Myślę, że najważniejsze i w jakiejś mierze najsmutniejsze w tekście Mateusza Grzelczaka OP Dwie nierozerwalne jest stwierdzenie „nie wiem jak to robić”. Zgadzam się z teorią, tylko jak powinna się ona przejawiać w praktyce? Chodzi przecież nie o teoretyczne rozważania na temat uchodźców, tylko o ich życie, czyli o praktykę. Przez bardzo wiele stuleci Polacy byli znani z tego, że ich czyn wyprzedzał refleksję. Ostatnio możemy obserwować zjawisko odwrotne, rozwój swoistej impotencji społecznej. Ukraina w tym momencie ma swoich uchodźców, którym staramy się pomagać w miarę naszych możliwości. Przez cały czas trwania Majdanu trzy pokoje gościnne naszego klasztoru były zawsze do użytku demonstrujących. Myślę, że najprostsze rozwiązania są najlepsze. Jeśli ktoś prosi o pomoc, to po chrześcijańsku należałoby mu jej udzielić. Niezależnie, czy podzielam poglądy polityczne proszącego, czy nie. Osobiście nie zgadzałem się ze wszystkimi ideowymi nurtami Majdanu, jednak jako przeor nie wyobrażałem sobie by zamknąć przed nimi drzwi.

Wiele w tej kwestii w Polsce zostało już zrobione. Głównie jest to zasługą różnych fundacji. Niestety nie mogę wszystkiego śledzić na bieżąco. Mam nadzieję, że również bracia z naszych klasztorów, poza zadawaniem dramtycznych pytań, otworzą drzwi. Kiedyś jeden z socjologów, nie podam nazwiska, bo zaraz wszyscy się oburzą i nie doczytają do końca, zapytany jak kochać nie tylko jednego człowieka, ale większą grupę ludzi, odpowiedział podobnie jak brat Mateusz. Zasadniczo nie wiedział jak może do tego dojść, jednak patrząc na odkrycia ludzkości, stwierdził, że nogi są zupełnie niepodobne do samolotu, natomiast zarówno nogi jak i samolot służą do przemieszczania w przestrzeni, albo jednego człowieka, albo dużej ilości ludzi. Jego zdaniem podobne zjawisko może zajść w etyce. Jest tylko jeden warunek. Najpierw trzeba kochać tego jednego i konkretnego, który zapukał do twoich drzwi.

studium_OP

Oczywiście zadaniem intelektualisty jest przede wszystkim praca piórem. Dlatego nie wymagam żeby każdy publicysta aktywnie brał udział w pomocy uchodźcom, nie wszystkich po prostu na to stać. Jednak powinnien włączyć się w obronę dobrego imienia każdego człowieka, zarówno uchodźcy jak i publicysty, który ich szkaluje. W ostatnim wpisie nie przypadkowo pisałem o miłości nieprzyjaciół.

Jeśli w tym momencie, ktoś ze współbraci zabytałby mnie „jak to robić?”, odpowiedziałbym krótko: wziąć na siebie odpowiedzialność za jedną lub dwie rodziny. Wiem, że to kosztuje, ale może warto zrezygnować z komfortu? Wszyscy znamy historię świętego Dominika, który w pewnym okresie studiów płonąc współczuciem, jak podkreśla błogosławiony Jordan, sprzedał wszystkie swoje książki i wszystkie przedmioty osobiste, aby utworzyć „jałmużnę”, coś w rodzaju fundacji, która pozwalała na udzielenia pomocy ubogim, cierpiącym z powodu szerzącego się w Hiszpanii głodu.