Długo zastanawiałem się czy pisać ten felieton. Spora cześć z nas żyje jeszcze emocjami Światowych Dni Młodzieży. Piszę z nadzieją, że jeśli entuzjazm jest autentyczny, to nie zmąci go zadawanie niewygodnych pytań. Pewna wywiedź Franciszka na temat islamu nie daje mi spokoju.

Nie mam na myśli słów wypowiedzianych podczas czuwania modlitewnego. Powiedział wtedy, że nasza „odpowiedź na ten świat w stanie wojny ma imię: nazywa się przyjaźnią, nazywa się braterstwem, nazywa się komunią, nazywa się rodziną”. Zgadzam się z tym całkowicie i podpisuję się obiema rękami. Nie można nienawiści zwalczać nienawiścią. Niepokoi mnie natomiast odpowiedź jaką dał dziennikarzom na pokładzie samolotu.

Słusznie stwierdził, że nie można identyfikować islamu z przemocą. Natomiast dalej było już znacznie gorzej. Papież wyraził opinię, że jeżeli miałby mówić o przemocy islamskiej, to musiałby też mówić o „przemocy katolickiej”. Przypomniał, że każdego dnia we Włoszech mamy do czynienia z różnymi aktami przemocy i zbrodni, na przykład gdy ktoś zabija narzeczoną, teściową. „I to są ochrzczeni katolicy” – zauważył Franciszek. Tak, tylko nie zabijają w imię wiary katolickiej. I tu tkwi zasadnicza różnica. Jeśli Franciszek jest prorokiem, to niech będzie im do końca.

Pope_Francis_speaks_to_journalists_on_the_flight_from_Rome_to_Armenia_June_24_2016_Credit_Edward_Pentin_CNA

Argumentacja papieża przypomina typowe zachowanie przy łóżku śmiertelnie chorego. Kiedy nie wiemy co powiedzieć, zaczynamy opowiadać o swoich chorobach – „Ja to dopiero byłem chory” – nie zauważając, że pacjent umiera. Papież powiedział coś, – co jak sam stwierdził – może być niebezpieczne. „Kiedy w centrum światowej gospodarki umieszcza się bożka-pieniądza, a nie mężczyznę i kobietę, to już jest pierwszy terroryzm”. Zgadzam się, że jest to zło, natomiast nazywanie tego terroryzmem jest intelektualnym nadużyciem. Papież porównuje dwa zupełnie różne zjawiska. I z tego chaosu myśli dowiaduję się na koniec, że „terroryzm jest wszędzie”.

 

fot. Pentin/CNA