Dzisiaj rocznica śmierci o. Sadoka Maćkowiaka. Zmarł 20 stycznia 1991 roku we Wrocławiu. Nie poznałem go, chociaż byłem już wtedy w Zakonie. Tak naprawdę poznałem go, kiedy zacząłem interesować się historią misji polskich dominikanów w Chinach w latach 1937-1953. Pracowało trzech polskich braci, a o. Sadok był ich przełożonym. O jednym z nich, zamordowanym tam o. Cyrylu Szlachtowskim, pisałem w innym wpisie, pt. „Krewni”. Ojciec Sadok z Chin został wyrzucony w 1952. Przez wiele lat pracował w Australii, potem w Rzymie (był socjuszem generała) i wrócił do Polski w 1975 roku.

– x –

Razem z o. Andrzejem Wójcikiem w 2000 roku byliśmy w Fengjie, mieście, w którym pracował o. Sadok. Płynęliśmy z Chongqingu statkiem rzeką Jangcy (trzecia, co do długości, na świecie). Po drodze (właściwie „po rzece”) przeważały wysokie, skalne, brzegi ze starymi domami, a czasem w tle nowoczesne domy i wieżowce. Czytałem wtedy rozdział 7 Ewangelii św. Mateusza z piękną opowieścią o budowie domu na skale lub na piasku. Nad Jangcy dobrze to było widać: domy budowane są na skałach. Tam gdzie dochodziła lub mogła dojść woda, na piaszczystych brzegach, domów nie stawiano.

Po 25 godzinach zeszliśmy na ląd w Fengjie. Poszliśmy zaraz szukać kościoła i księdza, ale bez powodzenia. Szybko zrobiło się ciemno i mimo adresu nie mogliśmy odnaleźć kościoła. Weszliśmy pod możliwy numer, ale znaleźliśmy się na podwórzu ze stołami, gdzie – jest to normalne w Chinach – można coś zjeść. Następnego dnia rano odnaleźliśmy kościół już bez trudu, chociaż był w trochę innym miejscu niż podany adres. Kościół to zbyt dużo powiedziane. Od ulicy widać prostokątny szyld z napisem od góry do dołu: Catholic Church. Wchodzi się w podwórze, potem na piętro i jest duża sala z Najświętszym Sakramentem, obrazami św. Józefa i Maryi po bokach, a na głównej ścianie obraz Chrystusa Króla Wszechświata. Starsza pani, która przyszła, na nasze pytanie o księdza zaraz powiedziałam, że był tu ‚Ma Shen-fu’  (czyli ksiądz Ma) i że został wyrzucony. Chodziło o o. Sadoka Maćkowiaka, „Ma” to jego chińskie nazwisko. Zaczęły płynąć jej łzy, a jak wyciągnęliśmy jego zdjęcie to przycisnęła do serca, pokazując jak bardzo go kocha. Gdy dowiedziała się, że jesteśmy kapłanami, klęknęła i prosiła o błogosławieństwo. Było to naprawdę niezwykłe: pamiętała o. Sadoka po prawie 50 latach, a my byliśmy pierwszymi dominikanami od czasu jego wyjazdu, którzy dotarli do Fengjie.

W czasie dalszej podróży, w Wanxianie, spotkaliśmy biskupa, wtedy 92-letniego, który pamiętał o. Sadoka i wspominał, że miał dużo poczucie humoru i że wiele osób nawróciło w czasie jego pracy w Chinach. Ojciec Sadok ubawił mnie fragmentem swojego listu do o. Bernarda Przybylskiego, ówczesnego prowincjała: „pomoc więc przesłana nam przez Przew. O. Prowincjała przychodzi w sam raz na czas, bo to, co otrzymujemy, nie wystarczy nawet na tytoń, nie mówiąc o kieliszku wódki itp. Więc bardzo wdzięczny będę za przesłanie mi tej kwoty”.

Fengjie, które widzieliśmy nie istnieje. Już wtedy wysoko nad starym miastem w słońcu świeciły nowe bloki, wieżowce, jeszcze puste, a teraz pewnie zamieszkałe. Stare miasto to jedno z tych miejsc, które zostało zniszczone i zalane ze względu na budowę Wielkiej Tamy, tzw. Zapory Trzech Przełomów. Ten najdroższy budowlany projekt na świecie zakończony ostatecznie kilka lat temu spowodował przymusowe przesiedlenie ponad miliona osób, zatopienie 17 dużych miast, 140 miasteczek i ponad 3000 wsi.

– x –

20 stycznia 2002 roku w wiadomościach telewizyjnych było przede wszystkim o Adamie Małyszu, który wygrał konkurs Pucharu Świata w Zakopanem, a także o naszym kościele św. Mikołaja w Gdańsku (byłem tam wtedy przeorem i proboszczem) i badaniach archeologicznych wokół niego, i na końcu niespodziewanie pojawiła się relacja z Fengjie, gdzie tego dnia wysadzano budynki przygotowując się do zalania miasta.