w filmie Pana Tomasza Sekielskiego. Ogromne cierpienie osób skrzywdzonych budzi ból i wstyd. W tym momencie przed oczami mam także dramat osób pokrzywdzonych, z którymi spotkałem się osobiście. Dziękuję wszystkim, którzy mają odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu.

Arcybiskup Głódź swoim zachowaniem: arogancją i butą, wyszydził twarz Chrystusa, wzgardził jego zranionym obliczem – obliczem ofiar. Szybko uciekł do krakowskiej katedry, ale Chrystus wówczas był gdzie indziej : „Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem (…) Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie dozna” (Iz 50,5-8). Taki człowiek nie ma więc moralnego prawa by przewodzić duchowo.

„Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną” , mówi Chrystus (J 10, 27).

Jest to głos empatii aż po oddanie życia. Dziś Kościół w Polsce musi wykazać się niepodważalną i wiarygodną empatią. Tu już nie chodzi o słowa. Z tej empatii musi wynikać wręcz zgoda na śmierć swojego wizerunku i przywilejów, dotychczasowego klerykalnego funkcjonowania instytucji i sprawowania władzy… i narodzenie się odważnej zgody na to, aby to świeccy katolicy wraz z niezależnymi specjaliści z poza Kościoła zweryfikowali w nim rzeczywista skalę pedofilii i prawdziwy obraz walki z nią.  To warunek, by wielu ludzi kiedyś znów chciało ponownie pójść za Jego głosem.

Ludzie Kościoła muszą dziś jasno potwierdzić odważnymi działaniami, że to oblicze ofiar pedofilii jest dziś wziętą w ochronę twarzą Kościoła – swoim wizerunkiem, o który chce z największą empatią zawalczyć z całych sił. Kościół jako instytucja i jako wspólnota jest dziś zobowiązana, by dać dowody tego, że całkowicie utożsamia się z ofiarami, tak jak:

Jezus [który] dokonuje przejścia od tego, który uzdrawia,
do tego, który jest zraniony;
od człowieka współczującego
do człowieka potrzebującego współczucia;
od człowieka wołającego:
„Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije”,
do człowieka, który woła:
„Pragnę”.
Od tego, który zwiastuje Dobrą Nowinę ubogim,
do tego, który sam stał się ubogim.
Przekracza linię graniczną ludzkości,
oddzielającą tych, których potrzeby są zaspokojone,
od tych, którzy są zranieni i wołają o pomoc (Jean Vanier, „Zranione ciało”)