W tym roku przypada rocznica powstania KOR-u. Niezależnie od tego jaki mamy emocjonalny stosunek do tej grupy ludzi, nie możemy przejść obojętnie obok tej daty. W przyszłym roku, w maju, będziemy obchodzić rocznicę słynnej głodówki w kościele św. Marcina w Warszawie. Była to pierwsza głodówka protestacyjna zorganizowana przez KOR. W ten sposób działacze polskiej opozycji demokratycznej zareagowali na dalsze przetrzymywanie w więzieniu kilkunastu uczestników wydarzeń z czerwca 1976 roku. W proteście uczestniczyli między innymi Henryk Wujec, Tadeusz Mazowiecki, Ozjasz Szechter, Kazimierz Świtoń, Barbara Toruńczyk, Bohdan Cywiński i jako kapelan dominikanin o. Aleksander Hauke-Ligowski. Skład grupy może dziś niejednego zadziwić. Takie były czasy. I na dodatek wszystko odbywało się w kościele zaprzyjaźnionych sióstr franciszkanek.

Zbliżenie środowiska lewicy laickiej i Kościoła nie było pewnie czymś unikalnym na skalę europejską. Przykłady podobnych ruchów możemy znaleźć we Francji, czy we Włoszech. Być może najbardziej widoczną różnicą był powód tego zbliżenia. W Polsce była to chęć przezwyciężenia komunistycznego systemu. Teolodzy na Zachodzie nie zdawali sobie do końca sprawy z tego, co dzieje się za żelazną kurtyną, dlatego spokojnie mogli czytać w klasztornym refektarzu dzienniki Trockiego. Po 1989 roku, gdy główny wróg został pokonany zniknęła również potrzeba wzajemnych relacji. Zapewne jest to prawdziwy opis wspólnego doświadczenia lewicy laickiej i Kościoła. Prawdziwy, ale nie pełny.

Patrząc na polskie realia chciałoby się wierzyć, że dialog ten nie był powodowany jedynie istnieniem wspólnego wroga jakim był komunizm. Chciałoby się wierzyć, że zbliżenie to zaowocowało nie tylko upadkiem Związku Radzieckiego, ale zmieniło lewicę, przynajmniej przez fakt, że pokazało jej inne oblicze Kościoła. Chciałoby się wierzyć, że zmieniło ono również sam Kościół, czyniąc go bardziej otwartym na cierpienia i poszukiwania każdego człowieka. KOR nie powstał w celu walki z systemem, ale przede wszystkim by pomagać uwięzionym robotnikom i ich rodzinom. Kiedy Jacek Moskwa zapytał ks. Jan Zieję, jednego z sygnatariuszu KOR-u, dlaczego jako duchowny zaangażował się w działania o tak wyraźnym politycznym obliczu, sędziwy kapłan odpowiedział: „Te same. Komitet Pomocy Robotnikom – prześladowanym, bitym, ranionym, krzywdzonym. Pomaganie. Ewangelia. Słowa Chrystusa: «… byłem chory a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie». My to robiliśmy. Dla mnie udział w Komitecie Obrony Robotników od samego początku był łączeniem się z ludźmi, którzy w tej dziedzinie realizują Ewangelię. W innych kwestiach mogą mieć – i mieli – różne poglądy, ale w tej sprawie stanęli po stronie źle traktowanych ludzi”.

Dzisiaj pewnie nie jesteśmy w stanie stanąć wspólnie po stronie źle traktowanych ludzi. Zawsze znajdzie się jakiś powód, żeby się podzielić. Tylko, że w kościele św. Marcina głodówkę podjęła nie cała Warszawa, ale nie więcej niż 15 osób. Jestem przekonany, że i dzisiaj znalazłoby się kilkanaście takich osób.