27 grudnia 1938 roku w łagrze tranzytowym Wtoraja Rieczka pod Władywostokiem zmarł rosyjski poeta Osip Mandelsztam.

W wierszu Admiralicji pisał, że „piękno nie jest zachcianką półboga, ale prostego cieśli miernikiem surowym”. Inspirację czerpał z myśli starożytnej Grecji, która traktowała rzemiosło nie tylko jako rękodzieło, ale jako sztukę. Dla Greków techne było nie tylko majsterkowaniem, ale wydobywaniem odwiecznie ukrytej formy, która najbardziej wyrażała daną rzecz, prawdę o niej.

W podobny sposób w Sporze o technikę pisał Martin Heidegger: „Techne należy do wy-dobywania, (…) jest czymś poetyckim. Kto buduje dom bądź statek lub wykuwa czarę ofiarną, odkrywa to, co ma być wydobyte”. Mandelsztam wydobywał z trzech wymiarów rzeczywistości to, co prawdziwe. W eseju Słowo i kultura pisał, że pierwszym warunkiem skutecznego budowania jest szczery szacunek dla trzech wymiarów przestrzeni, które nie są nieszczęśliwym przypadkiem, lecz niejako podarowanym przez Boga pałacem. „Cóż można powiedzieć o niewdzięcznym gościu, który żyje na rachunek gospodarza, korzysta z jego gościnności, a w głębi duszy gardzi nim i myśli tylko o tym, jak go przechytrzyć. Budować można tylko w imię trzech wymiarów, ponieważ stanowią one warunek architektury. Budować znaczy walczyć z pustką, hipnotyzować przestrzeń”. Ryszard Przybylski nazwał Mandelsztama wdzięcznym gościem Boga.

Akmeiści, których Mandelsztam był czołowym przedstawicielem, głosili powrót z jakiejś urojonej przestrzeni na ziemię. Postulowali życie tu i teraz, włączenie się w bieg mijających pokoleń i epok, ogarnianie całej ziemskiej urody i przetwarzanie jej w urodę poezji.

Realność świata stała się podwaliną poezji Mandelsztama. Nie uciekał od najprostszych i najbardziej przaśnych przedmiotów takich jak: chleb, garnek, widły, słoma, siekiera, kurzy pomiot. Nie jest to jednak poezja natury, ale kultury, poezja miasta. Miasto nie posiada dla niego cech nowoczesnej aglomeracji, nie jest on piewcą mas i maszyn. Ukochane przez niego gmachy to pomniki architektury ukazujące kunszt dawnych mistrzów, dawnych rzemieślników hipnotyzujących przestrzeń.

Przez rzemiosło rozumiał odniesienie do tradycji. Żona poety Nadieżda wspomina, że próbował „udowodnić, że wynalazczość w poezji, podobnie jak w sztuce lub w nauce, przynosi owoce tylko w tym wypadku, kiedy chadza pod rękę z pamięcią”. Pamięć przechowująca dziedzictwo starożytnej Grecji i Rzymu. Zżerała go tęsknota za tradycją zaklętą w kulturze śródziemnomorskiej: „Znów chcę Owidiusza, Puszkina, Katullusa”.

Wielka sztuka może narodzić się w każdym miejscu. Ważny jest związek z rzeczywistością i pamięcią. W felietonie Kukiełki Nadieżda Mandelsztam opisuje życie i pracę rosyjskich hafciarek w czasach komunizmu. W szarej rzeczywistości miasta Tarusa na 1 Maja Margarita Gumilowska wyszywa dla siebie bluzkę: „Niech zobaczą, że to jest piękne”. Bluzka taruskiej hafciarki staję się sztandarem piękna, woła o wydobycie z posępnej rzeczywistości rąbka prawdy. Czasem wystarczy haftowana bluzka.