Oczywiście nie zamierzam wspominać o legendach związanych z utarczkami dominikanów z jezuitami. Mamy w swojej historii niechlubną kartę uwięzienia św. Ignacego, ale mam nadzieję, że jezuici nam to wybaczyli. Poznałem wielu wspaniałych jezuitów, a chodząc do jezuickiego, akademickiego kościoła, w Toruniu odkryłem dominikanów. Jezuici na Wielki Post w 1984 roku zaprosili na rekolekcje dominikanina, o. Jana Górę.

– x-

Od Torunia jestem na razie daleko, bo po prawie czterech miesiącach mogłem wrócić do Rzymu. Pomyślałem, by napisać o kościele pod wezwaniem św. Ignacego Loyoli. Do tego kościoła wchodziłem wielokrotnie, ale zawsze jakby przypadkiem, po drodze, w czasie spacerów z gośćmi. Stwierdziłem, że pora pójść do niego celowo, dla niego, by przyjrzeć się dokładnie i napisać słów parę.

Kościół św. Ignacego znajduje się przy placu o tej samej nazwie, trzy minuty od Panteonu. Plac niczym się nie wyróżnia. Fasada kościoła zresztą też. Zbudowany w XVII wieku jest młodszym bratem Il Gesù, najsławniejszego jezuickiego kościoła, barokowego wzorca. Barakowy plafon przedstawia Apoteozę św. Ignacego i to przykład malarstwa iluzjonistycznego. Ciekawy motyw kobiet, który reprezentują wyobrażenie znanego wówczas świata, czyli cztery kontynenty.

Niemniej nie Apoteoza Ojca Założyciela jest w tym kościele dla mnie najbardziej interesująca. Najciekawsze okazuje się to, czego właściwie… nie ma. Ojciec Andrea Pozzo, jezuita (i kwita) pozazdrościł Bogu i stworzył w pewnym sensie coś z niczego, chociaż to „coś” okazało się złudzeniem. Namalował kopułę na płótnie w taki sposób, że w pewnym momencie wydaje się nam, że rzeczywiście ona jest. Ale wystarczy mały krok, by rzekoma kopuła zmieniła się w ciemne barwy o niewiadomych kształtach. Można by snuć dalszą refleksję jak to próby naśladowania Boga w stworzeniu ex nihilio prowadzą do ciemności otchłani. Niemniej za gorąco na takie dywagacje, a myślę, że ojciec Pozzo znakomicie się tym bawił i chwalił Boga swoim talentem. Niemniej ta złudna kopuła to ostrzeżenie, by nie ulegać złudzeniom, także i przede wszystkim w Kościele, uprzedzeniom i że potrzeba spojrzenia z różnych stron.

Lubię to miejsce jeszcze z jednego względu. W kaplicy bocznej jest obraz śmierci św. Józefa, namalowany przez Francesco Trevisani. Rzadko można zobaczyć postać św. Józefa na łożu śmierci. Chociaż przez to, że umierał (jak się wydaje) przy Jezusie i Maryi stał się patronem dobrej śmierci. Szkoda, że Ewangelie nie przekazały nic na ten temat. Może wtedy zapisano by chociaż kilka jego słów?

– x –

Moja wyprawa zakończyła się zaskakująco dla mnie. Czasem poniosą nas gdzieś nogi, a czasem myśli. Jezuici i św. Józef? Gdzie jeszcze kojarzę ich razem?… Wiem… Jezuici opiekują się i posługują w Sanktuarium św. Józefa w… Kaliszu.

Szkoda, że tamtejszy biskup ordynariusz (obecnie nie sprawuje już tej posługi) nie skorzystał z lekcji św. Józefa. Bo wtedy, kiedy trzeba było działać, to nie podejmował działania… a kiedy trzeba było milczeć, pisał listy…