Zawsze miałem trudności ze zrozumieniem idei intronizacji Chrystusa na króla Polski. Być może dlatego, że żyjąc w demokratycznym państwie i w jeszcze bardziej demokratycznym zakonie, nie posiadałem żadnego realnego doświadczenia intronizacji. Z drugiej strony wydawało się niezbyt taktowne intronizowanie Kogoś, kto i tak już króluje. Wreszcie sama idea sprawiała wrażenie niebezpiecznie uwikłanej w politykę. Dlatego niezwykle ucieszył mnie tekst Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Chociaż autorzy posługują się takimi pojęciami jak Naród, Królowanie czy Panowanie, wyraźnie pokazują, że „intronizacja” to przede wszystkim uznanie Tego, który już króluje, nie tylko w naszych sercach czy w Kościele, ale i w społeczeństwie. Pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi do głowy, było oczywiście związane z Jasnogórskimi Ślubami Narodu Polskiego.

Oba uroczyste wydarzenia posiadają wiele wspólnych cech. Nie będę tu o nich pisał. Myślę, że sprawa jest oczywista. Chciałbym zwrócić raczej uwagę na to, co je różni, ponieważ dzięki temu możemy uchwycić specyfikę naszych czasów.

Podstawowa różnica tkwi w stanie świadomości społecznej. Nie sądzę, by było to spowodowane jedynie słabym przygotowaniem Polaków do przyjęcia Chrystusa za Pana. Oddolna inicjatywa jakby w ostatnim momencie została podchwycona przez Episkopat. W związku z tym, nie było czasu na solidne przygotowanie wiernych. Przypomnę, że Jasnogórskie Śluby poprzedzała dziewięcioletnia nowenna. W przypadku Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla wszystko dokonało się mniej więcej w ciągu ostatniego roku. Rozumiem, że biskupi chcieli zdążyć przed końcem Roku Jubileuszowego 1050-lecia Chrztu Polski. Jednak jeśli tak już się stało i akt został wygłoszony, to trzeba pomyśleć jak wcielić go w życie.

Myślę, że nie wystarczy skoncentrować się przede wszystkim na wypełnieniu danych obietnic. Jest to zadanie trudne, a często nierealne przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze nie wszyscy dokonali tego aktu. I tu wracamy do kwestii świadomości społecznej. Ogromne wyzwanie jakie stoi przed Episkopatem, to przekonanie wiernych do idei panowania Chrystusa w życiu społecznym, szczególnie tych którzy byli wobec tego aktu krytyczni. Jestem przekonany, że może się to dokonać przez odwołanie się do zasady sprawiedliwości społecznej. Królowanie Chrystusa musi być ściśle powiązane z wymaganiami etyki chrześcijańskiej. Zarówno w odniesieniu do uchodźców, jak i do dzieci nienarodzonych. Jasno mówił o tym papież Franciszek na Wawelu.

passio2

Druga trudność w realizacji przyrzeczeń tkwi w nas, w tych którzy już przyjęli Chrystusa za Króla. Po prostu nie zawsze mamy siły do wypełnienia złożonych obietnic. Wie o tym każdy chrześcijanin, a tym bardziej każdy ksiądz, który spowiada. Trzeba pokazać wiernym źródło, z którego będą czerpać siłę do wypełnienia danych obietnic. Jestem przekonany, że takim źródłem jest chrześcijański kult. Kiedy kardynał Stefan Wyszyński wprowadzał w życie Jasnogórskie Śluby powiązał je z kultem Matki Bożej. Akt poświęcenia Sercu Pana Jezusa związany jest z praktyką pierwszych piątków miesiąca. Jeśli Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla ma wejść w duchowy krwiobieg Polaków powinien wyrazić się jakoś w naszej modlitwie. Myślę, że nic lepiej nie oddaje idei wyrażonej w tym akcie niż zwrócenie się podczas Liturgii ad orientem. Jest to postawa, która najbardziej odpowiada idei panowania Boga w naszym życiu.

W opisie wyjścia z Egiptu, jak zauważa Joseph Ratzinger, pojawiają się dwa cele. Pierwszy, znany nam wszystkim cel, to dojście do Ziemi Obiecanej. „Izrael ma żyć we własnym kraju i, chroniony granicami, cieszyć się wolnością i suwerennością”. Istnieje jednak jeszcze drugi cel. W rozmowach z faraonem początkowo nie ma mowy o Ziemi Obiecanej, „jedynym celem wyjścia wydaje się oddanie czci, które może się odbywać tylko wedle Bożej miary i dlatego nie podlega regułom politycznego kompromisu”. Przeciwstawianie sobie ziemi i kultu jest pozbawione sensu. Te dwie rzeczywistości wzajemnie się przenikają. Jednak nie ma co ukrywać, droga do Ziemi Obiecanej wiedzie przez Synaj.