Tematem fresków w bazylice świętego Franciszka w Asyżu jest życie Biedaczyny. Widzimy na nich historię człowieka, który starał się doskonale naśladować Chrystusa. Bracia Mniejsi przez wieki wiernie podążają tym śladem. Ich życie, tak jak życie ich założyciela, powinno być pierwszym kazaniem, które głoszą. W myśl słów samego Franciszka, który mówił: „Głoście Ewangelię, jeśli trzeba to nawet słowami”.

Jeśli z Asyżu udamy się do Florencji, do klasztoru świętego Marka, będziemy mogli podziwiać freski, które Fra Angelico wykonał w calach braci. Prawie na każdym z nich pojawia się święty Dominik. Jednak niewiele dowiemy się z nich o życiu naszego założyciela. Dominik kontempluje tajemnice Chrystusa. Czasem samotnie, czasem z innymi świętymi i braćmi z zakonu. Jednak zawsze jest to historia o Jezusie, a Dominik jest tylko świadkiem i adoratorem.

Istnieją oczywiście różne charyzmaty. Każdy z nich jest potrzebny Kościołowi. W Dialogu o Bożej Opatrzności świętej Katarzyny Sieneńskiej Bóg nazywa Franciszka i Dominika dwoma kolumnami Kościoła. Zakon Braci mniejszy oparty jest na idei ubóstwa, która pomaga franciszkanom upodobnić się do Chrystusa. Natomiast dominikanie kierują się inną zasadą. „Spójrz teraz na łódź ojca twego Dominika, umiłowanego syna mojego – zwraca się w mistycznym doświadczeni Bóg do Katarzyny – i zobacz, z jakim doskonałym ładem wszystko urządził. Chciał, aby bracia jego mieli na myśli tylko chwałę moją i zbawienie dusz przez światło wiedzy. To światło chciał uczynić zasadą swego Zakonu”.

Tak jak dla Franciszka zasadą organizującą życie zakonu było ubóstwo, tak dla Dominika miało nim być światło wiedzy. Kiedy wczoraj przeczytałem te słowa podczas Liturgii Godzin zacząłem się przyglądać swemu powołaniu. Na ile światło wiedzy, jest główną zasadą mojego życia. Czy mogę podpisać się pod słowami, które czytamy w dalszej części Dialogu:

„…właściwym przedmiotem swego Zakonu uczynił światło wiedzy, aby wytępić błędy, które powstały w tym czasie. Podjął urząd Słowa, Jednorodzonego Syna mojego. Wydawał się w świecie wprost apostołem, tak wielkie były prawda i blask, z jakimi siał słowo, rozpraszał ciemności i rozlewał światło. Był sam światłem, które dałem światu za pośrednictwem Maryi i umieściłem w mistycznym ciele świętego Kościoła dla tępienia herezji“.

Dzisiaj w Kościele nie mówi się już o tępieniu herezji. To dobrze, że zmieniliśmy ton w naszej realcji do śwaita i nie zajmujemy się już „tępieniem“ nikogo. Jednak to nie oznacza, że zniknęły wszystkie błędy. Nasz Zakon został powołany do „rozświetlania ciemności i rozlewania światła“. Jeśli tego nie będziemy robić, Bóg posłuży się innym narzędziem, powoła innych, jednak jaki sens będzie wtedy miało nasze życie?