Wczoraj tj., 6 lipca w diecezji kamieniecko-podolskiej była uroczystość Matki Bożej Latyczowskiej. Niezależnie od tego, czy to jest zwykły dzień tygodnia, czy niedziela, wtedy w jaki  dzień kiedy wypada święto, wtedy je się świętuje. Wśród licznych pielgrzymów z terenów Podola, Wołynia, którzy dotarli autobusami, czy w grupach pielgrzymkowych – z Tomaszpola, czy Kamieńca Podolskiego był też jeden samotny pielgrzym. Pan Tadeusz, rodem z Chmielnickiego. Lat 77. W środę, w wigilię uroczystości wyszedł z domu o 4 rano. Przed nim była 40 kilometrowa droga. Dotarł na miejsce o godz. 16.00.

Spotkałem go w Latyczowie, a właściwie usłyszałem o nim, mignął mi przed oczami. Nie było jakoś możliwości z nim porozmawiać. Dzisiaj, w piątek rano na mszy w parafii Chrystusa Króla, w Chmielnickim służył do mszy jako ministrant. Po zakończonej liturgii zapytałem go, jak wytrzymał całą drogę. Odpowiedział, ojcze! było dobrze, cały czas szedłem do Matki Bożej, z początku szedłem prawą stroną szosy, potem przeszedłem na lewą stronę. Samochody, które zbliżały się w moim kierunku, osobowe, tiry – prawie wszyscy migali światłami, jak zobaczyli transparet: Chmielnicki – Latyczów z podobizną MB Latyczowskiej, machali rękami, uśmiechali się, czuło się radość…

– A z jakimi intencjami pan szedł? – zapytałem pielgrzyma Tadeusza.

– Ojcze, masa intencji, o pokój na Ukrainie, o nawrócenie grzeszników… i tutaj wymienił całą litanię spraw, problemów, swoich bliskich, Kościoła …

Takich jak pan Tadeusz, starszych ludzi jest dużo, czasami może drażnić ich pobożność, taka jakaś nie dzisiejsza. Wydawać by się mogło albo ocierają się o świętość, rzeczywiście ogarnia ich miłość do Boga, albo to jest jakaś chorobliwa religijność i dlatego zdają się być tacy nie dzisiejsi, inni od tego świata. Swoją gorliwością, wiarą zawstydzają – i taka jest droga prostoty, miłości do Matki Bożej Latyczowskiej, może za bardzo dewocyjna ale autentyczna, bez gry w chrześcijaństwo.

fot. mariusz woźniak op