W dzisiejszą uroczystość Serca Pana Jezusa razem z o. Andrzejem pojechaliśmy do odległego od naszego charkowskiego klasztoru, o 10 km Korotycza. Tam znajduje się Dom Samotnej Matki, a właściwie dwa domy, w których mieszkają młode mamy z dziećmi. Msza rozpoczęła się jak zwykle z krótkim opóźnieniem, ale to w sumie normalne jak są małe dzieci. Na ołtarzu stała figura Jezusa ukazującego na swoje serce. Na ścianie obok ołtarza duży krucyfiks.

W czasie dialogowanego kazania dzieci opowiadały o tym co to znaczy mieć serce, jak to bez serca ciężko żyć;  dla tych maluchów nie do pomyślenia jest jak to może być, że nas kiedyś nie będzie…. Chociaż potem okazało się, że u małego Aloszy babcia niedawno umarła, a jego mama jest chora psychicznie…

– A ty kiedy umrzesz? Mały Alosza patrzy na mnie i czeka na odpowiedź.

– Chyba jeszcze nie teraz! – odpowiadam i dodaję, że dzisiaj patrzymy na serce Jezusa, który umarł ale i zmartwychwstał,  Jego serce jest pełne miłości do nas! Nie musimy się bać śmierci !

– Zobaczcie, Serce Jezusa przypomina nam krzyż, cierpienie, każdy z nas czasami coś przeżywa, płacze i nie może sobie poradzić z różnymi rzeczami! Przychodzimy tutaj, jesteśmy przed Nim ze swoją nieporadnością!

Ta msza św.,  w czasie której była także modlitwa wiernych, gdzie dzieciaki w sposób bezpośredni mówiły swoje intencje, prośby:

– za mamę, za tatę (akurat to dziecko swojego taty nigdy nie widziało), za siostrzyczkę Nastię by była grzeczna i mnie słuchała !

– za siostry, które nas kochają !

Przez moment sobie pomyślałem, że nasza kaplica to taka mała arka Noego, gdzie są różne zwierzaki,  wyrwane ze swojego świata, aby przetrwać i dalej żyć. A dzisiejsza uroczystość, ukazuje nam schronienie i pomoc jaką daje nam Jezus, i można powiedzieć za Guerrio Igny (XII w.), uczniem św. Bernarda z Clairvaux (+1153) , który w  kazaniu na niedzielę palmową mówił:

„Błogosławiony bądź [Jezu], który pozwoliłeś przebić swoje ręce, nogi i bok, abym nie musiał szukać schronienia mego w otworach skalnych. Twój bok stoi przede mną zupełnie otwarty, abym wszedł do miejsca przedziwnego przybytku i znalazł schronienie w cieniu jego namiotu… Te błogosławione otwarcia tylu ran zapewniają przebaczenie winnym i zlewają strumienie łaski na sprawiedliwych… A rana boku Chrystusowego, czymże innym jest, jeśli nie bramą arki?”

A nasz dominikański mistyk  Henryk Suzo (+1366) wkłada w usta Zbawiciela świata następujące słowa:

„Patrzcie na wszystkie serca i rozważajcie, czy chociaż jedno z nich było tak pełne miłości jak moje? Wejdź przez mój otwarty bok do mego Serca zranionego miłością i zamknij się w Nim. Szukaj tam schronienia i zamieszkaj w Nim. Obmyję cię w żywej wodzie i ozdobię cię purpurą Krwi mojej; zwiążę się i złączę z tobą na wieki”.

Dzisiejsza msza dla dzieci to być może epizod dnia, który pójdzie szybko w zapomnienie, ale pozostanie rana serca Jezusa, która leczy i jest jak balsam na nasze rany …