Wkrótce rozpoczynamy pracę nad głównym muralem, przedstawiającym wizję św. Dominika. 800 m² – to spora ściana. W sam raz na 800-lecie Zakonu.  Dziękujemy bardzo wszystkim, którzy pomagają nam w realizacji tego niezwykłego projektu. Wciąż potrzebujemy jednak waszej pomocy. Przyłączcie się do nas. O całym projekcie można przeczytać tutaj. Bardzo bym pragnął, aby murale, które powstaną, stały się inspiracją w odkrywaniu powołania nie tylko dla dominikanów.

Jeżeli chcesz wspomóc dominikańskie MURALE to dowolną kwotę można wpłacić na poniższe konto:

36 1090 2705 0000 0001 0339 5965

Bank Zachodni WBK S.A. 5 Oddział w Łodzi

z dopiskiem „MURALE”

Wizja św. Dominika

Zadziwiające, jak pewne słowa czy gesty znaczą. Niektóre więcej niż w momencie, w którym je wypowiadamy i czynimy. Dopiero po jakimś czasie odsłania się przed nami ich tajemniczy sens. I tak kilka wersów ułożonych przed wielu laty w liceum nagle zaczęło mówić mi o drodze zakonnej.

Leć jak ptak w swoje góry,

bo ogarną cię bóle i czarna mgła

przysłoni oczy. A kto w śmierci

pamięta o drodze obranej z początku?

Nie bój się pracy w płaczu,

nocnych klechd klęski,

cienia nad piórem twoim.

Bądź gotów, że jedynym domem

będą skrzydła twoje.

Imperatyw: wyjść! Wiadomo tylko, że nie można zostać i że gdzie indziej jest szczęście. I jeszcze to wezwanie: bądź dzielny. Tyle wtedy rozumiałem, pisząc. Ale czyja to mowa, skąd dochodzi głos i czy jest prawdziwy – to wszystko pozostawało zakryte. Zadziwiające po-wołanie.

 

„Wizja św. Dominika”, autorzy projektu: Ola Adamczuk i Paulina Nawrot, ul. Pomorska 22, Łódź

Projekt dominikańskich murali, nad którymi pracuję wraz z przyjaciółmi ze wspólnoty Vera Icon, sprawiły, że te kilka słów wróciło do mnie. Chociaż moja wiara przeszła znaczą przemianę od czasu wyjścia z „Ur chaldejskiego”, to jest religijności mojego rodzinnego domu, dopiero teraz ten „ptasi lot” odnalazł wykładnię w wizji św. Ojca Dominika:

Mąż Boży Dominik (…) zobaczył bowiem w widzeniu wysokie i piękne drzewo, na którego gałęziach mieszkała wielka liczba ptactwa. Drzewo się zatrzęsło, a gnieżdżące się na nim ptaki uciekły. Zrozumiał więc człowiek pełen ducha Bożego, iż najpewniej wielkiemu i wspaniałemu księciu Montfort, opiekunowi wielu sierot, będzie wkrótce zagrażać śmierć.

Wezwał więc Ducha Świętego i zgromadził braci, którym powiedział, że postanowił w sercu wszystkich ich, choć tak nielicznych, wysłać w świat, by już dłużej w tym miejscu nie mieszkali. Zdziwili się wszyscy tym nagłym jego nakazem, ale ponieważ byli pod oczywistym wpływem jego autorytetu i świętości, przystali na to z łatwością w nadziei, że wszystko zmierza ku dobremu. (bł. Jordan z Saksonii, Libellus de principiis Ordinis Praedicatorum , 46-47)

Konstytutywnym rysem naszego dominikańskiego powołania jest – jak sądzę – to OCALAJĄCE WYCHODZENIE. Dzisiaj – kiedy świętujemy jubileusz Zakonu Kaznodziejów i pragniemy duchowej odnowy – opuszczenie wygodnych i bezpiecznych miejsc staje się naszą zakonną koniecznością, naszą Paschą. To dlatego posyłamy braci do Kielc bez zapewnienia, że znajdą tam miejsce na klasztor. To dlatego Adam Szustak wyrusza w podróż, w której nie miejsce jest ważne, lecz obcy człowiek i Słowo, które ma moc uczynić nas braćmi. To dlatego wielu innych braci już teraz robi i będzie robić rzeczy nowe. Jakże współgra to z wezwaniem papieża Franciszka, skierowanym do całego Kościoła w adhortacji Evangelii Gaudium:

Propozycja polega na tym by żyć na wyższym poziomie, ale nie z mniejszą intensywnością: «Życie umacnia się, gdy jest przekazywane, a słabnie w izolacji i pośród wygód. Istotnie, najbardziej korzystają z możliwości życia ci, którzy rezygnują z wygodnego poczucia bezpieczeństwa i podejmują z pasją misję głoszenia życia innym». (EG, 10)

Zażyłość Kościoła z Jezusem jest zażyłością „w drodze”, a komunia «w samej swej istocie przyjmuje kształt komunii misyjnej». Jest sprawą żywotną, aby Kościół, przyjmując wiernie wzór Mistrza, wychodził dzisiaj głosić Ewangelię wszystkim ludziom, w każdym miejscu, przy każdej okazji, nie zwlekając, bez niechęci i bez obaw. (EG, 23)

Życie, o którym tutaj mowa, ma w sobie coś ekstatycznego (jak taniec lub śpiew). Wychodzenie z siebie i przekraczanie własnych granic, ciągłe ofiarowywanie się innemu jest radością życia w Bogu. Dlatego na pierwszym z namalowanych murali przedstawiliśmy trzy orły szybujące nad granią. Bardzo współgra z nimi, co św. Paweł pisał w Liście do Kolosan: „Jeśli więc razem z Chrystusem powstaliście do życia, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadający po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze Życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale” (Kol 3, 1-3). Wszystko, co w Nim dokonywane, jest – jak pisał Dylan Thomas o śpiewie – „tak płonącym i podniosłym czynem, płomieniem ptaków w lesie życia”.

Takie jest nasze dominikańskie powołanie. Tak wzniosłe jest powołanie każdego człowieka.