„Teologia Polaków zadowala się rolą rezonującego pudła, podczas gdy na strunach gra kto inny”. Nie napisał tego kontestator, lecz teolog do głębi przejęty losami polskiej teologii. Autorem tych słów jest młody Jacek Salij.

W eseju Zadania teologii dzisiaj relacjonuje przebieg obrad trzeciego Kongresu Teologów Polskich, który miał miejsce w Lublinie w 1971 roku. Ponad czterdzieści lat temu stawiano sobie te same pytania, z którymi mierzymy się dzisiaj: „jaka jest obecna sytuacja teologii polskiej (…), czy mamy realne szanse rozwoju i czy stać nas na wypracowanie własnego oblicza naszej teologii”. Ojciec Jacek rozpoczyna od krytyki i o zgrozo odwołuje się niej  do Gombrowicza.

Stwierdza, parafrazując pisarza, że „dopiero uświadomienie sobie naszego niedorastania do kultury europejskiej otworzy przed nami pozycje, z których możemy prześcignąć innych Europejczyków”. Innymi słowy, nie chodzi o to, by konkurować z teologią zachodnią, ale by uświadomić sobie, że w tym wyścigu nigdy nie wygramy, i przejść na zupełnie inne pozycje. Jakim bogactwem może być nasza niższość wobec teologii światowej? Tutaj ojciec Jacek znowu cytuje Gombrowicza: „Postarajcie się zorganizować wasze prawdziwe odczuwanie, aby uzyskało byt obiektywny w świecie, znajdźcie teorię zgodną z waszą praktyką”.

jacek-salij-1980-low-11

o. Jacek Salij, koniec lat 70. (foto. pracownia 52.pl)

Pościg za Zachodem skutkuje epigoństwem i powielaniem idei już dawno opracowanych. Dlatego trzeba pójść w zupełnie innym kierunku. „Liczy się dla nas bardziej życie niż teologia. Polacy przejmują się wprawdzie teologią, ale rzadko ją absolutyzują. (…) Zawsze byliśmy skłonni sądzić, że wiara jest czymś nadrzędnym wobec teologii, a nie odwrotnie”. Ojciec Jacek pokazuje trzy kierunki wypracowywania nowej polskiej teologii. Jest nią mariologia, ale nie zaangażowana w „wewnątrzkościelne spory polityczne”, ponieważ Matka Boża wcale nie należy do obozu konserwatystów, ale jest Matką wszystkich. Drugim kierunkiem jest teologia małżeństwa, rozwijana w naszej teologii głębiej niż na Zachodzie. I wreszcie budowanie silnego fundamentu filozoficznego dla teologii. Myślę, że te trzy kierunki, pomimo niewątpliwych osiągnięć, pozostają wciąż aktualne. Świadectwem tego może być niezwykła popularność Dominikańskiej Szkoły Filozofii i Teologii, która rozwija teologię naturalną, opartą o silne podstawy filozoficzne.

W 1973 roku Halina Bortnowska przeprowadziła wywiad z Y. Congarem. Zadaje w nim między innymi pytanie o stan polskiej teologii. W pytaniu padają słowa, które mnie zainteresowały. „W Polsce rozpoczęła się ostatnio dyskusja nad potrzebą rozwijania własnej oryginalnej myśli teologicznej przepracowującej nasze rodzime doświadczenia historyczne i społeczne. Inicjatorami tej debaty są dwaj młodzi teologowie, właśnie dominikańscy”. Już wiem, że jednym z nich był ojciec Jacek. Nadal poszukuję drugiego. Myślę, że odwołując się do dorobku naszych starszych współbraci: Woronieckiego, Przybylskiego, Bocheńskiego, Salija, Kłoczowskiego, będziemy mogli rozwijać teologię zarazem polską i dominikańską.

Kiedy ojciec Jacek pisał artykuł  o zadaniach polskiej teologii miał 29 lat. Od pięciu lat był kapłanem. O czym piszą dzisiaj dominikanie, którzy pięć lat temu przyjęli święcenia kapłańskie?