Przyjechałem na X Zjazd Gnieźnieński wraz z grupą studentów z Kijowa. Organizatorzy poprosili nas o poprowadzenie warsztatów na temat wolności chrześcijańskiej. Oprócz naszej grupy są jeszcze uczestnicy z dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego ze Lwowa, goście z Białorusi, Ukrainy i Rosji. Akcenty dominikańskie pojawiają się często. Za oprawę muzyczną odpowiada schola z naszego klasztoru na Służewie, katolickim kapelanem jest o. Marek Pieńkowski, warsztaty prowadzą o. Maciej Biskup i o. Tomasz Dostatni. Wczoraj świadectwo dawała dominikańska tercjarka Małgorzata Wałejko.

Wczorajszy dzień przeżyłem pod znakiem trzech wydarzeń. Pierwszym z nich było wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy, który mówiło ochronie wartości chrześcijańskich w Europie i w Polsce. Zadawaliśmy sobie potem pytanie, czy mógłby tak mówić przed politykami. Ja myślałem jeszcze o jednej kwestii. W wystąpieniach często pojawiała się myśl, że Mieszko przyjął chrzest przede wszystkim ze względów politycznych. Wydaje mi się to szalenie ciekawy fakt, biorąc pod uwagę współczesną sytuację. Często odżegnujemy się od związku wiary i polityki. Okazuje się jednak, że pierwotnie polityczna decyzja była impulsem do stopniowego nawrócenia większości narodu. Ewangelia przenika do serc ludzkich nawet jeśli pierwotna intencja nie była wyłącznie nadprzyrodzona.

Drugim ważnym wydarzeniem był trójgłos między kard. Antonio Tagle, Małgorzatą Wałejko i Tomaszem Budzyńskim. Jako pierwszy głos zabrał kard. Tagle, który z właściwym sobie humorem głosił dobrą nowinę o wolności chrześcijańskiej. Przemawiał jak ojciec, który nie tyle chce przekonać swoje dzieci do prawd, które głosi, ale zaprasza do wspólnego życia, szczęśliwego życia. Następnie wysłuchaliśmy dwóch świadectw, które w przedziwny sposób mówiły o jednym, o doświadczeniu miłości Boga. Trójgłos ułożył się w przypowieść o Miłosiernym Ojcu i dwóch synach. Jeden z nich odszedł daleko od Boga. O tym doświadczeniu opowiadał lider legendarnego punkowego zespołu „Siekiera”. Drugi z synów, choć zawsze był blisko Boga i Kościoła przez długie lata nie doświadczał Bożej miłości. Tym doświadczeniem  podzieliła się Małgorzata Wałejko. Rożnymi drogami wracamy do Ojca. Często może się to dokonać dzięki takim pasterzom Kościoła jak kard. Tagle.

12802941_778822795555889_7596364073902848324_n

foto. Zjazd Gnieźnieński (facebook)

Trzecim ważnym wydarzeniem było ekumeniczne nabożeństwo pokutno-dziękczynne. Ważnym momentem był obrzęd obmycia twarzy, rąk i oczu, który symbolizował rozpoczęcie na nowo drogi ku jedności. Nowy początek. Ten motyw pojawia się często podczas spotkań i rozmów kuluarowych. Czytając Ewangelię i studiując historię Kościoła przekonuję się, że nowy początek często jest niewidoczny. Nie rzadko znajduje się w innym miejscu niż go poszukujemy. Myślę, że aby zrozumieć jego specyfikę należy poważnie zastanowić się nad przypowieścią o obumierającym ziarnie. Podczas wczorajszych spotkań wielokrotnie powtarzały się dwie pozornie sprzeczne opinie. Z jednej strony obserwujemy zanikanie chrześcijaństwa w Europie. Już od prawie stu lat mówi się o „końcu ery chrześcijańskiej”. Z drugiej strony, szczególnie biskupi podkreślali ten fakt, że nie jest aż tak źle, że jest wiele zjawisk, osób i wspólnot, które budzą nadzieję. Myślę, że te dwie opinie opisują dynamikę obumierającego ziarna. Pewna forma chrześcijaństwa, do której byliśmy przyzwyczajeni obumiera, jednak nie oznacza to śmierci samego chrześcijaństwa. Wręcz przeciwnie, jest to świadectwem procesu pojawiania się nowego życia, nowej jego formy. Niepokój pojawia się wtedy, gdy myślimy, że pod powierzchnią zjawisk, tak jak pod powierzchnią gleby, nie tkwi żadne ziarno. Wiara daje man siłę do wpatrywania się w pozornie puste miejsce. Z czasem pojawią się nowe formy życia, może niepodobne do tych, które znamy z przeszłości.