… to tytuł audycji radiowej pana Tomasza Zimocha, w której miałem przyjemność być przez niego przepytywany. Zdaje się, że jak na razie byłem ostatnim… Oczywiście żadna to kontynuacja, jedynie skorzystanie z ciekawego pomysłu, by opowiedzieć o trzech wydarzeniach związanych ze sportem, ale prowadzących znacznie dalej.

– x –

Wczoraj zmarł Krystian Rempała, zaledwie 18-letni żużlowiec, który tydzień temu uległ ciężkiemu wypadkowi podczas zawodów. Przez tydzień walczono o jego życie. Najbardziej poruszył mnie list jego ojca, zresztą również znanego żużlowca, Jacka Rempały, do kibiców, który napisał 25 maja. W liście podziękował za wsparcie dla syna, ale wspomniał także o tym, że wsparcia i pomocy potrzebuje również ten, który spowodował ów wypadek: „Ubiegłej niedzieli na rybnickim torze rozegrały się dwa dramaty, dwóch różnych – jakże młodych ludzi. Oprócz Krystiana swoje bardzo ciężkie chwile przeżywa teraz również Kacper Woryna. Prosimy o to, aby wesprzeć modlitwą i dobrym słowem także i tego młodego chłopaka. Nie można go o nic oskarżać. Wiemy, że żużel to bardzo niebezpieczny sport. Wszyscy chcą rywalizować i dbają o to, aby nie zrobić krzywdy swojemu rywalowi. Niedzielna tragedia dotyczy więc w tej chwili także i Kacpra Woryny. Prosimy o to, aby środowisko żużlowe się zjednoczyło i było wsparciem nie tylko dla naszego syna ale również dla Kacpra. On również potrzebuje waszej pomocy. Bądźmy więc w tych ciężkich chwilach razem, wspierając wszystkich, których dotknęła ta tragedia”. Niezwykłe słowa, których nie trzeba komentować.

– x –

Zwykle przed wielkimi imprezami sportowymi mówi się o wielkich nieobecnych, czyli tych, często sławnych i najlepszych, którzy z różnych powodów w tych imprezach udziału wziąć nie mogą. Nie inaczej jest w przypadku zbliżających się Mistrzostw Europy w piłce nożnej, które odbędą się we Francji. Dla mnie największym nieobecnym tych Mistrzostw będzie pan Tomasz Zimoch odsunięty od komentowania meczy po wypowiedzi na temat bieżącej sytuacji polityczno-społecznej w naszym kraju. Przyznam, że trudno mi zrozumieć w jaki sposób jego ocena obecnej sytuacji w Polsce (do jakiej każdy ma prawo i nie wszyscy muszą się z oceną zgadzać), miałaby wpłynąć na jego pracę jako sprawozdawcy sportowego, w której to dziedzinie nie ma sobie równych w komentatorskim świecie. Trzymając się tej logiki można wyrazić nadzieję, że jacyś niemieccy piłkarze powiedzą coś niepochlebnego o polityce pani Merkel i dzięki temu nie pojadą na Mistrzostwa, czym zwiększą szansę naszego zwycięstwa w meczu z Niemcami. Byleby tylko nie przyszło do głowy naszym piłkarzom wypowiadać się na te tematy, jeszcze by kogoś odsunęli od reprezentacji, bo niepoprawne polityczne poglądy mogłyby wpłynąć na nieumiejętne kopanie piłki. To oczywiście absurd, a takie praktyki jak w przypadku pana Tomasza Zimocha  niestety nie budują zaufania do mediów i politycznego świata.

– x –

Moje pierwsze kazanie po chińsku wygłosiłem w szpitalu, w stolicy Tajwanu, Tajpej. Po Mszy św. moi znajomi krótko skomentowali kazanie: „brzmiało dobrze, ale właściwie o czym mówiłeś?”. Mówiłem, powołując się na przykład sportowca z olimpiady w Sydney w roku 2000, pływaka z Gwinei Równikowej Érika Moussambani, o ostatnich, którzy będą pierwszymi i różnicy w ocenie między miarą ewangeliczną, a miarą tego zabieganego świata. Połączenie może było naciągane i karkołomne, ale w obcych językach często mówi się to, co potrafi się powiedzieć, a nie to, co chciałoby się powiedzieć. W każdy razie tenże pływak walczył dzielnie z wodą na dystansie 100 metrów dosyć rozpaczliwie młócąc rękami i nieskładnie machając nogami, by przy owacji na stojąco zgromadzonych kibiców (i uldze także wielu) osiągnąć metę. Okazało się, że wcześniej nie pływał na basenie 50 metrowym. Chociaż uzyskał ostatni czas to stał się bohaterem i swoistą maskotką olimpiady. Wielu triumfatorów z tej olimpiady już się nie pamięta, a pamięta się Érika Moussambani.

– x –

Wspominałem sobie jego i moje kazanie ciesząc się tym, że jutro ruszę z Rzymu w stronę Dalekiego Wschodu, by we wtorek wylądować na Tajwanie.