Papież ogłosił niedawno list apostolski Maiorem hac dilectionem, zatwierdzającym nową procedurę kanonizacyjną. Obok „heroiczności cnót” oraz „męczeństwa” powodem rozpoczęcia procesu kanonizacyjnego może być „dar życia”. Od dawna brakowało w kościele katolickim tej kategorii świętości. Już podczas procesu beatyfikacyjnego Maksymiliana Marii Kolbego pojawiły się wątpliwości, czy można uznać go za męczennika. Męczeństwo za wiarę wydawało się nie wchodzić w rachubę, ponieważ trudno było doszukać się bezpośredniej nienawiści wiary (odium fidei) w działaniu prześladowców. Maksymilian Kolbe oddał życie za współwięźnia, dlatego procedury beatyfikacyjne przeprowadzono zgodnie z formularzem heroiczności cnót. Dopiero podczas kanonizacji uznano go za męczennika.

Kościół prawosławny od wieków czci tzw. strastotierpców, którzy nie są męczennikami w ścisłym sensie tego słowa, ale oddali życie za wierność Bożym przykazaniom. Do grona strastotierpców zaliczani są święci Borys i Gleb, którzy zginęli z rąk swoich braci. W 2000 roku Cerkiew prawosławna kanonizowała car Mikołaj II i jego rodzinę właśnie jako strastotierpców. Spośród polskich świętych obok Maksymiliana Marii Kolbego moglibyśmy do ich grona zaliczyć biskupa Stanisława, dominikanin Michała Czartoryskiego, czy ks. Jerzego Popiełuszkę. Głównym motywem tego rodzaju świętości nie jest cierpienie i śmierć poniesiona za wiarę, ale cierpienie i śmierć przyjęte ze względu na naśladowanie Chrystusa. Echo tej starożytnej tradycji odnajdujemy w liście apostolskim papieża Franciszka. Papież pisze, że „godni specjalnego uznania i czci są ci chrześcijanie, którzy, podążając śladami Pana Jezusa i jego nauczania, zaoferowali dobrowolnie i szczerze swoje życie innym i do śmierci wytrwali w tym postanowieniu”.

Warto jednak zauważyć, że w owej trzeciej drodze nie chodzi o proste spełnianie swoich obowiązków z miłością. Chociaż w jednej z homilii Franciszek mówił, że „jest wielu męczenników ukrytych, tych mężczyzn i kobiet wiernych łagodnej sile miłości, głosowi Ducha Świętego, którzy w codziennym życiu starają się pomagać swoim braciom i bezwarunkowo kochać Boga”, nie samo pomaganie jest głównym powodem rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego z tytułu „oddania życia”. Sercem owej trzeciej drogi jest „podążanie śladami Pana Jezusa i jego nauczania” oraz „zaofiarowanie dobrowolnie i szczerze swoje życia i wytrwanie w tym postanowieniu do śmierci”. Papież podaje cztery kryteria wymagane do procedury kanonizacyjnej. Warto przytoczyć wszystkie cztery, ponieważ w mediach wspomina się zazwyczaj tylko dwa z ich. Papież pisze, że aby dar życia mógł być skutecznym powodem kanonizacji muszą być spełnione następujące warunki:

a) wolna i dobrowolna ofiara życia oraz heroiczna akceptacja pewnej śmierci ze względu na miłość (propter caritatem), mającej nastąpić w krótkim terminie. Powinien istnieć związek między ofiarą życia i przedwczesną śmiercią;

b) praktykowanie, przynajmniej w zwykłym stopniu cnót chrześcijańskich przed oddaniem życia, i aż do śmierci;

c) opinia świętości i jej oznaki, przynajmniej po śmierci;

d) cud, który miał miejsce po śmierci Sługi Bożego i za jego wstawiennictwem.

Papieżowi nie chodzi więc o mistykę codzienności, która głosi, że możesz być człowiekiem oddanym Bogu i ludziom w zwykłym życiu kawałek po kawałku, ale o heroiczną akceptację pewnej śmierci ze względu na miłość do braci.

Bł. Damian De Veuster wśród trędowatych na Molokai