W obecnej sytuacji powtórzenie prostego braterskiego gestu papieża Pawła VI i patriarchy Atenagorasa okazało się niemożliwe. Została podpisana deklaracja, której kilka punktów posiada epokowe znaczenie. Zresztą już samo spotkanie, pomimo wszystkich krytycznych głosów, należy uznać za kolosalne osiągnięcie. Są takie wydarzenia, które zmieniają rzeczywistość. Do takich na pewno należy spotkanie papieża Franciszka i patriarchy Cyryla.

Im więcej słów tym więcej interpretacji, dlatego wspólna deklaracja rodzi tyle emocji. Chciałbym zwrócić uwagę na trzy kwestie.

Po pierwsze tekst deklaracji nie posiada czysto ekumenicznego charakteru. Kwestia dialogu pomiędzy kościołami pozostaje na dalszym planie. Głównym tematem jest wspólne działanie, zmierzające do zachowania pokoju na świecie. Chociaż w deklaracji czytamy, że papież i patriarcha spotkali się jak bracia w wierze chrześcijańskiej,  aby osobiście porozmawiać „z serca do serca” oraz „omówić stosunki wzajemne między Kościołami, palące problemy naszej owczarni i perspektywy rozwoju cywilizacji ludzkiej”, to zasadnicza część deklaracji dotyczy kwestii rozwoju cywilizacji. Odnoszę wrażenie, że wracamy do sytuacji jaka miała miejsce zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej, kiedy to z kilku miejsc zaczęły płynąć nawoływania do podjęcia wspólnego działania niezależnie od różnic teologicznych.  Dla arcybiskupa Natana Söderbloma ekumenizm oznaczał przede wszystkim praktykę: „Doktryna dzieli, lecz służba łączy”.

Podobne nadzieje w obliczu destrukcji wizji antropologicznej wyrażał niejednokrotnie abp Hilarion (Alfiejew). Możliwość „świętego sprzysiężenia” pomiędzy katolicyzmem i prawosławiem przeciw „wojującemu sekularyzmowi” była coraz poważniej omawiana w oficjalnym dialogu ekumenicznym. W związku z tym wydaje się ważne podkreślenia pierwszeństwie prawdy nad praktyką. Kardynał Joseph Ratzinger w interesującym podsumowaniu czterdziestu lat dialogu ekumenicznego zwracał uwagę na obecne we współczesnej kulturze dążenie do odwrócenia relacji między konsensusem i prawdą: nie prawda jest przyczyną konsensusu, lecz konsensus stanowi „jedyną, konkretną, realistyczną instancję decydującą w danym momencie o słuszności i ważności”. Tym samym zostaje odwrócona relacja pomiędzy prawdą i praktyką. Ta ostania staje się miernikiem prawdy. Tendencja ta przejawia się również w ekumenizmie, w którym praxis staje się jego właściwą hermeneutyką. W dowartościowaniu wymiaru etycznego Ratzinger dostrzega jednak ważny element. Jego zdaniem należy koniecznie wziąć go pod uwagę, ponieważ najpilniejszym zadaniem dialogu ekumenicznego jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, co w tej chwili konkretnie oznacza przykazanie miłości. Odpowiedź na to pytanie starają się dać sygnatariusze deklaracja podpisana w Hawanie.

kirill-800x500

foto. Catholic Herald

Jest to odpowiedź wyrazista, jednak odnoszę wrażenie, że zredagowana głównie przez stronę prawosławną. Wystarczy porównać tekst deklaracji z wypowiedziami abp Hilariona z ostatnich 10 lat. I tutaj natykamy się na drugą kwestię. Jest nią oczywiście kontekst polityczny. Wszelkie próby pomijania tego zagadnienia lub przeciwstawianie spojrzenia politycznego spojrzeniu wiary, wydają się niezgodne z duchem samej deklaracji. Jest ona podpisana przez ludzi wierzących zatroskanych o losy świata. To właśnie wiara daje nowe światło dla politycznego spojrzenia. Wszelkie stwierdzenia typu „albo wiara, albo polityka”, wydają się niewłaściwe w świetle słów samej deklaracji. Kiedy autorzy piszą: „Wzywamy wspólnotę międzynarodową”, albo „zwracamy się do wszystkich stron, które moga być wciągnięte w konflikt”, to chcą osiągnąć skutek polityczny. Takie jest między innymi zadanie chrześcijaństwa.  Z tego punktu widzenia najważniejsze stwierdzenie pada w punkcie 13, w którym czytamy: „W obecnych warunkach przywódcy religijni ponoszą szczególną odpowiedzialność za wychowanie swej owczarni w duchu poszanowania przekonań tych, którzy należą do innych tradycji religijnych. Całkowicie niedopuszczalne są próby usprawiedliwienia zbrodniczych działań za pomocą haseł religijnych. Żadnej zbrodni nie można dokonywać w imię Boga”. Słowa te skierowane są nie tylko do przywódców świata muzułmańskiego, ale również do chrześcijan.

I ostatnia kwestia dotyczy oczywiście Ukrainy (punkty 25-27).  W deklaracji padły bardzo ważne słowa o uznaniu kościoła greko-katolickiego. Niestety komentarze ze strony hierarchów i intelektualistów ukraińskich są negatywne. W oficjanym komentarzu arcybiskup większy kijowsko-halicki Swiatosław Szewczuk stwierdził, że „mówiono o nas bez nas, nie dopuściwszy nas do głosu”. W dalszej części wywiadu czytamy: „Powstaje takie wrażenie, że Patriarchat Moskiewski albo otwarcie nie przyznaje się, że jest stroną konfliktu, gdyż wprost popiera agresję Rosji przeciw Ukrainie, podobnie zresztą jak wojskowe działania tego kraju w Syrii nazywa «świętą wojną», albo zwraca się przede wszystkim do własnego sumienia, wzywa sam siebie do rozsądku, solidarności społecznej i do rzeczywistego budowania pokoju”.

Każde wydarzenie posiada pierwszoplanowych i drugoplanowych aktorów. Myślę, że w najbliższym czasie powinniśmy szczególnie obserwować działania dwóch aktorów pojawiających się w tle podpisanej w Hawanie deklaracji: prezydenta Federacji Rosyjskiej i głowy Kościoła grekokatolickiego.