Na cmentarzu olsztyńskim pochowana jest moja koleżanka, która zmarła nagle w trakcie studiów ponad 30 lat temu. Jeżdżąc do Sióstr Karmelitanek do Spręcowa (trasa Olsztyn – Dobre Miasto) zatrzymywałem się zwykle na cmentarzu, by pomodlić się przy Jej grobie. Ostatni raz byłem rok temu.

W środę wieczorem z pewnością wzmocnioną latarką od Sióstr pojechałem by przed Dniem Zadusznym zapalić świeczkę i pomodlić się. Dosyć pewne wszedłem w alejkę, odnalazłem kwaterę i… nie znalazłem grobu. Wchodziłem od różnych stron, zaczynałem od początku, liczyłem rzędy i… nic. Tłumaczyłem sobie, że może to ciemność, może pomyliłem się w rzędach, tak więc wróciłem następnego dnia rano. Historia się powtórzyła, chociaż tym razem wiedziałem dokładnie numer rzędu. W biurze zarządu cmentarza wszystko się wyjaśniło. Na wiosnę została ekshumowana i złożona do grobu razem z rodzicami w innej części cmentarza. Odnalazłem nowy grób, zapaliłem świeczkę i pomodliłem się uspokojony odnalezieniem.

– x –

Ostatnie dni przed Dniem Zadusznym wśród grobów wiele ożywienia: sprzątanie, mycie pomników, wyrywanie zbędnych roślin, rozmowy ze znajomymi, których spotyka się przy grobach bliskich i tysiące świeczek.

Pomyślałem – po moim poszukiwaniu grobu – że można zmarłych na nowo odnajdywać, na nowo wspominać ich dobro i piękno, przebaczać ich zło, słabości czy zranienia i mieć nadzieję. Może też trzeba czyjś grób na nowo odnaleźć bądź odwiedzić? Bo przecież nasze dalsze życie ma znaczenie także dla nich. To odnajdywanie zmarłych może stawiać zupełnie podstawowe pytania o naszą wiarę, nadzieję i miłość.

Dzisiaj w pierwszym czytaniu z Księgi Mądrości pięknie autor mówi o Bogu jako „Miłośniku Życia” (Mdr 11,26). W Bogu wszyscy żyjemy i dlatego mamy nadzieję na spotkanie z Nim i z nimi.

– x –

Jaki miałoby sens szukanie grobu G., gdybym nie wierzył, że żyje Ona w Bogu „nieśmiertelnie żywym życiem”?