Ojciec Święty podpisał dekret o heroiczności cnót kardynała Stefana Wyszyńskiego. Tradycyjnie jak co roku bożonarodzeniowy felieton nie będzie mojego autorstwa.

24 grudnia 1953 roku Kardynał zapisał w notatniku: „Ksiądz Stanisław zajął się przygotowaniem ż w kaplicy. Ale cóż?! Brak mu żłóbka «Dzieciątka Bożego». Ja pracuję przy stole, jak zwykle. Około południa zjawia się pan komendant – ponownie. Jest to niezwykłe w naszych stosunkach. «Przepraszam, paczuszka przyszła, zdaje się od panny Okońskiej». Wyszedł, zostawiając na stole małe pudełko, odpakowane. Wiedziałem, co jest wewnątrz. To żłóbek dla naszej kaplicy. Miałem dziwne przeczucie, że Dzieciątko Boże trafi do nas jakąś drogą. Trafiło! I radość, i wdzięczność za tę delikatną pociechę. «Dzieciątko Boże» objawiło się dopiero przy wieczerzy wigilijnej, którą spożywaliśmy we troje, o godzinie 19. Jaka wielka biła radość z oczu księdza Stanisława, tego niezwykle rzetelnego, prawego, młodego kapłana, którego doprowadziła do więzienia gorliwość o Boga w duszach dziecięcych!”.

W tym fragmencie jest wszystko co tak kocham u Kardynała. I jego „pracuję przy stole jak zwykle”, i „ksiądz Stanisław niezwykle rzetelny i prawy, młody kapłan”, i relacja z Marią Okońską, która odczytywał jego najgłębsze pragnienia. Na jednym ze zdjęć zrobionym w Komańczy, Maria Okońska trzyma kij, na którym opiera się Ojciec. W tym geście streszcza się jej wizja służenia Kościołowi.