„Watykański pałac dla osób doświadczających bezdomności”, który nie dawno otworzono z woli papieża Franciszka, to autentycznie przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami świątynia Boga. Jako wyraz komunii, z pewnością nie przeminie (por. Łk 21, 5-19).

Przeżywamy dziś po raz trzeci, z inspiracji Franciszka, Światowy Dzień Ubogiego. A ja słyszę, najczęściej od księży, raz po raz taki zarzut wobec papieża, że sprowadza Kościół do poziomu wertykalnego, w którym on jawi się w relacji do świata wyłącznie już tylko jako „dobroczynny” partner w rozwiązywaniu problemów społecznych. To bardzo niesprawiedliwy i kłamliwy zarzut, wynikający ze złej, niekiedy wręcz złośliwej woli lub z braku dogłębnej i uczciwej próby zrozumienia duchowości i eklezjologii Franciszka, wpisującej się w Tradycję i praktykę Kościoła. Franciszek, w swej wrażliwości na potrzebujących i wykluczonych, widzi konkretną twarz a nie przedmiot pomocy. W watykańskim dokumencie „Kontemplujcie. Do osób konsekrowanych o śladach Piękna” (s. 113 n.) czytamy:

„Chrześcijanie są przede wszystkim mistykami z otwartymi oczyma. Ich mistyka nie jest jakąś naturalną mistyką bez twarzy. Jest raczej mistyką, która szuka twarzy, która dąży do spotkania z tym, kto cierpi, do spotkania z twarzami nieszczęśliwych i skrzywdzonych. Od oczu otwartych u czujnych zaczyna się w nas bunt przeciwko absurdalności niewinnego i niesprawiedliwego cierpienia…”

Mistyka, kontemplacja, „która szuka twarzy” przypomina mi postawę Marii z Betanii. Jej niepodważalna i doceniona przez samego Chrystusa kontemplacyjna uważność na Jego słowa ( Łk 10,38-42) jednocześnie owocuje uważnością na człowieczeństwo (ciało, uczucia…) Jezusa. Dostrzegamy to na uczcie w Betanii, którą urządzono po wskrzeszeniu Łazarza (J 12, 1-11). Ojcowie Kościoła mówią, że Maria swym gestem okazanym wobec ciała Jezusa, namaszczając je na dzień pogrzebu, przyśpieszyła Paschę Jezusa. Z jednej strony, kontemplacyjnie przewiduje nadchodzące „Godzinę” odkupienia – tak jak Maryja w Kanie rozpoznała „Godzinę” objawienia bóstwa Jej Syna –  a jednocześnie jest „tu i teraz”… jest przy człowieku. Franciszek w „Evangelii Gaudium” zwraca uwagę na misję Kościoła, która oznacza wybieganie w przyszłość, ale bez pośpiechu:

Wyjść ku innym, aby dotrzeć do ludzkich peryferii, nie znaczy biec do świata bez kierunku i bez sensu. Wiele razy lepiej jest zwolnić kroku, oddalić niepokój, aby spojrzeć w oczy i słuchać, albo odłożyć pilne sprawy, aby towarzyszyć człowiekowi, który pozostał na skraju drogi.

