Z wieczornych lektur:  „W tej szarudze krwi – wczoraj masakra w Bolonii – walk bratobójczych, skrytobójstw nagminnych, masowych morderstw czerwonych czy czarnych brygad, w Europie tchórzliwie bezsilnej i obłudnej wobec miłującego pokój Imperium Gułagu, które morduje i gwałci nieugięty i bohaterski naród Afganistanu – są przecież fakty inne, smugi światła, które nam było dane przeżyć i które każą nam wierzyć i ufać życiu.

Zasięg działania tych faktów w czasie jest nam nieznany, ale one już dotknęły sumienia tysięcy, może milionów ludzi.

Papież u progu paryskiej Notre Dame i jego Msza święta w ulewę i wichurę na placu Bougret wśród setek tysięcy pielgrzymów, papież u robotników w São Paulo, w najnędzniejszych favelas pod Rio, w Belem – tym rio mar Amazonki i na skraju miasta Marituby, gdzie wegetuje ponad siedmiuset trędowatych, których ponoć jest ponad milion w Brazylii, gdzie nasiąkniętym wilgocią czterdziestostopniowym żarze odwiedził leprozorium, gdzie ten tłum stłoczony – iluż bez rąk, bez nóg, niektórzy z twarzami o wyżartych przez trąd nosach – błogosławił, ściskał, do serca tulił i płakał. Papież w kraju cierpienia.

Jan Paweł II, który we Francji, w Brazylii ukazał nam nie „wyczyn sportowy”, jak to jakiś głupek w gazecie napisał, ale dał nam widzenie namacalne, świadectwo Łaski, znak innego wymiaru, dał nam przeżycie, które zmusza każdego z nas do nowego spojrzenia i przemyślenia wszystkiego i może najbardziej tego, co wkorzenione jest w samej miazdze ciemności i okropieństwa życia”.

Kiedy czytałem te słowa poczułem, że jeśli byśmy zamienili imiona i miejsca, spokojnie moglibyśmy je odnieść do naszej sytuacji. Historia po raz kolejny daje nam lekcję.

Tekst został opublikowany w 1980 roku w paryskiej „Kulturze”, a jego autorem jest Józef Czapski. Dlaczego do niego wracam? Z trzech powodów. Po pierwsze dziś obchodzimy rocznicę śmierci Jana Pawła II, a pojutrze 120 rocznicę urodzin Czapskiego. W tym fragmencie możemy zobaczyć ideę, która była bliska im obu. Niezależnie od tego jak wielkie byłyby ciemności i okropieństwa życia, istnieją inne fakty, „smugi światła”, które są od nich mocniejsze.

Po drugie wierzę, że owe smugi światła możemy dostrzec również dziś. Jedną z nich był niedawno zmarły ks. Jan Kaczkowski. Czytając eseje Czapskiego, zdajemy sobie sprawę, że właściwie cała jego pisarska twórczość jest wyławianiem takich promieni światła. Nie dzieje się to jednak spontanicznie. Jest w tym decyzja woli i upór by „nie forsować w sobie ciemności”.

I po trzecie, i to mnie najbardziej niepokoi, zdałem sobie sprawę, jak krótką mamy pamięć. Oczekujemy od papieża, by codziennie przełamywał jakieś granice, gdy tak naprawdę większość z nich już dawno została przełamana. Żyjemy tak, jakby nie był tych dwudziestu kilku lat pontyfikatu Karola Wojtyły.

Wojtyla in Africa nel 1992, una delle immagini della mostra fotografica "L'uomo che amava gli uomini" dedicata a papa Wojtyla in vista della sua beatificazione il Primo maggio 2011. I celebri scatti, presentati oggi 31 marzo 2011, sono esposti presso il Terminal del Gianicolo, a Roma. ANSA / UFFICIO STAMPA GAS COMMUNICATION SRL