Grupa młodych twórców chrześcijan – VERA ICON – przygotowała w ramach Światowych Dni Młodzieży dwie wystawy, których wspólnym tematem jest Boże i ludzkie miłosierdzie: „Misericordia” oraz „Różnica”. Wernisaż obu wystaw odbędzie się dzisiaj, 13 lipca 2016 r. o godz. 18.00 w Galerii Kobro na Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi, ul. Wojska Polskiego 121. Ekspozycja będzie czynna do 29 lipca 2016 r.

Na moment przed otwarciem wracają do mnie szczególnie dwa fragmenty ze wstępu do katalogu wystawy „Misericordia”.

Miser

To znaczy „biedny”. Miłosierdzie – czyli pozwolić, by czyjaś bieda dotknęła mnie jak moja własna. Kłopotliwe uwiadomienie:

Cały kłopot z tym miłosierdziem. Nie umiemy nim żyć, choć trudno nie wołać o nie. Rozliczający, co nam winien kto i co my komu winni, nie potrafimy przekroczyć naszej ludzkiej miary. Najwspanialszy przymiot Stwórcy i Odkupiciela – miłosierdzie – odsłania tym samym głębię naszego upadku, nasze niepodobieństwo do Dobrego Boga. „Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz – skarży się śmiertelnie zagniewany prorok Jonasz – bo wiem, że Ty jesteś Bogiem łagodnym i miłosiernym, nieskorym do gniewu i bogatym w łaskę, litującym się nad niedolą” (Jon 4, 2). Właśnie dlatego, że nie jesteśmy miłosierni, stajemy się godni potępienia. Miarą Bożego sądu jest wszak miłosierdzie wg słów Jezusa: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Bp Grzegorz Ryś stwierdza krótko: „Albo będziemy miłosierni, albo straceni”.[1] To niemiłosierne życie jest dołem zagłady, spośród którego Pan pragnie nas ocalić (por. Ps 40, 3). Czy jednak damy się przekonać Miłości (por. Flp 2, 1)? Znaczące, że właśnie pytaniem kończy się Księga Jonasza. Cały dramat naszego zbawienia zawarty w tym pytaniu Boga skierowanym do proroka: „A czyż Ja nie powinienem okazać litości Niniwie, wielkiemu miastu, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt?” (Jon 4, 11). Jest to wołanie o nasze własne – otwierające nas na ocalenie – miłosierdzie.

[1] bp Grzegorz Ryś, Skandal miłosierdzia. Rozważania dla każdego, Kraków 2012, s. 64.

Do takiego uwiadomienia o czyjejś biedzie i rozpoznania jej jako swojej własnej prowadzi „Różnica” Jacka Hajnosa. O tym społeczno-artystycznym projekcie pisałem już we wcześniejszym poście. Tutaj zachęcam tylko do posłuchania wywiadu z autorem.

Wywiad z Jackiem Hajnosem, autorem projektu RÓŻNICA

Cor

To znaczy „serce”. Wspólne im obu – sztuce i wierze – jest zranione serce. To z tej szczeliny rodzi się prawdziwa sztuka chrześcijańska:

Źródłem sztuki chrześcijańskiej jest rana, o istnieniu której zaświadcza pragnienie, brocząca bez końca tęsknota za tym, który widokiem swego Oblicza miłosiernie nas zranił. Każdy obraz prawdziwie chrześcijański wprowadza nas w to misterium i je „odgrywa”: wyglądamy blasku Ukochanego, sycimy się Jego widokiem, jaki przynosi obraz, i zostajemy następnie poza ten obraz wywiedzeni ku jeszcze większemu pragnieniu, ku Niemu samemu. Takie jest nasze przemienienie, takie też nasze umieranie. Prawosławny teolog Mikołaj Kabasilas tak o tym pisał: „Ludzie mający w sobie potężną tęsknotę, która przekracza ich naturę, tak że pragną oni więcej niż to przysługuje człowiekowi, zostali zranieni przez samego Oblubieńca; ich oczy zostały dotknięte promieniem Jego piękna. Wielkość tej rany zdradza strzała, a pragnienie wskazuje na tego, kto ją wystrzelił”[1]. […]

Boże oblicze, które pomimo zakazu przedstawiania, było przedmiotem nieustannego poszukiwania Izraela, staje się dla chrześcijan – wpatrzonych w Chrystusa i naśladujących Go w Jego misterium śmierci i zmartwychwstania – rzeczoną strzałą, która przeszywa ich serce. To doświadczenie jest prawdziwym olśnieniem. Jest darem, do przekazania którego dzisiaj, kiedy mówimy o nowej ewangelizacji, sztuka chrześcijańska została szczególnie powołana. […]

Papież Benedykt XVI wzywał do ponownego odnalezienia tego sposobu poznania, które jest „głębsze i bardziej rzeczywiste niż czysto racjonalna dedukcja”[2]. Ewangelizacja bowiem nie polega na przekonywaniu, lecz na przepowiadaniu. Prawda zaś nie tyle potrzebuje obrońców (apologetów), co głosicieli (świadków). Nowosielski żalił się: „Całe nieszczęście z tą dydaktyką. Współczesny Kościół zajmuje się dydaktyką, a starożytny Kościół się zajmował mistagogią. To są dwie różne sprawy: wprowadzenie w tajemnicę i dydaktyka – ślizganie się po powierzchni pojęć i zjawisk, dogmatów”[3]. Nie pomniejsza to oczywiście znaczenia refleksji teologicznej, dokładnego i ścisłego myślenia, będącego czymś absolutnie koniecznym. Argumenty jednak – stwierdza papież Benedykt – „trafiają często w pustkę, ponieważ w naszym współczesnym świecie mamy aż nazbyt wiele konkurujących ze sobą argumentacji. (…) Wszystko wydaje się przekonujące, rozsądne – komu zatem mamy wierzyć? Spotkanie z pięknem może stać się uderzeniem strzały, która rani duszę i w ten sposób otwiera jej oczy, tak że teraz – na podstawie własnego doświadczenia – dysponuje ona odpowiednim kryterium, które pozwala jej na ocenę argumentów”[4].

[1] N. Kabasilas, Das Buch vom Leben in Christus. Cytuję za: J. Ratzinger, W drodze do Jezusa Chrystusa, tłum. J. Merecki, Kraków 2005, s. 36.

[2] J. Ratzinger, W drodze do Jezusa Chrystusa, tłum. J. Merecki, Kraków 2005, s. 37.

[3] J. Nowosielski, Sztuka po końcu świata. Rozmowy, wybór i układ K. Czerni, Kraków 2012, s. 159.

[4] J. Ratzinger, W drodze do Jezusa Chrystusa, tłum. J. Merecki, Kraków 2005, s. 38.

Świadectwo takiego rozumienia własnego powołania i roli sztuki składają artyści ze wspólnoty VERA ICON.

Cały wstęp do katalogu można przeczytać tutaj: Album „Misericordia” grupy VERA ICON