Maria ukazuje miłosierdzie, które wyrasta z kontemplacji mającej czas na zatrzymanie, z uważności na Słowo Boga, które przemawia również w tej konkretnej osobie, potrzebującej naszej uwagi i troski. Scena z Betanii uświadamia nam, że Maria jest pilną uczennicą Pana. Ona dobrze rozpoznała istotę oraz wpisała się w dynamikę Królestwa Jezusa. Porwę się na śmiałą interpretację braku obecności na Ostatniej Wieczerzy (w każdym razie nie wiele o niej wiemy) kobiet, które towarzyszyły Jezusowi, gdy nauczał i głosił po miastach i wioskach (por. Łk 8, 1-3). Interpretując postawę Marii, jestem przekonany, że bez oglądania gestu Jezusa obmywającego stopy uczniom (rozdział 13 Jana, zaraz po opisywanym wydarzeniu w Betanii), doskonale rozumiała służebny charakter mesjaństwa Jezusa i nadchodzącego Królestwa. Pojęła to, w przeciwieństwie do uczniów, dużo wcześniej, że chrześcijaństwo bez służby jest milczące.  I gdy uczniowie Jezusa do dziś skupieni są bardziej na celebracji liturgicznej, kobiety w swym „geniuszu kobiecym” (Jan Paweł II, „Mulieris dignitatem”), pojmują że słowa „to czyńce na moją pamiątkę” są wezwanie do bycia „liturgios koinonia” – sługą komunii. Pochylenie się Marii z Betanii nad osobą Jezusa, w którym oczyma serca dostrzegła nie tylko boskiego Mistrza, ale także człowieka udręczonego wizją odrzucenia, cierpienia i śmierci, jest kwintesencją chrześcijańskiego miłosierdzia. To Judasz fałszywie „zabiega” o biednych, w kategoriach dobroczynnego ewentu. Tymczasem, na co Jezus zwraca uwagę Judaszowi, liczy się uważność i bycie przy tym konkretnym człowieku. Katechizm Kościoła Katolickiego w p. 1397 odwołuje się do słów św. Jana Chryzostoma:

Skosztowałeś Krwi Pana, a nie zauważasz nawet swego brata. Znieważasz ten stół, jeśli nie uznajesz za godnego udziału w twoim pożywieniu tego brata, który był godny zasiadać przy tym samym stole Pana.

Benedykt XVI, odnosząc się w jednej z Katechez do tych słów ojca Kościoła, powiedział:

Św. Jan Chryzostom mawiał, że sakrament ołtarza i „sakrament brata”, czy – jak powiada – „sakrament ubogiego” stanowią dwa aspekty tej samej tajemnicy. Miłość bliźniego, troska o sprawiedliwość i o biednych to nie tyle tematy moralności społecznej, ile raczej wyraz sakramentalnego pojmowania moralności chrześcijańskiej, ponieważ przez posługę kapłanów dokonuje się duchowa ofiara wszystkich wiernych w jedności z ofiarą Chrystusa, jedynego Pośrednika: ofiara, którą kapłani składają w sposób bezkrwawy i sakramentalny w oczekiwaniu na nowe przyjście Pana.

Bardzo ważne stwierdzenie papieża Benedykta, że miłość bliźniego to wyraz „SAKRAMETNALNEGO pojmowania moralności chrześcijańskiej”. Ten aspekt rozważa ks. Halik w swojej książce „Drzewo ma jeszcze nadzieję”, komentując dwudziesty piąty rozdział Mateusza (opis Sądu Ostatecznego):

Zdobądźmy się na śmiałe porównanie. Zgodnie z nauką Kościoła, chleb eucharystyczny re-prezentuje (uobecnia) Chrystusa, „jest” Chrystusem, nie przestając być chlebem (nawet sakramentalny charakter Eucharystii trwa jedynie dopóty, dopóki Eucharystia posiada widzialną postać pokarmu), a człowiek-Jezus reprezentuje Boga i „jest Bogiem”, nie przestając ani na moment być w pełni i rzeczywiście człowiekiem. Podobnie Chrystus „jest” w ubogim, chociaż ubogi nie przestał być dla nas nade wszystko naszym ludzkim bliźnim; gdybyśmy dla samej pobożności przestali być jedynie „przedmiotem” naszej opieki charytatywnej jako „dzieło godnego uznania”, zaś jego konkretne człowieczeństwo byłoby dla nas tylko przezroczystą szybą, przez którą patrzymy na Chrystusa, a nie już na konkretnego człowieka, byłaby to swego rodzaju „herezja doketyzmu”.*

 

 

*(gr. dokein – wydawać się, mniemać, przypuszczać) – wczesnochrześcijańska herezja, według której Jezus Chrystus był tylko pozornie człowiekiem. Nie miał rzeczywistego, fizycznego ciała ludzkiego, ale jedynie eteryczne ciało niebiańskie. Tym samym pozorne były również jego cierpienia i śmierć na krzyżu.