Gdy dopełniały się dni wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jeruzalem, i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i weszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by przygotować Mu pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jeruzalem. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?» Lecz On, odwróciwszy się, zgromił ich. I udali się do innego miasteczka (Łk 9, 51-56).

Reakcję uczniów Chrystusa, zanotowaną w czytanej dziś Ewangelii św. Łukasza, można by uznać jako konstytutywną dla uzasadnienia przyszłych krucjat Kościoła. Czy nie wyraża ona także mentalność sporej części współczesnych wierzących w Polsce? Różne są motywacje tych, którzy organizują i uczestniczą w takich współczesnych akcjach jak „Różaniec do granic”, „Polska pod krzyżem”. Ale nie brak wśród nich takich, które obarczone duchem krucjat, marzą by iść do świata i rzucić ogień, który pochłonie pewne środowiska w Polsce. Czy kazania o „tęczowej zarazie” i przemówienia o nihilizmie poza Kościołem nie zagrzewają czasem do takiego właśnie nastawienia? Benedykt XVI w „Jezusie z Nazaretu” szeroko pisał o tej pokusie:

Jej rzeczywista treść staje się widzialna, kiedy patrzymy, jak na przestrzeni historii przybierała ona ciągle nowe kształty (…) Bezsilności wiary, ziemskiej bezsilności Jezusa Chrystusa, trzeba pomóc, dając im władzę polityczną i wojskową. Poprzez wszystkie wieki ciągle na nowo w różnych odmianach powracała pokusa umacniania wiary z pomocą władzy, i za każdym razem groziło niebezpieczeństwo zduszenia jej w objęciach władzy (…) Zatem wyboru trzeba dokonać między Mesjaszem, który toczy walkę, przyobiecuje wolność i własne królestwo, i owym tajemniczym Jezusem, który głosi utratę samego siebie jako drogę do życia. Czy to dziwne, że masy dały pierwszeństwo Barabaszowi? (…) Czy jednak my wszyscy ciągle nie mówimy Jezusowi, że Jego orędzie prowadzi do przeciwstawiania się panującym poglądom, a w konsekwencji naraża na niebezpieczeństwo porażki, cierpienia i prześladowania?

Dziś Kościół wspomina jednego z najmłodszych Doktorów Kościoła i patronkę Misji – św. Teresę od Dzieciątka Jezus. Jej życie to  przypomnienie o właściwej misji Kościoła. Wiemy z jej biografii, że wśród wielu pragnień, miała też te misyjne. Jeszcze przed wstąpieniem do Karmelu, podczas podróży do Rzymu czytała Annales missionaires. Celina opowiada o Teresie, że, mając 14 lat, czytała niektóre stronice z Annales o siostrach misjonarkach, ale szybko przerwała lekturę, by powiedzieć:

Nie chcę czytać więcej. Mam już wystarczająco wielkie pragnienie stania się misjonarką: cóż by się stało, gdybym poszerzyła swoje aspiracje jeszcze o ten apostolat? Chcę być karmelitanką.

I Teresa to misyjne zrealizowała w pełni, nie opuszczając klauzury Karmelu. Sercem misji jest bowiem miłość, którą Kościół celebruje w czasie każdej Eucharystii – sprawowanej za wszystkich ludzi na świecie. To Pascha – miłość Chrystusa do końca ofiarowana za każdego – posyła Kościół do każdego człowieka, by otworzyć jego serce. Teresa to właśnie odkryła w Karmelu:

Zrozumiałam, że Kościół posiada Serce i że to Serce płonie miłością, że jedynie Miłość pobudza członki Kościoła do działania i gdyby przypadkiem zabrakło Miłości, Apostołowie przestaliby głosić Ewangelię, Męczennicy nie chcieliby przelewać krwi swojej…. Zobaczyłam i zrozumiałam, że miłość zawiera w sobie wszystkie powołania, że miłość jest wszystkim, obejmuje wszystkie czasy i miejsca; słowem, miłość jest wieczna. Wtedy to w uniesieniu duszy zawołałam z największą radością: O Jezu, moja Miłości, nareszcie znalazłam moje powołanie: moim powołaniem jest miłość. O tak, znalazłam już swe własne miejsce w Kościele; miejsce to wyznaczyłeś mi Ty, Boże mój. W sercu Kościoła, mojej Matki, ja będę miłością. W ten sposób będę wszystkim i urzeczywistni się moje pragnienie.

W Godzinie Czytań Kościół słyszy dziś słowa św. Pawła z Listu do Filipian (1, 27 – 2, 11) :

(…) jeśli jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie – dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie.

