Rozpoczął się jeden z tych okresów roku liturgicznego, które są mi najbliższe. Nie dlatego, że jestem mistrzem w umartwianiu się, robieniu postanowień i dzięki temu czuję się w nim jak ryba w wodzie. Tym, co mnie do Wielkiego Postu przekonuje jest tego zupełną odwrotnością. W końcu mogę poszperać w swoich słabościach, tak, aby razem z Chrystusem nad nimi popracować i dzięki Niemu się w nich nawrócić.

Kiedyś bardzo irytowało mnie to, że ludzie nie pracując nad sobą w ciągu roku, zakładają, że wszystko zmieni się przez czterdzieści dni. Dziś zdanie mam nieco inne.

Każdy z nas gdzieś pędzi. Wiem, bo sam pędzę. Często zapominamy o tym, żeby coś zjeść, z kimś porozmawiać, popatrzeć w lustro i zauważyć, że dojrzeliśmy – że my i świat się zmieniamy. Być może w tym wszystkim Wielki Post może stać się dla nas dzwonkiem, że warto się zatrzymać.

Ktoś powie, że to trywializowanie. Myślę jednak, że Bóg dając mi szansę na zatrzymanie się, nie daje mi jej po to, aby mnie w niej potępić, ale po to, aby mnie przez nią zbawić. Łatwo jest nam oceniać tych, którzy przyszli do kościoła tylko po to, aby mieć głowę posypaną popiołem. Są tu dlatego, że tak wypada. Uważam, że z perspektywy Pana Boga wygląda to zupełnie inaczej. On wie, dlaczego im na to pozwolił. Jeżeli mogą wziąć tylko tyle, niech wezmą tyle. Jeżeli wezmą więcej, miejmy nadzieję, że tego nie zmarnują.

Nawet jeżeli miejsce wyjścia, którymi bywają także te wszystkie nasze pogmatwania – także w złym patrzeniu na Pana Boga, nie są szlachetne. Warto mieć nadzieję, że Bóg może więcej niż rozumiemy i jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. W innym wypadku wpuszczanie takich osób do (K)kościoła nie miałoby sensu. Po co zapraszać ich do pewnej śmierci. Miejmy nadzieję, że także takimi ścieżkami Miłosierny jest nas w stanie do siebie przyprowadzić.

Wielki Post jest najlepszym czasem na poznawanie Boga i samego siebie. Jeżeli zacznie się dziś, to nie warto potępiać kogokolwiek za to, że nie zaczęło się wczoraj, miesiąc temu, czy w innym okresie. Być może to dziś jest najodpowiedniejsze. Kiedy ktoś uczciwie podejdzie do swojej niedoskonałości i do Bożego działania w tej przestrzeni, zauważy, że potrzeba czasu, aby On mógł w nas pracować. Być może czas będzie potrzeby również do tego, aby do tej niedoskonałości Boga zaprosić i pozwolić mu w niej działać. Najważniejsze, żeby w konsekwencji dojść właśnie do Niego.

W tym wszystkim chodzi przecież o Zmartwychwstanie. To nie czas i nie miejsce, żeby się nad tym pochylać. Niemniej jednak świadomość celu dodaje odwagi i buduję motywację. Nie zapominajmy o tym w podejmowaniu wielkopostnych umartwień i postanowień.