Im głośniej tym lepiej. Niestety coraz trudniej jest się przebić do świadomości społecznej z tekstem, który by nie krzyczał, nie robił rabanu, w którym autor by nie protestował. Piotr Augustyniak w swojej ostatniej książce „Homo polacus” stwierdza nawet,  że prawdziwy Polak „to protestant, odrzucający wszelkie przeszkody na drodze do bycia wolnym i twórczym człowiekiem”. Zdaję sobie sprawę, że „Krzyk rozpaczy” o. Tomasza Dostatniego, raban papieża Franciszka i „protestantyzm” polskiej duszy Piotra Augustyniaka są trzema różnymi zjawiskami. Istnieje jednak między nimi pewna część wspólna. Przede wszystkim jest nią forma.

Podejrzewa, że stoi za nią pewna taktyka. Próbują  one obudzić śpiącego Polaka, chrześcijanina, czy też dominikanina. Myślę, że podobnymi intencjami kierowali się Frater in Cristo i o. Ludwik Wiśniewski, pisząc swoje listy otwarte o stanie Kościoła w Polsce. Tego typy retoryka nie ma na celu budowania, wręcz przeciwnie, chce zburzyć zastany układ, czy też sposób myślenia. Raczej nie  planuję tego, co powstanie po zburzeniu dawnej struktury. Chciałbym od razu zastrzec, że nie widzę problemu w istnieniu tego typu retoryki. Jak ważna jest ona w Kościele doskonale pokazał Y. Congar w wielu swoich publikacjach.

Phil Ochs during a Vietnam moratorium demonstration outside U.N. Building (New York City, 1967).  "Phil Ochs: There but for Fortune", a film by Kenneth Bowser. A First Run Features release.  Photo by Michael Ochs.
Łączy je jednak jeszcze coś innego. Brak spójnego programu reformy. Odnoszę wrażenie, że sama krytyka staje się programem, który ma pozwolić na uwolnienie prawdziwych i szlachetnych dążeń człowieka. Jeśli tak jest – w przypadku o. Dostatniego chyba nie, bo obiecał przedstawić konkretne propozycje – to pozwolę sobie na sceptycyzm, co do krytyki. Nie chcę w tym miejscy wchodzić w polemikę z trzema wymienionymi autorami, w dużej mierze akceptuję ich stanowisko. Interesuje mnie raczej zjawisko „zagłuszania” normalnej ludzkiej rozmowy. Czesław Miłosz w wierszu „Ryba” pisał:

Pośród wrzasków, ekstatycznych bełkotów, pisku trąbek, bicia w rondle i bębny
Najwyższym protestem było zachowanie miary.
Ale zwyczajny głos ludzki tracił swoje prawo
I był jak otwarcie się pyszczka ryby za ścianą akwarium.

Jeśli już protestować, to najbardziej odpowiada mi taki protest, o którym pisze Miłosz – zachowanie miary. W krytyce, ale i w chwaleniu.

Obiecałem znajomej, że następny wpis będzie o poezji, był już Miłosz, ale na koniec krótka refleksja Szekspira. W jednym z sonetów pisze, że „słodycz w nadmiarze, to rzecz obojętna”. Jestem przekonany, że słowa te możemy odnieść również do krytyki. Jeśli przekroczymy pewną granicę, bez podawania konkretnych sposobów rozwiązania danego problemu, przestaną nas słuchać.