To wyłącznie „moc przekonująca Miłości” może sprawić, że serca ludzi mogą otwierać się na Serce, które posiada Kościół. Nie jest jego własnością lecz darem, z którym jest posłany w świat. Teresa z Lisieux dzieli się swoim odkryciem jak ma wypełnić swoje misyjne powołanie. Myślę, że skoro Kościół ogłosił Teresę nie tylko Doktorem Kościoła ale i patronką Misji Kościoła, to jest jej odkrycie i rada są skierowane do każdego ochrzczonego:

Jezus poddał mi w czasie rannego dziękczynienia prosty sposób wypełnienia mego zadania; pozwojeslił mi zrozumieć te słowa Pieśni nad pieśniami: ‘Pociągnij mnie! pobiegniemy do wonności olejków twoich’ (Pnp 1, 3). O Jezu, nie ma zatem potrzeby mówić: ‘Pociągając mnie, pociągnij także te dusze, które kocham!’ Wystarczy to proste słowo: ‘Pociągnij mnie’. Panie, pojmuję, że skoro dusza da się zniewolić upajającą wonnością Twoich olejków, nie pobiegnie sama, ale pociągnie za sobą wszystkie dusze, które kocha; dzieje się to bez przymusu, bez wysiłku, jest naturalną konsekwencją jej dążenia do Ciebie. Jak strumień wpadający gwałtownie do oceanu unosi ze sobą wszystko, co spotyka na swej drodze, podobnie, o mój Jezu, i dusza, która zanurza się w bezbrzeżnym oceanie Twej miłości, pociąga za sobą swoje skarby.

Miłość samą swoja siła przyciąga z poszanowanie wolności i taka jest właśnie skuteczna. Jest też pokorna, ponieważ  Jej pragnienie, jak pokazuje doświadczenie Teresy z Liesieux, opłacone jest nocą ciemności, o którym pisze watykański dokument „Kontemplujcie. Do osób konsekrowanych o śladach Piękna”:

Przynagleni słowami Pieśni: „Szukałam go, lecz nie znalazłam”, podnosi kwestie ateizmu, albo raczej ignorancji wobec Boga. Nikomu z nas nie są obce tego rodzaju doświadczenia: każdy ma w sobie potencjalnego ateistę, który co dnia może krzyczeć i szeptać o tym, jakie trudności sprawia mu wiara (…) Nasze poszukiwanie jest wezwaniem do pokory, ponieważ rozpoznajemy w nas samych „potencjalnych ateistów”, doświadczamy trudności w wierze, zauważamy w sobie tę samowystarczalną pychę która separuje na od innych i wydaje na nas wyrok skazujący. Szukanie Boga wymaga przejścia przez noc, nawet pozostania w niej na długo (…) Liczne są podobne przykłady, od Franciszka z Asyżu po Teresę z Lisieux, od Gemmy Galgani po Bernadetę z Soubirous, od Ojca Pio po Matkę Teresę z Kalkuty, która pisze: „W mojej duszy tak wiele sprzeczności. Ta dominująca tęsknota za Bogiem – tak dojmująca, że bolesna – nieustanne cierpienie – a mimo to jestem przez Boga niechciana – odrzucona – pusta – bez wiary – bez miłości – bez zapału. (…) Niebo nic nie znaczy – dla mnie wygląda jak puste miejsce.

Misja Kościoła nie ma nic wspólnego z nachalnością. Jeśli nawet zewnętrznie przybiera bardzo widoczną i głośną formę, w swej istocie jest cicha i pokorna: „nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. Bo jak pisze Benedkt XVI w „Jezusie z Nazaretu”:

władza Boga jest cicha na tym świecie, jest to jednak władza rzeczywista i trwała. Sprawa Boga jawi się nam nieraz „jakby w stanie agonii”. Ciągle na nowo jednak okazuje swe nieprzemijające i zbawcze oblicze. Królestwa tego świata, które szatan mógł wówczas okazać Panu, wszystkie już zapadły się w nicość. Ich chwała, ich „doksa”, okazała się tylko pozorem. Natomiast chwała Chrystusa, pokorna i gotowa cierpieć, chwała Jego miłości, nie przeminęła i nie przeminie..

Stąd płynie ostateczna głęboka wiara w misję Boga i Kościoła. Zapowiada ja prorok Zachariasza, o czym czytamy także dziś w Liturgii (Za 8, 20-23):

I tak liczne ludy i mnogie narody przychodzić będą, aby szukać Pana Zastępów w Jeruzalem i zjednać sobie przychylność Pana. Tak mówi Pan Zastępów: «W owych dniach dziesięciu mężów ze wszystkich języków, którymi mówią narody, uchwyci się skraju płaszcza Judejczyka, mówiąc: Chcemy iść z wami, albowiem zrozumieliśmy, że z wami jest Bóg».